Wszyscy jesteśmy miszczami reklamy

Nie mamy szczęścia do spotów promocyjnych, ciągle jest coś nie tak, ciągle ktoś coś spieprzy, a jak już się uda zrobić jakiś klip, to okazuje się, że grupa znawców reklamy jest bliska liczbie posiadaczy internetu w Polsce. A niech tylko padnie kwota, jaką ktoś ośmielił się zainkasować za swoją pracę to zaraz polscy spielbergowie handycama zaczynają krzyczeć że zrobią to taniej.

Ok, żeby nie było, spot z biegaczami po Warszawie też mi się nie podoba, chociaż doceniam, że warszawskie miejsce zostały bardzo fajnie i dynamicznie pokazane. Drażni mnie tylko ten nieszczęsny facet ze wzwodem (przyciągający uwagę niczym sterczące sutki na manekinach wystawowych) na samym początku spotu – przykrył (!) cały efekt końcowy i zdominował dyskusje o filmie. Dobra, Polakom „biegnący gwałciciel” się nie podobał, ale przecież nie do nich ten spot był skierowany, nie ma też co liczyć na to, że kibic zagraniczny, po obejrzeniu filmu zaraz ruszy kupować bilety do Polski (bo tak często lud ocenia reklamy… czy zmusi mnie do wstania z fotela i kupienia patelni nieprzywierającej). To po prostu jakiś tam ruch wizerunkowy, zaplanowany wcześniej w budżecie promocyjnym z okazji EURO 2012 – niech próbują… spójnej strategii promocyjne czy to kraju czy to miasta warszawy ja i tak jakoś nie widzę, nie wiem jak zagraniczny odbiorca… Więc może strzelanie na ślepo się uda…w końcu do cholery uda się trafić.

Po latach pokazywania mu logotypu zakochaj się w Warszawie, w momencie kiedy przyjedzie najwięcej zagranicznych gości, miasto będzie identyfikowane z innych logiem, specjalnym logiem miasta warszawy na euro 2012.

Nie rozumiem tego pomysłu, nie wiem też czy wynika on z jakichś wymagań związanych z organizacją EURO 2012, jednak ja nie spotkałem się z sytuacją, żeby Philips, McDonald’s czy Coca-Cola zmieniały swoje logotypy z okazji świąt czy sponsorowania jakimś ważnym wydarzeniom… no ale dobra, ja na fejsie mam „miejsce zamieszkania Warszawa” nie muszę tego rozumieć ani nie do mnie ten komunikat…

Mam tylko nadzieję, że zostało jeszcze trochę pieniędzy aby zbadać efekt działania tego spotu, czy też całej kampanii promującej miasto Warszawa, bo jestem ciekaw tych wyników.

Mimo, że „making ofy” w Polsce nie cieszą się wielką popularnością (oglądalność making ofów z kilku ostatnich reklam na youtube to jakieś niszowe oglądalności) to jednak making of spotu Warszawa 2012 polecam, jest ciekawszy od efektu końcowego.

Paradoksalnie, najwięcej dyskusji o Warszawie sprowokowała akcja, która z promocją Warszawy niewiele miała wspólnego – Projekt Warszawiak :-) Co prawda dyskusja była zamknięta w naszym krajowym podwórku, ale była bardzo emocjonująca i wywołała szereg innych działań – inne miasta się spięły i powstał Projekt Trójząb czy Projekt Ślązak. To jest też dla mnie esencja podejścia to działań marketigowych „aby się mówiło!”, często przez „miszczów marketingu” sprowadzona do jakiejś oklepanej formułki „nie ważne jak, ważne aby się mówiło” przypinanej do każdego głośniejszego pierdnięcia.

Bo Projekt Trójząb nie miał wczoraj swojego dobrego dnia – zdominował go ścigający gwałciciel i mimo wczorajszej premiery, nie trafiłem o Trójzębie na najmniejszą wzmiankę w mediach. Nie do końca rozumiem, w którą stronę idzie Projekt Trójząb, co ma przekazywać i co promować, bo ani walory muzyczne, ani humorystyczne czy artystyczne do mnie nie trafiają? Rozumiem, że powstał jako polemika do Projektu Warszawiak, no dobra, powstał, i co z tego? Gdyby nie moja gibkość umysłu pozwalająca skojarzyć trójząb z trójmiastem to za cholerę bym nie wiedział o jakim regionie mowa. Bądźmy wszyscy „miszczami marketingu” i zjedźmy albo pochwalmy ten spot, bo ja sam nie dam rady. Jak Wam się podoba?

A tutaj jeszcze przykład, który Mirek Połyniak podrzucił na fejsie… też z biegaczami :-)

Posted in featured, Polska, reklama | Tagged , , , , | 15 Comments

Miasta na blipie – kto pierwszy?

Z wielką radością i odrobiną satysfakcji przeczytałem niedawną informacje prasową o tym że Radom zaczął blipować (pełną informację prasową możecie znaleźć w moim archiwum… informacji prasowych) A odrobina satysfakcji pochodzi stąd, że kilkanaście dni wcześniej miałem okazję mówić o komunikacji i nowych mediach na trzecim RadomIT, gdzie obecny był przedstawiciel Urzędu Miejskiego w Radomiu. Zresztą od Przemysława Cebuli z Kancelarii Prezydenta otrzymałem właśnie tę informację (pojawiła się potem w pozostałych mediach branżowych), Radom wykorzystał jeszcze jedno, ostatnio moje ulubione „magiczne” słówko – „pierwszy”. Media podłapały i tak Radom oprócz konta na blipie dostał jeszcze kilka punktów lansu za to, że „pierwsze”, „rozwojowe” miasto – bardzo dobry ruch.

Obserwowałem przez kilka dni konto ^Radom na blipie i bardzo mi się podoba sposób w jaki wykorzystywany jest ten kanał komunikacji. Co prawda na obecną chwilę tłumów obserwujących Radom nie ma (29 osób) ale jeśli osoby odpowiedzialne za promocję miasta będę konsekwentnie realizowały to co robią na Blipie – mam nadzieję, że będzie to skuteczny kanał promocji (tej lokalnej i ogólnopolskiej). Fajnie to działa, kiedy dostajesz informacje z centrum wydarzeń („już za godzinę koncert…”, „fotografie amerykańskich samochodów z rynku miasta, przyjdź, zobacz”) i możesz być na miejscu w 10-15 minut… sam bym skorzystał. Mam nadzieję, że blipowanie spodobało się miastu Radom i będzie potrafiło praktycznie to wykorzystać – na razie jest super (no i od razu widać, że służbowy telefon czy aparat foto przydaje się do promocji aktualnych wydarzeń w mieście). Po „blipnięciach”, że konto obsługuje fan Radomia :-) a to wcale nie jest bez znaczenia.

Ok, Radom i co dalej? Byłem na sto procent przekonany, że „przedsiębiorczy inaczej” użytkownicy Blipa zaraz pozakładają konta z nazwami innych miast. Większość dużych jest już zablokowana i raczej nie podejrzewam, że zrobili to urzędnicy poszczególnych miast. Z punktu widzenia internauty, potencjalnego turysty, który chciałby odwiedzić dane miasto chciałbym jednak, aby sytuacja była uporządkowana. Jeśli wybieram się do Krakowa czy Koszalina to dodając odpowiednie nazwy do obserwowanych chciałbym mieć jasność, że za użytkownikiem ^Koszalin jest urząd promocji Koszalina. No i tutaj rodzi się konflikt… z jednej strony użytkownicy z drugiej serwis. Zapytałem się Marcina Jagodzińskiego, jak będzie rozwiązywał takie potencjalne problemy:

Wydaje mi się, że można znaleźć po prostu alternatywny login. Jeśli konto nie będzie używane, to możemy je zwolnić. Nie przypuszczam, żebyśmy odbierali prywatnym osobom używane konta, których nazwy nie są zarejestrowanymi znakami handlowymi. Ale to są tylko moje dywagacje, konkretne sprawy będą rozstrzygane indywidualnie.

Alternatywne loginy nie do końca mnie zadowalają (ale to też tylko moje dywagacje), wolałbym jednak ^Koszalin niż ^KochamKoszalin czy ^ZakochajSięwKoszalinie jako oficjalny kanał komunikacji z turystami czy mieszańcami. Gdyby administracja Blipa ustaliła jasne reguły loginów dla miast, mogłaby wskoczyć w jakiś ogólnopolski temat promocji miast i regionów – co wcale nie jest głupie i myślę, że sporo miast skorzystałoby z tej formy promocji (idealnym uzupełnieniem tego co dzieje się na oficjalnych, często nudnych, stronach internetowych). Myślę, że każdy z nas ma swoja listę ulubionych miast i jest ciekawy co się w nich dzieje…

Rozwiązaniem są jeszcze tagi, które są mocną stroną Blipa i być może zasukbsrybowanie konkretnego tagu daje rozwiązanie (chociaż Radom nie stosuje tagów w swoich „blipnięciach). Ale uważam, że tagi to jeszcze dla wielu świeżych użytkowników (a do takich „blipowanie miast” jest chyba skierowanie) to trochę wyższa szkoła jazdy i najbardziej odpowiadałaby mi sytuacja z porządkiem z loginami na Blipie. Kto z Was ma już konto na Blipie z nazwą miasta i co zamierza z nim zrobić? :-) Giełda loginów tak jak z domenami? Wcale bym się nie cieszył z takiego rozwoju sytuacji… Chyba bym stanął po stronie „twardej ręki właściciela serwisu”, ale wiem, że Marcin Jagodziński nie jest do takich rozwiązań przekonany…

Posted in featured, internet, media, Polska | Tagged , , | 11 Comments

Koszalin

Ehhh, czasem filmy promocyjne miast powoduję u mnie opad wszystkich członków. Chociaż nie wiem czy tak brutalnie traktować każdy przejaw i próby autopromocji regionów. Bo ten film w kategorii „spot promujący miasto” nie kwalifikuje się pewnie nawet do pierwszego przejrzenia (typowa produkcji lokalnej telewizji z posiadanych ścinek), ale może jako tło do prezentacji miasta na targach się nada. Bo raczej jako główny spot zachęcający do inwestycji w Koszalinie, też nie bardzo (nie wiem czy ktoś z Was wytrzymał pełne 3 minuty). Nie wiem czy to jest kwestia braków pomysłu czy braku kasy na realizacje, ale takie działania to wyrzucanie pieniędzy w błoto. A dlaczego wspominam Koszalin? Bo najbliższym czasie (kilka dni?) ma być ogłoszona strategia promocji marketingowej Koszalina na lata 2009-2014 – więc duża sprawa. Projekt przygotowywała Metamorphosis Brand Communications, a ja jako koszalinianin jestem bardzo ciekaw efektów prac agencji.

Posted in featured, media, Polska, reklama | Tagged , , , | 27 Comments

Śląskie rusza w Polskę

O kilku najważniejszych sprawach związanych z nową kampanią województwa śląskiego rozmawiałem z Mateuszem Zmyślonym z Eskadry (agencji odpowiedzialnej za kampanię). Niespodziewanie pojawiło się kilka ciekawych wątków, m.in. marketing szeptany oraz badania neuromarketingowe, przez chwilę zagrożona była również kamera :-) takie są uroki bycia jednoosobowym kombajnem multimedialnym :-).

Widzę, że wspomniany w rozmowie konkurs www.pozytywnienakreceni.pl jeszcze nie jest odpalony, ale projekty billboardów są już dostępne i wkrótce pojawią się na ulicach i portalach (tutaj jest bardziej szczegółowy mediaplan oraz opis kampanii).

Posted in featured, internet, media, Polska, reklama, videoblog | Tagged , , , , | 22 Comments

Dziwnów, czyli jak skutecznie zmarnować pieniądze

Oto jeden z 1 256 846 sposobów na przykładzie Dziwnowa:
– Czytamy trochę o marketingu i takich tam, że reklama dźwignią handlu, że trzeba, że modnie.
– Bierzemy kasę z budżetu albo od Unii, bo kręcimy sezonowego spota.
– Nie bardzo umiemy kręcić spota, a czasu mało, bo już w TVN24 czas emisji, więc robimy pokaz slajdów i bierzemy pana od czytania (swoją drogą w dzisiejszych czasach stopklatka z morzem wygląda bardzo zachęcająco). Nie udało mi się nagrać tego spotu, nie zdążyłem.
– Puszczamy spot w TVN24 (nie wiem na jakiej zasadzie, czy wykupili czas antenowy, czy będą gościć pogodynke z TVN24 u siebie, ale Dziwnów pojawia się w końcu na antenie!
– W sumie jest super, jesteśmy w telewizji! Na końcu naszego spotu jest adres, żeby turyści wiedzieli gdzie przyjechać… www.dziwnow.pl
– To nic, że na razie nie działa, nie dogadaliśmy się z adminem i trwa właśnie wielka konserwacja serwera… komunikat mówi o kilkunastu minutach, ale ja go obserwuję od kilku godzin… normalnie turysta by chyba już zrezygnował.

Żeby uratować sytuację i żeby kasa nie poszła na marne, pomyślałem, że można by coś dla tego Dziwnowa w końcu zrobić (nie byłem, ale z lotu ptaka wygląda całkiem ładnie).

Znalazłem więc spot z 2007 roku:

Na końcu spotu: „na pełnych żeglach”(?)

Jest jeszcze portal mieszkańców – dziwnow.net – ten przynajmniej działa.

I mapka jakby się ktoś wybierał:

Wyświetl większą mapę

Posted in featured, media, Polska, reklama | Tagged , , | 9 Comments

Nadchodzi 21.X

Kolejna przedwyborcza produkcja (IV RP Reaktywacja), również pozarządowa – naprawdę w tych wyborach mamy wysyp kampanii promujących głosowanie. Ufff, mocna rzecz (zwracam uwagę na niezły montaż i efekty specjalne). Trudno nazwać to amatorską produkcją w porównaniu do „profesjonalnych” reklam jakie serwują nam partie wyborcze.

Tak naprawdę w tej kampanii nic się nie zmieniło – takie samo badziewie jak w poprzednich wyborach – niezależnie od partii. Czy jakakolwiek agencja podejmuje się współpracy przy kreacji spotów z tak trudnym klientem jak partia polityczna? Z głów jakiej agencji wykluł się pomysł spotu np. PSL z babcią i wnuczkiem, czy inne „kreatywne” i obrażające inteligencje widzów jednodniowe produkcje wymyślane na wieczornych zebraniach? Ehh, znowu do profesjonalnych zadań nie zatrudnia się profesjonalistów – normalka, nic się nie zmienia.

Ten film to naprawdę interesująca produkcja (dzięki emugly za cynk). W IV RP Reaktywacji sporo interesujących ujęć, w tle kilka tematów muzycznych z filmów (rozpoznałem na pewno fragment z Władcy Pierścieni, oraz słynny hit „z ziemi polskiej do wolski”). Dobrze, że mam już załatwione wszelkie papiery do głosowania (głosuje poza miejscem stałego zameldowania). Inaczej bym się bał. W nawiązaniu do poprzedniego wpisu, na pewno „ruszę dupę”, mimo że w niedzielę lubię odsypiać sobotę :-)


Posted in media, Polska, reklama | 7 Comments

Ikea w układzie (mrugając okiem)

Ikea jest w układzie, to oczywista oczywistość. Atakuje na kilku frontach i wykorzystuje wybory parlamentarne (chociaż patrząc na debaty mam wrażenie, że to wybory prezydenckie). Niecny plan Ikei łatwo przejrzeć, wystarczy być dobrym obserwatorem, żeby dostrzec o co chodzi. Nie wiem tylko co Ikea chce na tym ugrać… chyba chce mi wcisnąć kolejną kanapę…

Dowody? Dowody są porażające. Kilka spotów w telewizji, nawiązuje wprost do wyborów (hasło domokraci.pl, lustracja, przesłuchanie, wybory i kandydaci), nie mam żadnych wątpliwości – Ikea chce władzy.

Zresztą kandydaci na stronie domokraci.pl są skorumpowani… od razu z metkami i ceną (łatwo można kupić).

Bardzo fajny pomysł i idealnie trafiony w czasie. Promocyjnych produktów nie jest wiele, za to towarzyszą im aktualne wyborcze hasła:
Komoda – rozwiążemy problem lustracji raz na zawsze
Lampa – rzucimy nowe światło na ciemne sprawy
Kuchnia – zapewnimy lepsze warunki pracy
Szafa – zaprowadzimy ład i porządek
Stół – zasiądziemy do rozmów z sąsiadami
Zestaw wypoczynkowy – wygodne życie dla milionów rodzin

Ale to nie pierwszy kanał, który wykorzystuje szwedzka firma (ok, ok, to już nie Ikea, to jedna z kilku trwających kampanii organizacji pozarządowych namawiających do głosowania). Do charakterystycznego dla Ikei stylu instrukcji montażowych nawiązuje kampania 21października.pl. W telewizji emitowany jest animowany spot, natomiast na stronie znajdują się wyborcze „instrukcje obsługi” (chyba PZL odpowiada za kreacje, wczoraj Kot Przybora był w Skanerze Politycznym przed debatą Tusk-Kwaśniewski i wspomniał o tej inicjatywie) – bardzo fajny pomysł, instrukcje również (wspomina o tym też mateoosz u siebie).


Posted in media, Polska, reklama | 1 Comment

Warszawa, czyli promocja

Parę dni temu przez media przewinęła się informacja o spocie promującym Warszawę. Kilka komentarzy mnie mocno zdziwiło. Spot został uznany za kontrowersyjny… mhmm. Kiedy w zeszłym roku wspominałem o tym spocie na blogu – wtedy jakoś nikomu nie przeszkadzały przewracające się manekiny… ba, zebrał sporo pozytywnych opinii. Chociaż faktycznie, został chyba przez polskie media niezbyt zauważony. Teraz my wszyscy jesteśmy bardziej wyczuleni na wszelkie działania promocyjne Polski i poszczególnych regionów. Kampanii i reklam – tak jak przewidywałem – było w tym roku bardzo dużo – no i nauczyliśmy się je nie tylko dostrzegać, ale i komentować, oceniać… Trochę to tak, jak nasza wiedza w dziedzinie tańca, po kilku sezonach emisji Tańca z gwiazdami wszyscy jesteśmy ekspertami.

Muszę przyznać, że o ile bardzo lubię reportaże Macieja Mazura (Fakty TVN) oraz łapię jego humor, to materiału ze środy jakoś nie do końca kapuję – chwali czy gani?

A ponieważ nie do końca zrozumiałem zarzuty o „kontrowersyjność” spotu i manekinów, a rozumiem że czasu w Faktach na materiał było niewiele, poprosiłem o rozszerzenie swoich wypowiedzi bohaterów materiału. Edyty Musielak z WDA (oni zmajstrowali ten spot) oraz Karolinę Błońską z Briefu, której nie podoba się spot promujący Warszawę. Manekiny niestety odmówiły wypowiedzi…

Edyta Musielak – Warsaw Destination Alliance:


Cieszy nas duże zainteresowanie mediów kampanią reklamową Wake up to Warsaw, chociaż przyznam, że niektóre komentarze na jej temat są zaskakujące. Film został wyprodukowany rok temu przez BBC World i pokazywany był już w zeszłorocznej kampanii. Grupą docelową są europejscy biznesmeni i organizatorzy konferencji. Scenariusz był konsultowany z zagranicznymi ekspertami i na żadnym etapie prac nie został uznany za ‘kontrowersyjny’. Dodatkowo reakcja widzów stacji była bardzo pozytywna – podkreślali, że film w przewrotny sposób przekazuje informację, iż Warszawa może być alternatywą dla tradycyjnych konferencyjnych destynacji. Potwierdzeniem tego było nominowanie spotu do prestiżowego brytyjskiego konkursu marketingowego: Media & Marketing Awards.

Warsaw Destination Alliance od 5 lat promuje Warszawę jako doskonałe miejsce dla organizacji konferencji, jednocześnie ściągając do miasta międzynarodowe spotkania. Warszawa ma wiele atutów – nie była odwiedzana do tej pory przez zagranicznych delegatów, ma dobrą infrastrukturę dla średnich konferencji do 500 osób (to ponad połowa wszelkich organizowanych spotkań), dzięki położeniu geograficznemu może pełnić rolę miejsca spotkań dla delegatów ze wschodu i zachodu. Zarzut, że nie wiemy, co promować jest zatem chybiony. Warszawa ma szanse stać się centrum spotkań międzynarodowych na poziomie Pragi czy Wiednia. Jednakże do tej pory nikt nie promował miasta za granicą, a WDA nie może czekać – mamy wizję rozwoju Warszawy i chcemy ją realizować. Niewątpliwie dobrze byłoby, gdyby działania promocyjne naszej organizacji i innych instytucji były skoordynowane, tak by osiągać efekt synergii i większą spójność przekazu. Udało się to w Barcelonie czy w Wiedniu, powinno udać się i w Warszawie. WDA jest otwarte na wszelką współpracę i konstruktywną dyskusję.

Kilka słów o rzekomo zaskakującym zakończeniu, w którym manekiny spadają z krzeseł, bo nie wierzą w możliwość zorganizowania konferencji w Warszawie. Zblazowane manekiny, czyli zachodni biznesmeni, zastanawiają się, gdzie pojechać – rozważają znane im miasta, Pragę, Wiedeń, czy Budapeszt, w których byli wielokrotnie. Nagle ożywiona Pani proponuje Warszawę. Widzimy zestawienie zdjęć z targów, restauracji, lotniska – to wszystko są bardzo ważne aspekty każdego spotkania, budujące wizerunek miasta jako ‘normalnej’ destynacji. Manekiny zaskoczone tą wizją, spadają z krzeseł krzycząc – wspaniale!! Organizatorzy konferencji zawsze szukają nowych miejsc, dodatkowych atrakcji. Warszawa może być zatem świeżą alternatywą dla ‘starych’ destynacji.

Karolina Błońska – magazyn Brief:


Spot przygotowany na zlecenie Warsaw Destination Allinace moim zdaniem nie jest zrozumiały. Nie za bardzo wiem dlaczego manekiny, które nie chcą nic nowego ani inspirującego padają z wrażenia na myśl o Warszawie. Czy znaczy to, że idealnie trafia w ich gusta jako absolutnie nie nowa ani nie inspirująca? Sam pomysł promocji Warszawy jako centrum konferencyjno biznesowego nie jest zły, szczególnie dla właścicieli hoteli. Ale wszyscy dobrze wiemy, że o ile można tu zorganizować konferencję na kilkaset osób, to pomieszczenie kilkudziesięciu, a nawet kilkunastu tysięcy osób rodzi poważne problemy.

Warszawie brak spójnej strategii promocji, tak jak brakuje kompleksowego myślenia władz o tym mieście. Gdzieś się coś naprawi, gdzieś pomaluje, a reszta rdzewieje. A zanim przejdzie się do promocji trzeba popracować nad produktem. Systemowo. Warszawie brakuje programu jaki ma np. Wrocław. Pierwsze miejsca, z którymi styka się przyjeżdżający do Polski turysta nie mogą wyglądać jak Dworzec Centralny, czy Zachodni. Miejsca, z których odjeżdża nie mogą być małym ciasnym, zatłoczonym lotniskiem. Bo o ile spot reklamowy na BBC może przyciągnąć tu jakichś organizatorów konferencji, o tyle to co uczestnicy konferencji zastaną na miejscu może ich poważnie rozczarować. A opinie jakie wraz z nimi rozjadą się w świat mają większą moc niż spot puszczany pięć razy dziennie na BBC.

A na koniec „kontrowersyjny” spot dla przypomnienia:

A to zielone to mój test blogfroga, chyba można klikać w te gwiazdki… jak będę miał dużo głosów to może pokonam staniki :-)
Chociaż uważam że walka jest przegrana, tak jak żaden mówca nie wygrał z przerwą na papierosa tak mediafun nie wygra z piersiami – zobaczymy jak to będzie hulało :-)

Posted in media, Polska, reklama | 8 Comments

Stare filmy, nowy układ

W redakcjach pewnie teraz wrze jak w ulu, szczególnie jeśli chodzi o pierwsze strony gazet. No bo co wybrać… wczoraj jeszcze było jasne – Rydzyk idzie na pierwszą stronę… dzisiaj – główny bohater – Andrzej Lepper. Ten ostatni pięknie się wygadał u Moniki Olejnik… bo najpierw mówił że zatrzymano pana R i pana K.

Ja zawsze wkurzam się, kiedy zamiast o poważnych sprawach w mediach roztrząsa się kto komu plecy smarował czy kto jaką ma torebkę. I dzisiaj w „Kropce nad i” tak samo, zamiast o kryzysie to gadali o filmach – bo pan R to okazał się być Rybą, a pan K – Kruszyńskim (wszytko pięknie wyśpiewał pięknie Lepper). Filmy dosyć stare już, bo Kiler z 1997 roku, a Oficer z 2004. To wszystko przyprawione niezłym kinem science-fiction, czyli ojcem inżynierem rydzykiem. Tekst powstaje przed konferencją PiS-u, więc jeszcze wszystko może się zmienić. W każdym razie media są fun – dawno to wiedziałem :-)

Posted in media, obejrzane, Polska | 7 Comments

Recykling po polsku

Live Earth gra dzisiaj na całym świecie, wielkie brawa dla kanału TVP Kultura, który transmituje koncerty ze wszystkich kontynentów. Pewnie żaden inny kanał nie zgodziłby się na cały dzień zrezygnować z sobotnich programów (nawet gdy są tylko powtórkowe). Może trochę przeszkadzają gadki prowadzących w studio, no ale w tym czasie lecą pewnie reklamy, więc w ten sposób prowadzący i goście chronią widzów przed zalewem zagranicznych reklam.

Słowa „globalne ocieplenie” i „recykling” pojawiają się więc bardzo często. Dzisiaj chciałem opowiedzieć o specyficznej polskiej wersji recyklingu i przy okazji rozpieprzania dwóch marek – swojej i nieswojej – w formie mini case study.

Miejsce:
Warszawa, pub Zielona Gęś
Mieszkam w pobliżu pubu od paru lat, więc opisywane zjawiska nie są przypadkową obserwacją z jednego wieczoru, ale systemem recyklingowym prowadzonym od dłuższego czasu, przez każdego barmana, w żadnym razie nie dbającym o naszą Matkę Ziemię, ale o własną kieszeń.

Sytuacja:
typowy wieczór, ludzie siedzą w knajpie, zamawiają i piją piwo. Pub obrandowany jest Żywcem, leją też Heinekena, ale z powodu różnic cenowych najpopularniejszy jest ten pierwszy.

Miejsce obserwacji:
blisko baru, na oku barman, barman widzi że jest obserwowany ale niespecjalnie się tym przejmuje

Procedura:
Kelner przynosi z sali kufle, niektóre puste, niektóre niedopite. Te niedopite (nawet jak na dnie jest tylko łyczek) barman skrzętnie zlewa do nowych kufli, tak na trzy palce (a czasem więcej). Kiedy podchodzi klient i zamawia piwo, barman bierze kufel w taki sposób, że dłonią zakrywa dolną część naczynia i tak trzymając dolewa resztę do pełna. Stali bywalcy wiedzą o metodach barmanów i rozumieją troskę o środowisko, więc zamawiając piwo zaznaczają, że ma być w czystej szklance i lane od nowa – barman wie, że go rozumieją i te specyficzne kaprysy klientów go nie dziwią. Prośbę trzeba powtarzać za każdym razem gdy zamawiasz piwo, jeśli przy zamówieniu tego nie zaznaczysz barman na beszczela doleje ci piwo do zlewek. Potrafi też zaripostować, że kufel jest przecież czysty, a to piwo nakapało przed chwilą z nalewaka. Chyba mają mocno zużyte uszczelki, bo podczas jednego wieczoru „nakapuje” im tych kufli całkiem sporo.

Nie wiem jakie jest piwo w kegach, może zlewki z regionu, bo gdy barmanowi zachce się pić to bierze sobie świeżutkie piwko… z butelki.

Pisząc ten tekst konsultuję go z innymi obserwatorami, którzy sugerują aby podkreślić, że nie wszystkie kufle są zlewane. Nie wiem jak to rozumieć, ale ponieważ wierzę w ludzi i jestem optymistą to pewnie chodzi tylko o te kufle gdzie jest np. zgaszony pet – te pewnie nie wchodzą w gratisową zlewkę.

Cieszę się, że Zielona Gęś przyłączyła się do walki o środowisko i dba o to aby nie wylewać żadnej kropelki do ścieków. Fakt, że pub rozpieprza ewidentnie swoją markę mi nie przeszkadza, ale sytuacje kiedy zamawiam chłodnego Żywca, a dostaje gratis 25% zlewek powoduje że Żywiec smakuje mi już mniej i myślę sobie… ale szczyny się zrobiły z tego Żywca.

W tej sytuacji wolałbym aby knajpy i wszelkie sezonowe przybytki nie przyłączały się w ten sposób do walki o ochronę środowiska – mam nadzieję, że Grupa Żywiec też poprze mój apel.

Posted in Polska | 28 Comments

Pomorze kusi

Załamywałem ostatnio ręce nad tragicznym spotem (chociaż nazwałbym to raczej pomyłką niż spotem) zapraszającym na Dni Morza w Kołobrzegu. Dla przypomnienia, najgorsze 8 sekund w promocji regionów (podkreślam, klip pochodzi z tego roku):

Aby nie kopać leżącego i nie pognębiać, muszę dodać, że istnieje jeszcze jeden klip promocyjny, trochę dłuższy, bardziej informacyjny. Jak wyczytałem na jednym z forów, był emitowany na 4funTV.

Wygląda już lepiej, chociaż mam mętlik w głowie jeśli chodzi o daty – raz Dni Morza trwają 21-24 czerwca, a raz (co również potwierdza prezydent Kołobrzegu) 22-24 czerwca. Ale ok., zostawmy Kołobrzeg, spójrzmy z szerszej perspektywy.

W tym samym czasie, całkiem sympatycznie, reklamuje się województwo zachodniopomorskie (www.zachodniopomorskie.pl). Bardzo przyjemne klipy, widać że nie są to przypadkowe ujęcia (przynajmniej nie wszystkie) wygrzebane z archiwum lokalnej telewizji, mają jakąś tam wspólną tonację barwną i pasują do tempa klipu. Równie przyjemna muzyczka plus dobrana celebrities, czyli podróżniczka Beata Pawlikowska – powodują, że na tle wielu innych spotów promocyjnych, Zachodniopomorskie całkiem nieźle się prezentuje. Spot pojawia się w dwóch wersjach (w każdym razie dwie upolowałem):

Zauważyłem jednak jeden poważny mankament tych klipów, w dzisiejszych czasach właściwie niedopuszczalny: brak adresu www. Ja to sobie poradzę, zazwyczaj rozpoczynam poszukiwania od wpisania „.pl” po nazwie, potem idzie w ruch google – na stronę trafię. Ale spróbujcie wpisać „zachodniopomorskie” w wyszukiwarkę Onetu, na pierwszej stronie wyników wyszukiwania nie pojawia się żaden link do zachodniopomorskie.pl. To błąd, szczególnie w czasach, gdy internet stając się coraz bardziej dostępny, powoduje duży wzrost liczby nowych, starszych wiekiem internautów – ci często jednak na tej startowej stronie onetu przez długi czas pozostają.

Z perspektywy mieszkańca Warszawy pewnie dużo interesujących akcji mi umyka, bo z reguły trafiają do mnie te ogólnopolskie (lub materiały i informacje, które przesyłacie mi Wy). Po za tym nie zawsze poszczególne regiony stać na ogólnopolską kampanię, jestem ciekaw czy np. regiony/miasta mazurskie nie reklamują się szczególnie intensywnie np. w zachodniej części Polski, albo czy Zakopane nie prowadzi działań promocyjnych nad morzem.

Aktualizacja 27.06.2007:
Najlepiej będzie jak zacytuję autora spotów (locomo.pl):

Wszystkie zdjęcia są realizowane autorsko bez „bazy TVP”. Nie ma tu również żadnych filmów z baz danych. Wszystkie zdjęcia są autentycznie z Zachodniopomorskiego. W najbliższym czasie opublikuję na swojej stronie parę ciekawostek z przebiegu realizacji spotu.
Reżyseria: Arkadiusz Zych
Autor muzyki: Arkadiusz Zych
Wokalu użyczyła Maja Holcman
Jako aktorzy wystąpili Małgosia i Patryk
Realizacja zdjęć z przerwami trwała 3 tygodnie.

Posted in media, Polska, reklama | 6 Comments

Kołobrzeg (nie)zaprasza

Często zastanawiam się czy na mediafunie umieszczać tego typu materiały (wspominałem niedawno o Elblągu). Bo i promocja Polski i regionów leży mi na sercu i Kołobrzeg to moje bliskie, rodzinne strony… ale takie coś. Szczerze mówiąc nie wiedziałem, że coś takiego można wypuścić, bo jedna sprawa to budżet kampanii, kasa na kreacje i inne sprawy (rozumiem)… a druga to gust i pomysł na reklamę. Lepsze plansze trafiały się kiedyś w dawnej regionalnej koszalińskiej telewizji „Bryza” :-). Wydawało mi się, że skończyły się już czasy komputera Amiga (miałem) i jak widzę coś takiego wypuszczane na dzisiejszym sprzęcie… jeszcze ujęcia tak dobrane, morze wygląda jak ściek, te paskudne żółte ramki i literki 3D – ręce opadają. Emitowane chyba na całą Polskę, bo złapałem to na warszawskiej „trójce”.

Rozumiem, że lokalny patriota zrobił taki spot za darmo… bo jeśli ktoś wziął za to pieniądze… to jestem ciekaw ile.

Posted in media, Polska, reklama | 2 Comments

Elbląg nęci?

Myślę, że ten spot promujący miasto Elbląg, można zadedykować wszystkim tym, którzy krytykowali reklamę Krakowa. Tutaj jest wszystko co zna i lubi inżynier Mamoń – jasny prosty przekaz, widoczki (niektóre statyczne! z widokówek chyba) i spokojny komunikat lektora. Zdaję sobie sprawę z różnicy w atrakcyjności turystycznej obu miast (chociaż w Elblągu nigdy nie byłem), ale różnicę widać chyba gołym okiem.

Budżety reklamowe też trudno porównywać, co prawda konkretów nie znam, ale mimo olbrzymich wydatków na billboardy i emisje reklam, to na samą produkcję spotu specjalnie dużej kasy nie było (rozmawiałem z twórcami). Brawa za odwagę na emisję spotu w ogólnopolskiej telewizji (emisja w TVN24), szkoda że pomysłu na film zabrakło – typowa barterowa produkcja od telewizji regionalnej – więc wydaję mi się, że kasa wydana na emisję poszła w błoto.

Co prawda niechętnie o tym piszę, bo jako freelancer nie znoszę konkursideł, takich specyficznych dla polskiego rynku: niech dwudziestu zrobi projekt, wybierzemy najtańszego i zmiksujemy coś z nadesłanych propozycji. Ale wydaję mi się, że w epoce mody na konkursy kreatywności (dużo ich ostatnio, Redds teraz robi konkurs na opakowanie) pomysł na zapytanie mieszkańców „jak zareklamować nasze miasto” nie byłby złym rozwiązaniem. Zawsze znajdzie się jakiś pozytywny świr lub oryginalny pomysł. No i jeszcze jeden warunek – jury, jak są to sami radni to wiadomo, jak Mamoń, wybiorą najgorszy pomysł albo taki który już gdzieś widzieli…

Oczywiście pomysły byłyby tylko wskazówką do tego, co i jak można pokazać, takie informacje w rękach twórców reklamy to dobry punkt wyjścia. Dosłowne traktowanie pomysłów czy badań to ślepa uliczka. Wielokrotnie słyszałem od reklamowych tuzów, którzy do plecaka nagród już nie mieszczą, że reklama która na badaniach wychodzi dobrze i generalnie się podoba – to zły znak.

I Kraków dla przypomnienia:

Posted in media, Polska, reklama | 4 Comments

Krasnoludki robią w reklamie

Nasze polskie krasnale, jako figury ogrodowe podbiły rynek niemiecki, to fakt. Nie znam dobrze niemieckiego rynku reklamowego i nie wiem czy tam krasnale często występują, w każdym razie na dzisiaj przygotowałem polskie krasnale w dwóch odsłonach.

Pierwsza, klasyczna reklamówka i wcale nie historyczna, jest ona nadawana aktualnie i to wcale nie w rannych niedzielnych godzinach, ale czasem o całkiem przyzwoitych porach (więc za 30 sek. trzeba było trochę zapłacić). Sam nie wiem, czy wymyśliłbym jakiś lepszy sposób na saszetki do odsmradzania szamba. Jeśli kampania będzie trwała tyle co „oferta zrembu zawsze na czasie” to zwrot „śmierdzi, śmierdzi, strasznie śmierdzi” ma szansę wejść na stałe do naszej mowy ojczystej.

Krasnale w drugiej odsłonie celują w zupełnie inny target i zupełnie inny kraj – pracują właściwie dla promocji Polski. Nie mam dokładnych informacji dotyczących krasnalkowej kampanii i nie wiem czy jest to tylko projekt czy zrealizowana kampania, ale pomysł wydał mi się znakomity. Niektóre zdjęcia na pocztówkach wydają się niewykończone, więc możliwe, że to niezrealizowany projekt. Dziękuję Kasi za przesłanie przykładów. Projekt realizowała Grupa Eskadra.

club club club club

Krasnale drukowane były na pocztówkach, pocztówki były/miały być rozdawane na terenie Niemiec. I tutaj zostało wykorzystanych kilka ciekawych pomysłów i skojarzeń:
– krasnal sam w sobie, dla wielu Niemców ozdoba ogródka, czyli stały mieszkaniec gospodarstwa domowego, czyli efekt reklamowy: „twój przyjaciel poleca” osiągnięty :-)
– nawiązanie do słynnego kawału „promującego” nasz kraj w Niemczech: „odwiedź Polskę, twój samochód już tam jest”. W wersji pocztówkowej „Twój krasnal już tam był”…
– nie wiem czy to zamierzone, ale mi się kojarzy z filmem Amelia, gdzie krasnoludek z ogródka ojca Amelii podróżował po całym świecie i wysyłał swoje fotki z różnych miejsc.

Dla mnie super pomysł, nie wiem jak to było z jego realizacją i jak został przyjęty przez „grupę docelową”.
I czy ktoś wie, ile krasnale biorą za udział w reklamie? Chyba są tańsze od Urbańskiego czy Fronczewskiego? Jakby ktoś chciał sobie sprawić krasnala to najlepiej z Armisu :-)

Posted in media, Polska, reklama | 4 Comments

Nowy magazyn na rynku

…z konkursem będzie – konkurs tradycyjnie na końcu.
Pod koniec stycznia tego roku pisałem o nowym graczu wśród pism branżowych, czyli o projekcie Marketing & More. Wtedy pojawił się zerowy numer, dystrybuowany w wąskim gronie, trudny do zdobycia i w dodatku baaardzo ciężko było wyciągnąć informacje od wydawcy – mam nadzieję, że ten opór wraz z pierwszym numerem się skończy.

Dzisiaj (nie wiem czy trafił już do sprzedaży) pojawił się pierwszy i oficjalny numer Marketing & More. Wtedy zastanawiałem się, czy dotychczasowi gracze na rynku powinni spinać pośladki… dzisiaj mogę potwierdzić – poważny tytuł i konkurent wkroczył na arenę.

Najpierw osobisty wtręt, bez wazeliny… znam osobiście redaktora naczelnego M&More, Tomasza Kamyka, pracowaliśmy razem w Briefie, kilka razy obmyślaliśmy jakieś nowe projekty. Zanim pojawił się w M&More współpracował jakiś czas z działem ekonomicznym Dziennika. Kamyk na tym stanowisku to na pewno gwarant dobrej treści i wysokiego poziomu merytorycznego pisma, informacja, że został naczelnym wcale mnie nie zdziwiła… Zna temat, zna rynek, pierwszy numer o tym świadczy – chociaż wstęp-manifest na pierwszej stronie mocno rewolucyjnie mi się kojarzy :-).

A teraz trochę złych wiadomości i moich wątpliwości…
Na rynku jest już kilka magazynów branżowych (Brief, Marketing w Praktyce, Press, Visual Comminication, Piar.pl, Pro-Kreacja, Media & Marketing). Wiedzy i informacji nigdy za wiele, ale czy na rynku jest jeszcze miejsce na kolejny magazyn? O ile nie założyli sobie jakiejś z sufitu wziętej ilości sprzedaży i będą w stanie obronić się kontentem – przetrwają. Zwłaszcza, że tytuły takie jak Press, Visual Comminication, Pro-Kreacja – celują trochę w inne tematy i innego czytelnika, a Media & Marketing to tygodnik. Najbardziej konkurencyjnymi do Marketing&More jest na pewno Brief i Marketing w Praktyce.

Zerowy numer zapowiadał od razu na starcie strzał w stopę – cenę, ponad 35 zł za egz., na szczęście wydawnictwo (wiem, że czytali również mój pierwszy wpis :-)) nie zrobiło tego błędu i nie postawiło ceny zaporowej. Teraz to 15 zł i jest to cena całkowicie do przełknięcia, a przede wszystkim niższa od bezpośredniej konkurencji.

Kolejną moją wątpliwością jest czas wprowadzenia tytułu na rynek – koniec maja, praktycznie początek wakacji – czyli z reklamodawcami posucha, a o czytelnika trochę trudniej – bo na wakacje wyjechał. Z drugiej strony do września można optymalnie przećwiczyć miesięczny cykl wydawniczy, wyeliminować błędy i na jesieni pojawić się z mocną pozycją i dopracowanym produktem – o ile ma się pieniądze na przetrwanie kilku numerów. Ale to nie jest garażowy projekt, więc pewnie dadzą radę.

Następny minus – internet i strona firmowa magazynu. To właściwie bolączka całej branży. Brief niedawno zmienił swoją główną stronę, o niej postaram się napisać trochę później, ale pozostałe magazyny trochę przysypiają nad internetem. Podstawowy błąd, nie tworzą społeczności, nie prowadzą działań integrujących czytelników (czasem na forum Pressu pojawi się ciekawy temat), ale generalnie w tej sprawie dużo, dużo do zrobienia. Sam jestem ciekaw kuchni takiej sytuacji – na rynku jest wiele firm/agencji potrafiących stworzyć świetnie działającą witrynę pisma branżowego, ze wszystkimi bajerami, łebdwazerami, z doświadczeniem i pomysłam itp, kasy wielkiej nie trzeba – efekt dla czytelnika… bezcenny :-)

Marketing & More ma w rękawie naprawdę mocnego asa, nie wiem dlaczego go nie wykorzystuje. Wydawca magazynu jest również właścicielem serwisu Marketing przy Kawie… a ze świecą szukać wzmianki o nowym magazynie w serwisie i vice versa. Szkoda, bo Marketing przy Kawie wyskakuje w czołówce wyszukiwań hasła „marketing” w google – marnowanie takiego potencjału to błąd, który może sporo kosztować. Sporo niedawno mówiło się o tym, że szczególnie wydawcy prasowi przyjmują wobec internetu postawę jeża (stoją i stroszą kolce) zamiast być lisem – szukać i polować na okazje.

Kolejna sprawa to brak (przynajmniej na razie) kampanii informacyjnej o nowym piśmie… przyznam, że już od dawna próbuję wyciągnąć informacje od wydawcy na temat pisma, ale jest ciężko. Szum, efekt oczekiwania, zwłaszcza na konkurencyjnym rynku, bardzo przydałby się nowej marce.

Ok, ponarzekałem… teraz czas pochwalić trochę nowy projekt. Forma, layout magazynu robi bardzo dobre wrażenia, profesjonalnie, ale bez nadęcia. Co prawda kwadratowy duży format trochę się przelewa przez ręce, ale nie jest to magazyn to czytania w tramwaju. Sporo aktualnych tematów (w odróżnieniu od zerowego numeru pojawił się temat przewodni – w pierwszym to oczywiście Euro2012).

Główny podział tematyczny pisma dosyć typowy – działy: Badania, Trendy, Strategie, Warsztaty, Historia Marki, Ludzie, Prawo i na końcu Po godzinach – pełny spis na stronie magazynu.

Po szybkim przeglądzie najważniejszych wydarzeń (jest i miejsce na kreacje – KTR), trafiam na całkiem interesujący dział – mam nadzieję na stała rubrykę: co miesiąc trójka specjalistów wypowiada się na temat aktualnych kampanii reklamowych. W tym numerze oberwało się (lub pochwaliło się) Jopkowej z Millenium, Harnasiem ze ZbójemGianną Nannini z Fiatem.

Dalej pojawiają się (wybrałem kilka)
– Michael O’Leary (Ryanair)
– Christian Lainer (TBWA) w krótkiej piłce
– sporo z Mikem Regesterem (sytuacje kryzysowe)
– trochę o reklamie porównawczej,
– o pułapkach badań fokusowych (m.in. wspomina się Nowy Dzień, Królewskie)
– o reklamowych profitach gwiazd za udział w Tańcu z Gwiazdami
– o tym czy warto w polityce ignorować internet
– aktualny i modny temat, czyli Play i Jacek Hensler (trochę w innym ujęciu)
– o bałaganie z product placementem w Polsce
– pr społeczny w dolinie Rospudy
– o marketingu i winie (szkoda, że tak mało) z Markiem Kondratem
trochę warsztatów, felieton i działka – po godzinach – to wszystko na 96 stronach.

Tak wygląda pierwszy numer… jak będą wyglądały następne i jak przetrwają comiesięczny kierat – zobaczymy. Mam nadzieję, że w kolejnym trochę więcej internetu, łebdwazero, szeptanego, wirusowego i blogów więcej będzie. Wygląda obiecująco, specjaliści i szukający wiedzy powinni nowy magazyn na pewno mieć u siebie na półce.

I teraz konkurs… chciałem więcej, ale dostałem 5, więc mam pięć egzemplarzy do rozdania dla chętnych (jak tylko znajdę sposób jak zapakować ten duży kwadratowy format:-)). Konkurs tradycyjny, wystarczy wysłać maila, szybkie losowanie i wysyłka – na chętnych czekam do jutra (24 maja) do godz. 16 i jeszcze tego samego dnia postaram się wysłać ciepłe bułeczki. Chętnie poznałbym też Wasze opinie o magazynie, zwłaszcza na tle konkurentów. Więcej wiedzy, ostrzejsza konkurencja, dialog z czytelnikami (mam nadzieję) i więcej wiedzy to dla mediafunów tylko lepiej.

Chętnych po darmowy numer proszę o maile na: maciekMALPAmediafun.pl z „magazyn” w temacie. Tradycyjnie, ze względów proceduralnych dodam tylko, że przesłane przez was maile zostaną wykorzystane tylko do celu tego konkursu i korespondencji z nim związanej. Nie będą potem nigdzie przetrzymywane, wykorzystywane do innych celów czy przekazywane komukolwiek.

Posted in media, Polska, prasa | 2 Comments

Poznań kontra Warszawa

Jak mi ktoś powie, że reklama nie działa, szczególnie TA reklama:

to nie uwierzę.

O ile flash mob w warszawskiej Arkadii można było uznać za udany, całkiem zaskakujący i bardzo licznie obsadzony, to poznański flash mob w Starym Browarze to była potęga. Liczba osób, która przyszła uczestniczyć we flash mobie, fotografować albo tylko się przyglądać, zaskoczyła nawet samych organizatorów. Niestety zatraciła się przez to cała idea samego flash moba, wiele osób poszło na żywioł, nie przestrzegając scenariusza (krytyczne komentarze najlepiej o tym świadczą – tutajtutaj)

Największym ciosem dla całej „zaskakującej” akcji była zapowiedź tego „niespodziewanego wydarzenia”. Przez megafon szedł komunikat w stylu „Uwaga, stary browar został wybrany na happening, młodzi ludzie mogą zachowywać się dziwnie” – no i całe zaskoczenie szlag trafił :-).

club
foto: Macias

Wielu podejrzewa, że tego rodzaju flash moby są inspirowane przez firmy, i pewnie w wielu przypadkach tak jest – były takie próby również w Warszawie ale albo okazywały się nieliczne albo w ogóle się nie odbywały. Ten flash mob o kryptonimie BANG! też jest często podejrzewany o inspiracje przez Microsoft, ale daleki jestem od tego, aby szpiedzy Microsoftu przenikali do młodych ludzi i inspirowali takie akcje. Niemniej jednak jestem pewien, że zacierają ręce – a sama reklamówka i pomysł idealnie nadają się na flash moby. BANG! odbywa się na całym świecie i jestem pewien że jest spontaniczny i (jak myślałem do czasu poznańskiego flash moba) łatwy do przeprowadzenia.
Polecam przejrzeć szczegółowy scenariusz akcji na stronie organizatorów i porównać z efektem końcowym.

I flash mob w Arkadii dla przypomnienia.

Ciekawe, czy flash moby BANG! występują w raportach firmy Microsoft i są traktowane jako efekt marketingu wirusowego marki Xbox?

Mam nadzieję, że ta tak licznie obsadzona akcja (i pewnie wkrótce nagłośniona w mediach) akcja nie skłoni „kreatywnych inaczej” marketingowców do inspirowania flash mobów, a same flash moby nie będą przeżywały drugiej, sztucznie nadmuchiwanej młodości, tylko pozostaną w swojej niszy dla spontanicznych pomysłów.

Posted in media, Polska, reklama | 11 Comments

SIMy w Twoim mieście

Ponieważ nie mogłem być na gali Festiwalu Plakatu Reklamowego w Krakowie, więc dzisiaj nie będę ściemniał czy było warto czy nie warto. Chociaż szpiedzy jeszcze nie wrócili, ale relację będę miał z pierwszej ręki… ale właściwie nie o to chodzi – najważniejsze są nagrody a konkretnie kreacje w tym konkursie. W drugiej edycji Bram Kraju ocenianie i nagradzane były SIMy, czyli Systemy Informacji Miejskiej. W kategorii Najlepsza Realizacja SIM zwyciężyła Warszawa, jak argumentuje jury:

Jury doceniło pionierskie w Polsce kompleksowe opracowanie Systemu Informacji Miejskiej i uznało, że ten czytelny, wyrazisty projekt oparty na wszechstronnej analizie struktury miasta wyznacza standardy porządkowania przestrzeni miejskiej. Zdaniem jury na szczególną uwagę zasługuje projektowane rozwiązanie dotyczące płatnej informacji komercyjnej.


Aby wygodnie obejrzeć prezentację (lub pobrać na dysk) najlepiej kliknąć na „on SlideShare” – tam można obejrzeć ją na całym ekranie lub pobrać pdfa.

Nagroda mnie nie zdziwiła, system oceniany jest bardzo wysoko, inne miasta podpatrują rozwiązania zastosowane w stolicy i próbują wdrażać je u siebie. Co jest nawet źródłem konfliktów, ponieważ miasto rozdaje prawa do projektu na lewo i prawo bez konsultacji z autorami (kiedyś na jednej z konferencji był sygnalizowany ten problem, chyba do tej pory nie jest rozwiązany). Co prawda od czasu do czasu obserwuję na grupach dyskusyjnych krytyczne uwagi co do sposobu oznakowania niektórych miejsc, specjaliści od dtp wypominają zgrzyty detepowe… baaa, nawet w prezentacji systemu widzę błąd w cudzysłowach. W języku polskim mamy otwierający cudzysłów [„] i zamykający [”] co niestety jest bardzo częstym błędem na wielu szyldach, tablicach, nawet TVN24 cierpi na chroniczny brak polskich cudzysłowów. Sam gdzieś ustrzeliłem tablicę z nazwą ulicy gdzie są aż trzy błędy.
Potwierdzenia faktów, że system przyjął się w Warszawie nie trzeba długo szukać, wystarczy zerknąć na logo aktualnie rządzących lub aktualnie budujących.

Jakiś czas temu widziałem świetny projekt – pracę magisterską na SIM dla Warszawy – postaram się do niego dotrzeć i pokazać alternatywny SIM w trochę innych kolorach.

Prezentacje SIM-ów pozostałych nagrodzonych miast są poniżej, a najwięcej szczegółów znajdziecie w informacji prasowej (pdf).

sim sim sim sim sim

sim

Posted in festiwale, media, Polska | 1 Comment

Syrenkę po tyłku

Obserwuję reakcje na ostatnią reklamę Krakowa i widzę, że zbiera ostre cięgi… najczęściej w komentarzach od czytelników różnych serwisach. Baaa, nawet tytuły niektórych artykułów są mocno jednostronne :-) „Komu przeszkadza pijana Syrenka”, „Syrenka na kacu, czyli co się komu podoba”. Nawet w sondzie czytelników kampania mocno obrywa… bardzo jestem ciekaw wyników badania na grupie docelowej (mam nadzieję, że się pojawią).

Szkoda, że urząd miasta Krakowa przyjmuje taką postawę obronną i tłumaczy każdy element reklamy. Chyba nie muszą tego robić i odpowiadać na głupie pytania… czy ten złamany ząb Neptuna to z trójzęba czy ze szczęki… trochę to przypomina tłumaczenia kawału i powtarzanie puenty. Fajne są właśnie te niedopowiedziane elementy, czy to kac, czy zmęczenie zwiedzaniem – niech już się ludzie sami domyślą. To fragment rozmowy Macieja Grzyba (RMFFM) z Izabelą Helbin (Urząd Miasta Krakowa):

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

Boję się, jakie byłyby reakcje, gdyby do kampanii poszła poniższa wersja reklamy… rożni się tylko kwestią Syrenki… chyba by się działo :-) Do pijaństwa doklejono by jeszcze seks, orgie i gwałty – bo skoro Syrenka nie wie gdzie jej stanik, to pewnie nie była świadoma co robiła w nocy, a to mogli wykorzystać Neptun albo Kopernik (albo obaj razem:-)). Nie wiem tylko, czy większe oburzenie byłoby ze strony Krakowa czy Warszawy.

To jest wersja nieoficjalna i jak widać nieobrobiona… prawdopodobnie nie zaakceptowana przez klienta lub przeznaczona do internetu (aby po blogach się rozniosła)… nie wiem, bo na youtube pojawiła się tylko na chwilę… po kilku godzinach zniknęła… na szczęście mediafun czuwa :-)

Dla porównania – oficjalny spot:

Aktualizacja:
Obiecana lista płac czyli kto jest winien:

Agencja Ad Fabrika FCB:
Dyrektor kreatywny: Magda Komorek
Copywriter Robert Wasilczuk
Art. Director: Przemek Słodkowski
Przedstawiciel Agencji: Małgorzata Rzeczkowska (Account Manager) Karolina Księżak (Account Executive)
Dyrektor działu produkcji TV: Robert Wawszczyk

Dom produkcyjny: Dynamo
Reżyser/operator: Mikołaj Łebkowski
Producent: Maciej Maciantowicz
Obsada: Tadeusz Dylawerski – Kopernik
Karolina Stefańska – Syrenka
Michał Słomski – Neptun

Posted in media, Polska, reklama | Tagged , , | 17 Comments

Seks w reklamie jednak sprzedaje

Proszę, proszę, tyle się mówi o seksie w reklamie, o tym że to niedobre (a czasem dobre). W najbliższym mediafun magazynie będzie trochę więcej o tym, czy wykorzystanie seksualnych skojarzeń to zawsze skuteczna reklama. Tymczasem okazuje się, że tam gdzie nie ma seksu, konsumenci sami go znajdą… trudno uwierzyć? Jacek Hensler tłumaczy się dzisiaj z pedofilskich skojarzeń związanych z reklamą Play (billboard z dziećmi):

Sprzeciw wobec kampanii marki Play wyrazili wcześniej m.in. rzecznik praw dziecka Ewa Sowińska i dyrektor programowy łódzkiego Centrum Służby Rodzinie – Tomasz Bilicki. Ich zdaniem plakaty z dziećmi, którą są częścią kampanii, budzą skojarzenia pedofilskie.

Wczoraj pisałem trochę o kampaniach promocyjnych polskich miast, w komentarzach Adam wskazał na kampanię Opola – „Opole miasto bez ograniczeń”. Film promocyjny… rzeczywiście, taki sobie – typowa produkcja/reportaż promocyjny telewizji regionalnej:

Za to prawdziwą furorę robią cukierki promocyjne Opole – i to nie ze względu na jakieś swoje cudowne walory smakowe czy cenę (darmówki :-)), ale ze względu na skojarzenia. Większości kojarzą się z prezerwatywami, i jak mówią opolscy włodarze – głównie wywołują pozytywne reakcję (za gazeta.pl).
Podobają mi się reakcje gości hotelowych na widok cukierków w pokojach: „no fajnie się zaczyna” :-).

Czyli pomysł się sprawdził – proszę bardzo, czasem taka drobnostka wywołuje niespodziewane reakcje (dobrze, że pozytywne). Mnie się raczej z prezerwatywami nie kojarzą, może dlatego, że saszetki ze słodyczami (bo tak się handlowo nazywają) znam już trochę dłużej, i kilka firm z tego typu promocji wcześniej już korzystało. To za sprawą Słodkich Upominków, firmy, która jest producentem tych „prawie prezerwatyw”. Słodkie…od dawna są patronem merytorycznym tego bloga (obiecali nagrody dla czytelników… :-) szczegóły wkrótce)

O dwa słowa na temat całego zamieszania poprosiłem Monikę Bartnik (Słodkie Upominki)

Saszetki ze słodyczami to jeden z bardziej popularnych produktów w ofercie Słodkich Upominków. Do tej pory w działaniach promocyjnych wykorzystały go m.in. takie marki jak: BP, Vectra, Radiostacja, Centrum Medyczne ENEL-MED czy też Heyah. Przyznam jednak szczerze, że po raz pierwszy klient i ostateczny odbiorca mieli takie skojarzenia związane z naszą słodką saszetką. Niewątpliwie takiemu a nie innemu odbiorowi przysłużyło się hasło, które znalazło się na produkcie – „City without limits”. Ostateczny efekt – czyli fakt, że saszetki zostały określone mianem „hitu promocyjnego” – jest więc połączeniem naszej pracy jako projektanta i wytwórcy produktu z kreatywnością i pomysłowością klienta, no i z jego odwagą.

Posted in media, Polska, reklama | 11 Comments

Kraków atakuje, czyli świetuje

Pięknie, pięknie – festiwal promocji polskich miast trwa. Po kampanii Gdańska (Odważ się Zobacz sam)Poznaniu (Studiuj w Poznaniu) kolej na ruch Krakowa – mówiłem, że będzie się działo :-). Kraków reklamuje się hasłem „Kraków świętuje. Ciężko wrócić do siebie” – kampania i hasło związane są z obchodami Jubileuszu 750-lecia Lokacji Miasta Krakowa.
Oprócz zmasowanego ataku na zewnątrz (1400 billboardów, 600 citilightów, 4000 plakatów, 85 tys. ulotek, reklam w prasie ogólnopolskiej i tramwaju Krakowianie wysmażyli również spot:

Spot będzie hulał głównie w kinach. Jak wam się podoba? Do mnie – koszalińskiego emigranta, co w Warszawie się osiedlił i w Krakowie bywa (choć ostatnio rzadko) – trafia. Zbitek filmowych ujęć nie potrzebuję oglądać i wiem jak wygląda Wawel. Mimo to, fajnie wybrnęli z koniecznego warunku w briefie (nie wiem czy był, ale możliwe) – pokazać symbole Krakowa: Kościół Mariacki i sukiennice – no to pokazali, symbole pięknie grają w tle.

W ogóle sposób zachęcania do odwiedzin Krakowa symbolami innych miast (Neptun, Syrenka, Kopernik) przypomina mi trochę porównawcze reklamy samochodów, kiedy to jedna marka gratulowała drugiej zdobycia iluś tam gwiazdek w testach bezpieczeństwa. Teraz jest tak, że Gdańsk, Warszawa i Kopernik najlepiej się bawią w Krakowie.

Ponieważ trwa długi weekend, a organizatorzy nie informują o autorach w komunikacie prasowym, pozostaje domyślać się i strzelać, kto jest autorem kampanii. Na pierwszy strzał wysuwa mi się Eskadra (Mateusz Zmyślony), ale to prawie w domyśle, bo z Krakowa i z humorem, więc skojarzenie zrozumiałe – wcześniej też robili fajne akcje, nie tylko dla Krakowa. Jeżeli znacie agencję odpowiedzialną, to dajcie znak-sygnał w komentarzach. Informacja prasowa obszernie informuje nawet w jakich numerach prasowych pojawi się reklama, szkoda, że zapomniano o autorach.

Specyficzny humor w tym spocie nie wszystkim się jednak podobał. Zarzuty padają głównie, do faktu, że towarzystwo trochę poimprezowe jest (lub zmęczone zwiedzaniem) – a Kraków ma chyba dość mocno imprezowych turystów. W komentarzach na gazeta.pl nawet ktoś się przyczepił, że Neptun to się w jakąś bijatykę wdał i zęba złamał (trójząb ma cały, więc może rzeczywiście zaliczył od kogoś trzy szybkie szarpane :-)).
Niektóre komentarze (chyba głównie od mieszkańców Krakowa) nie zostawiają na pomyśle suchej nitki:

Neptun się zalał i zęba złamał. Zalej się i Ty
Żenada. Neptun najwidoczniej bil sie z kims, albo tak sie spil, ze upadl i zab zlamal. Przyjechali sie narabac i zostaja. A ja w takim razie wyjezdzam….
Wstyd mi za Kraków, jeśli tak ma być reklamowany. Widać w tym rękę magistrackich “kompetentnych inaczej” urzędasów. Ongiś chcieli promować Kraków pokazując pijanych (wymiotujących???) turystów, teraz zrobili z tego alegorię.
Umnie też się budzi odruch wymiotny :(.

smiech na sali
kreatywny spot – naprawde? tylko o co tu k…a chodzi? skad Ci “kretyni” dostali to zlecenie, czykiedykolwiek mieli cos wspolnego z reklama? a moze funkcjonarjusze “naszego” miasta rozdaja zlecenia “idiota” z pseldo agencji reklamowych!
spot jest tragiczny! niczego nie reklamuje i nie ma tresci. ten sam moznaby podkleic Skawinie, albo Mszanie Dolnej. poprostu piaskownica. chetnie zamienilbym pare slow z tymi “kreatywnymi” petakami!!!

totalna antyreklama
krakownumerone
Po pierwsze, nie rozumiem dlaczego Krakow, miasto z 750-letnia historia, musi siegac po symbole Warszawy aby sie reklamowac! Przeciez to tak jakby Grod Kraka potrzebowal wsparcia tego miast aby dac o sobie znac! A poza tym ta reklama sugeruje, ze w Krakowie nie ma hoteli gdzie mozna sie wyspac (jej “bohaterowie” musza spac na jakiejs laweczce), nie ma zegarow (ten z dlugimi wlosami musi patykiem mierzyc czas sugerujac, ze panuje tu jakis prymitywizm), i na dodatek mozna byc pobitym przez tubylcow (ten goly stracil zeba). O co chodzi? Nic dziwnego, ze inne miasta smieja sie z nas…
Pomysł z tym całym 750leciem to wielki szit

filozOff
W świadomości Polaków Kraków to gród o ponad 1000 letniej tradycji. Teraz dzięki wielkiej akcji promocyjnej i hucznym obchodom wymieniamy to na 700 lat.
Moje GRATULACJE!!!

Mnie, jako (chyba) targetowi tej kampanii, pomysł bardzo się podoba i dostaje dużego plusa. A czy plusa dostanie w badaniach i od jurorów na festiwalach reklamy? Czas pokaże.

Wracając jeszcze na moment do tych negatywnych komentarzy, to już chyba tak mamy my wszyscy, że ponarzekać umiemy i lubimy. Trwająca jeszcze kampania promująca Gdańsk, kilka dni po prezentacji spotu i plakatów doczekała się alternatywnych wersji plakatów promocyjnych :-)

Nawet tekst, który nie jest zmieniony jakoś inaczej brzmi:
Może nic wielkiego się nie stanie,
może stąd wyjedziesz w planowanym terminie,
może z jakichś przyczyn zostaniesz tu na dłużej, może…

O Krakowie piszą również:
gazeta.pl
krakow.pl
mateoosz

Aktualizacja: 7 maja 2007
To jest billboard ustrzelony na ulicach Warszawy – pewnie wiszą już w większości miast, w których planowana jest kampania. Terminarz obchodów jubileuszu opisany jest na stronie www.krakow.pl/750lat, informacje można znaleźć również na www.krakow.pl oraz www.biurofestiwalowe.pl. Oki, można jakoś się połapać, największą jednak wadą jest widoczność adresu strony na billboardzie. Tak naprawdę to nie zauważyłem tego napisu, dopiero przy kadrowaniu zdjęcia zauważyłem, że coś tak jest. „Ukryty” adres strony www w reklamach prasowych, a w szczególności na billboardach to bardzo częsty błąd wielu firm. Kiedyś miałem nawet jakąś kolekcję reklam, gdzie adresu www trzeba było szukać z lupą – ale tutaj Kraków chyba pobił rekord. Nie dość że napis malutki, umieszczony na kolorowym tle to jeszcze bokiem… hmm, może w ogóle go tu nie miało być i grafik zapomniał wyrzucić?

Posted in media, Polska, reklama | Tagged , , | 12 Comments

Na Poznań

Ruszają matury, rusza i kampania… dla maturzystów właśnie. Właściwie już ruszyła, chociaż jako mieszkaniec Warszawy pewnie w stolicy jej nie zobaczę. www.studiujwpoznaniu.pl ma się pojawić… no właśnie, przepraszam, że piszę – ma się pojawić – bo ja jej w telewizji nie widziałem, a podobno trwa – głównie w kanałach muzycznych – MTV, VIVA. Jeśli chodzi o outdoor to konkretnie i w cel – blisko szkół w północno-zachodnich województwach, również w internecie na młodzieżowych portalach. Dajcie proszę znać (fotki), czy te billboardy rzeczywiście wiszą? Spoty prezentują się…hmmm dość zaskakująco.

Jestem ciekaw, czy pojawią się głosy krytyczne… te „dużo zajęć”, „nocki zarywają”, „na girkach się gibają” :-) pachnie mi trochę mruganiem w reklamach piwa bezalkoholowego – wiadomo o co chodzi z tymi zajęciami. Ale sam pomysł bardzo mi się podoba, podejrzewam, że przyszłym studentom też przypadnie do gustu… ufff, dość już mam tych napuszonych, kwadratowych reklam z listingiem kierunków i jakością rodem z wycieraczkowych ulotek. Fajnie, że szkoły kombinują (przypomnę: Wypasiony klimat na studia) – tak naprawdę to muszą – bo student to zysk dla szkoły i dla miasta.

Spoty pachną mi (mam nadzieję, że Media Concept/Just – autorzy kampanii – się nie obrażą) PZL-em… jeśli chodzi o luz i „kreatywne podejście do tematu”. Są bardzo przyjemne w odbiorze, no i porządnie (przez specjalistów) przygotowane. Jak na szkolną kampanię, budżet dosyć spory (350-400 tys. zł) – będzie korzyść nie tylko dla szkół ale i dla miasta. Jestem bardzo ciekaw wyników tej kampanii.

Posted in media, Polska, reklama | 8 Comments

Promocja Polski po raz n-ty

W ramach remanentu i porządkowania zaległości jestem winien wszystkim, którzy nie widzieli, spot (kolejny :-)) promujący nasz kraj. Tym razem spoty wycelowane były w telewizję CNN i tam hulały przez miesiąc (2 kwietnia zakończyły się emisje). Film został przygotowany przez Polską Organizację Turystyczną oraz Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Na produkcję filmu dużo nie wydano, ponieważ nie był specjalnie kręcony, tylko zmontowany z materiałów ze zbiorów telewizji i WFDiF. Przy kampanii majstrowała Communication Unlimited – ci sami od pierwszego spotu reklamującego Polskę.

Najnowszy spot:

a to spot poprzedni:

Trochę za pola golfowe dostało się tej reklamówce w kwietniowym Pressie (materiał Doroty Kalinowskiej). Spot komentowali również Bartosz Ludwicki, Mateusz Zmyślony, Paweł Borowski.

Dwa szybkie cytaty z tego tekstu:

Mateusz Zmyślony (Eksadra): Przyzwoita, ale bez pazura – tak najkrócej określiłbym charakter tej kampanii. Podobną widziałem kilka lat temu, była to promocja Rumunii. Wówczas przestylizowanym obrazom renesansowych pałaców oraz urokliwych rozlewisk towarzyszyły napisy: „To powinno być we Włoszech”, „To powinno być we Francji”. Całość zamykało stwierdzenie: „Nie, to wszystko jest w Rumunii”. Golf, konie, pałace, narty – bogaci zagraniczni turyści, do których skierowana jest ta reklama Polski, mają je na co dzień. Anglika nie zaskoczy, Polaka – tak, bo kto z nas wie, że w kraju mamy 46 klubów i pól golfowych, z czego wiele to pola światowej klasy?

Paweł Borowski (TBWA\): Nie widzę tu żadnego konkretnego pomysłu, żadnej idei przewodniej. Na zasadzie klasycznej prezentacji konferencyjnej zestawiono kilkanaście obrazków, które w żaden sposób nie tworzą jednoznacznego wizerunku Polski. Być może twórcom chodziło o wywołanie innego rodzaju zaskoczenia: „Zobacz, w Polsce nie biegają już po ulicach białe niedźwiedzie; podobnie jak Francja lub Anglia ona także jest krajem luksusu i dobrobytu”. A morał z tego taki, że Polska to kraj golfiarzy.

Polecam również zajrzeć na Goldenline.pl gdzie na grupach Promocja Polski (Łukasza Łuniewskiego) oraz Marketing Miejsc (Grzegorza Kiszluka) poruszane są interesujące problemy związane z tematem promocji Polski.
Uwaga: linki mogą nie działać jeśli nie jesteś użytkownikiem goldenline.pl lub nie jesteś zapisany do grupy. Proponuję odnaleźć grupę ręcznie, lub po nazwiskach założycieli.

Posted in media, Polska, prasa, reklama | 4 Comments

Do Gdańska

Po Warszawie i Polsce (ostatnie kampanie promocyjne), Gdańsk wyrusza na reklamowy podbój świata. Hmm, pisałem już o tym kilkakrotnie, że w 2007 roku będzie sporo się działo w Polsce, jeśli chodzi o promocje miast i regionów – czekam na dalsze miasta. Zresztą, jak sprawa ma się u nas i na świecie, będzie można przekonać się już jutro w Warszawie na Festiwalu Promocji Miast Polskich.

Kampania promująca Gdańsk będzie sygnowana hasłem: Odważ się Zobacz sam – to dla Polaków. Natomiast dla Brytyjczyków i Irlandczyków hasło brzmi: Take a chance See for Yourself. Jest film, są billboardy, jest kampania internetowa – wszystko zamyka się w 1,8 mln złotych. Najwięcej informacji o kampanii znajdziecie na stronach gdansk.pl, tam jest pełny opis całej kampanii – poniżej film i billobardy. Kampanie zmajstrowała PZL, Papaya Film, media kupuje Mastermind a patronuje Stroer.

Product placement Product placement Product placement Product placement

Posted in media, na zewnątrz, Polska, reklama | 9 Comments

Kreatura, kreatura

Wszystkim spragnionym kreacji, którzy nawet w święta nie mogą oderwać się od komputera i przeżyć bez internetu, polecam odświeżoną stronę konkursu Kreatura, na który trochę ostatnio narzekałem. Strona została w końcu uzupełniona o wszystkich nagrodzonych i nominowanych w konkursie – warto zajrzeć.
Z moich ulubionych wymieniłbym plakat „Stawiamy na książki” dla Kawiarni Kafka. Bez wielkiego budżetu i kreatywności na siłę – prosty i fajnie zrealizowany pomysł – zresztą dla Kafki jest cała seria.

Autorzy:
Agencja: Paralotna
Klient: Kawiarnia Kafka
Dyrektor kreatywny: Michał Holewjusz, Paweł Lis
Dyrektor artystyczny: Olaf Kulińczyk, Paweł Lis
Copywriter: Mariusz Bagan
Fotograf: Arkadiusz Kempka

Posted in festiwale, media, Polska, reklama | 2 Comments

Plagiaty w reklamie

Czy zdarzają się często? Hmm, podejrzewam że zwykły konsument tego nie zauważa, ale ci, którzy śledzą to co dzieje się w kreacji, oglądają prace na konkursach reklamy, często trafiają na podobne pomysły. Jednak aby jednoznacznie stwierdzić, czy pomysł jest „zapożyczony” od konkurencji jest niezwykle trudno. Reklama przecież opiera się na skojarzeniach i stereotypach, które są dla wielu z nas wspólne. W ubiegłorocznym konkursie Klubu Twórców Reklamy brązową statuetkę zdobyła kreacja, której pomysł kilkakrotnie przewijał się u innych marek. Ale po kolei:
Najpierw Mercedes Benz z 1997 (agencja The Martin Agency – Richmond, USA)

5 lat później Audi Quatro zaparkował w iglo i został finalistą New York Advertising Festival – agencja: Verba SRL (Milano Italia).

A na końcu Toyota dostała nowy garaż. 2006, agencja Saatchi & Saatchi (Polska)

Widać różnice ;-)? Więcej przykładów zamierzonych i niezamierzonych inspiracji można znaleźć na coloribusie albo tutaj.]

A teraz inspiracje (lub nie z naszego podwórka)… przyznam, że tutaj mam trochę mieszane uczucia. Jakiś czas temu firma Wrangler ogłosiła otwarty konkurs dla internautów na zaprojektowanie reklamy. Warunkiem było to, żeby projekt obrazował słowo WANTED. Swoją drogą konkursidła są ostatnio bardzo modne, po co płacić agencji skoro internaucie da się tysiaka albo deskorolkę i wszyscy będą happy.
Zostało zgłoszonych kilkanaście prac, przez jakiś czas wisiały na stronie – dostępne dla wszystkich odwiedzających. Potem prace zniknęły, w tej chwili wiszą tam tylko zwycięzcy. Oto jedna z prac nadesłanych na ten konkurs (nie jest na liście zwycięzców).

A to projekty ostatniej kampanii Cropptown.

Podobne? Nawet bardzo. Na niekorzyść Cropptown (LPP) przemawia fakt, że prace były dostępne u konkurencji (a kroki konkurencji przecież się obserwuje), pomysł dosyć oryginalny i pojawiający się w dosyć krótkim okresie czasu. Przeszukałem również trochę dyskusji na forach internetowych i znalazłem kilka niepochlebnych komentarzy na temat kopiowania wzorów odzieży przez Cropptown… co o tym myślicie?
O opinie poprosiłem kilku specjalistów z branży, chciałem również uzyskać wypowiedź dyrektora marketingu LPP – Mariusza Kozak-Zagozdę, ale ani telefonicznie ani mailowo nie doczekałem się wypowiedzi.

Katarzyna Dragović – Szkoła Mistrzów Reklamy

Nie zliczę, ile razy mnie samą to spotkało! I to na różnych etapach powstawania pomysłu. Często trzeba było odwoływać zdjęcia czy sesję, albo w ostatniej chwili zmieniać scenariusz, bo podobny, lub wręcz identyczny pomysł właśnie pojawił się na billboardach czy w telewizji. Raz zdarzyło mi się nawet, że kiedy z duszą na ramieniu poszliśmy do klienta, żeby mu powiedzieć, że musimy zrezygnować z koncepcji, bo właśnie ktoś już coś podobnego robi, usłyszeliśmy, że jemu to nie przeszkadza, pomysł mu się w dalszym ciągu podoba i że mamy go robić!

Tego typu podobieństwa często świadczą po prostu o tym, że niestety, myślimy podobnie. Mimo, że cały czas staramy się przełamywać stereotypy w myśleniu, to jednak udaje się to tylko bardzo, bardzo nielicznym. Mamy przecież podobne doświadczenia, żyjemy w tej samej kulturze, oglądamy te same filmy, chodzimy na te same wystawy. Moi studenci też często, z okrzykiem „Eureka!“, wymyślają rzeczy dawno już wymyślone. Kopiują? Nie, bo przecież często nie mieli szansy zobaczyć tej czy innej reklamy, choćby dlatego, że była pokazywana wyłącznie na zagranicznych festiwalach. Po prostu… myślą podobnie!

Czasami zresztą zdarza się, że popełniamy plagiat nieumyślnie. Coś gdzieś kiedyś widzieliśmy czy słyszeliśmy, ale mix informacji i bodźców, jaki nas codziennie zalewa sprawia, że mieszamy swoje doświadczenie z czyimś doświadczeniem. I wtedy może się zdarzyć, że w najlepszej wierze uznamy czyjś pomysł za swój.

Kreatywni na ogół jak ognia unikają posądzenia o popełnienie plagiatu. Tym bardziej tak ewidentnego, jak ten, o którym dziś mówimy. Raczej pozwalają się zainspirować samym mechanizmem, skojarzeniami.

Chyba, że…
Chyba że praca, która stała się przedmiotem plagiatu, czy daleko posuniętej “inspiracji”, nie ujrzała światła dziennego jako reklama telewizyjna, billboard, plakat itd., tylko skromnie zaistniała sobie na przykład w formie zgłoszenia na jakiś dawno zapomniany konkurs. Albo trafiła na zagraniczny festiwal do „salonu odrzuconych“. Albo po prostu została niebacznie wrzucona na jakąś stronę internetową…

Karolina Błońska – magazyn Brief

Obie kreacje są faktycznie łudząco do siebie podobne. Jednak ferowanie wyroków czy doszło, czy nie doszło do plagiatu, jest w takich wypadkach zawsze kwestią bardzo delikatną. Reklama zna wiele przypadków, kiedy różne osoby w różnych miejscach na świecie wpadały na bardzo podobne pomysły. Nie jest tajemnicą, że ludzie myślą podobnie, mają podobne skojarzenia i stereotypy. A reklama się przecież na skojarzeniach i w dużej mierze też stereotypach opiera. O przypadkach prawie identycznych kreacji stworzonych przez różne agencje w różnym czasie bardzo ciekawie podczas festiwalu Golden Drum opowiadał brytyjski dziennikarz Mark Tungate. Wśród podanych przez niego przykładów znalazły się reklamy największych koncernów motoryzacyjnych, gigantów branży FMCG i organizacji społecznych, a większość z tych kreacji wyszło spod ręki znanych światowych agencji, które na świadomy zabieg kopiowania pomysłów raczej by sobie pozwolić nie mogły.
Na niekorzyść Croppa przemawia fakt, że praca dla Wranglera nie powstała gdzieś w Brazylii czy w Indiach, ale w Polsce. Nie sądzę jednak, żeby taka firma jak LPP, która rozwija się bardzo prężnie, nie tylko w naszym kraju, a ostatnio nawet prowadzi intensywną kampanię reklamową w telewizji dla swojej marki Reserved, pokusiła się o świadomy strzał w piętę.

Posted in media, Polska, reklama | 6 Comments

W wirtualnym Play’u

Dzisiaj trochę głowa mnie boli, bo balowałem ostatnio w klubie Play w grze Second Life :-). Nawet próbowałem poderwać na parkiecie jedną łysą laleczkę, ale chyba okazała się facetem. W Klubie, jak widać na poniższych screenach, jest „playowo” i fioletowo, potańczyłem trochę i zwiedziłem pięterko :-). Nie mogłem znaleźć obiecanych filmów – reklam Playa, ale właściwie ich wystarczającą ilość mam w telewizji. W Second Life mam właściwie zerowe doświadczenie, więc trudno mi ocenić tę inicjatywę – na pewno jako element kampanii „innej telefonii komórkowej” to dobry ruch. Dzisiaj rano ruch w klubie był niewielki… zobaczymy co się będzie działo wieczorem – tam post i Wielki Tydzień chyba nie obowiązuje. Z drugiej strony… co mi po wirtualnych drinkach…
Trochę więcej o tej akcji – na stronach mediarun.pl.

Wejście do klubu

Na parkiecie

Logo twórców klubem – FFCreation

Posted in internet, media, Polska, reklama | 2 Comments