Fantastisch
Wszystko świetnie: porządnie zrealizowana w 3D technologiczna reklama, ma wszystko to co duzi chłopcy lubią najbardziej – elektroniczne zabawki, animacje 3D, stwory i potwory… całe napięcie jednak siada, kiedy kobieta-robot zaczyna „szprechać” po niemiecku. Jak w niemieckich pornolach. Wolałbym wersję angielską, zdecydowanie.
(podpatrzone na blipie u Antygona)



bmisiekb | stycznia 7, 2009 | Odpowiedz
Dokładnie identyczne odczucie. Wszystko fajnie technicznie zrobione, dodałbym tylko, że chyba ma to przedstawiać ewolucję – przynajmniej ja tak to odbieram – od dino po homo sapiens (znaczy się robo sapiens). Ale ten niemiecki na końcu psuje zabawę – poza tym jak brzmi, po to, że nie mam pojęcia o co chodziło.
Także wolałbym wersje angielską ;)
pieprz | stycznia 7, 2009 | Odpowiedz
Nie rozumiem co złego jest w niemieckim, Panowie. Efektu nie psuje to, że kobieta mówi po niemiecku tylko to, że ona w ogóle się w nim pojawia i cokolwiek mówi. Moim zdaniem niemiecki nie ma tu nic do rzeczy.
Tschüss!
P.S. Ich weiß, eure Meinung nach bin ich bisschen seltsam ;) Machs nichts.
kasia | stycznia 7, 2009 | Odpowiedz
Dorastałam w Niemczech i wobec tego języka jestem tak samo obojętna jak wobec polskiego. Głos baby na końcu o tyle psuje efekt, że jest to ten sam głos, co w każdej innej reklamie Saturna, głos który mi się kojarzy z kolejną durną reklamą “nie dla idiotów”, “Geiz ist geil”, blablabla…
divide | stycznia 8, 2009 | Odpowiedz
Mnie tam się podoba, nawet ma sexy głos.
reklaMAN | stycznia 10, 2009 | Odpowiedz
Fajny pomysł na film… ale nie w Niemczech (bo u nich dubbingowanie jest na dole piramidy potrzeb Maslova, zaraz po oddychaniu :) )
pieprz | stycznia 10, 2009 | Odpowiedz
Oni tak samo dziwią się nam, że u nas przez cały film gada jeden facet, jak my im, z tym oszalałym dubbingiem.
MediaFun | stycznia 10, 2009 | Odpowiedz
@pieprz: to prawda, gadający dziad w czasie filmu dla niektórych jest szokiem. Opowiadał mi kiedyś kuzyn z Węgier, jak wielkie poruszenie wywołała „śmierć” głosu dubbigującego Roberta de Niro… a właściwie poruszenie wywołało nie zniknięcie starego głosu, ale pojawienie się nowego, innego. Ja to bym chciał obejrzeć jak Louis de Funès mówi po niemiecku :-) albo nie, nie chciałbym :-).
orb | stycznia 15, 2009 | Odpowiedz
@mediafun:
oj chyba bys nie chcial :D
a co do reklamy, to dobrze, ze nie powiedziala na koniec “Ruf mich an, nul nul acht…” ;)
g00rek | stycznia 27, 2009 | Odpowiedz
Maciek, akurat w niemieckich filmach erotycznych (bo dzisiaj to chyba już nie porno) niemiecki jest najwazniejszy! :D
“schmeckt gut?”
“ist das ein Thermometer?”
“das ist eine fantastische Position!”
i tak dalej. Można się uśmiać do łez :)