A spróbuj nie zjeść!
Tym razem coś lżejszego i mam nadzieje, grożącego pozwem ze strony firmy:-) – ulotka. Ulotka jak ulotka, promocja też jakaś taka niespecjalna…ale zastrzeżenia…hmm, lekko przerażające… Bo rozumiem ochronę interesów przez właściciela lokalu i jakiś mechanizm ochronny przed naciągaczami i łowcami promocji… ale hmm, zerknijcie sami:

- oferta jest ważna w godzinach 12:30 – 15:30, ale na zjedzenie masz tylko godzinę – tak, bardzo lubię jeść na czas… Jakie są kary za przekroczenie limitu?
- możesz jeść bez ograniczeń, ale zamawiasz tylko raz – czyli jednak jakieś ograniczenia są, ale ok, czepiam się
– i najlepsze na koniec „należy zjeść wszystkie zamówione produkty, w przeciwnym razie zostaną one zapakowane na wynos i doliczone do rachunku”. To w ramach przyjemnie spędzonego lunchu chyba… sytuacja zaczyna robić się patowa, gdy zamówione jedzenie nie będzie mi z jakichś powodów smakowało. Wtedy tylko dwa wyjścia, albo się zmusić i wepchnąć na siłę albo dopłacić za niezjedzenie :-). Ewentualnie sposobem Jasia Fasoli, podrzucić komuś do torebki albo uklepać pod talerzykiem :-)
Z jednej strony oferta i zastrzeżenia mnie zniechęciły… z drugiej strony zaintrygowały i chyba się wybiorę sprawdzić czy są jakieś kary za niejedzenie pałeczkami :-)



Dominik Koza | lutego 18, 2009 | Odpowiedz
Upolowałeś to na miejscu?
MediaFun | lutego 18, 2009 | Odpowiedz
na swojej klatce znalazłem :-)
Natalia Paczóska | lutego 18, 2009 | Odpowiedz
niezły absurd!
Tomek Olejnik | lutego 18, 2009 | Odpowiedz
Gdyby to było np. w USA, zastanawiałbym się pewnie, czy to nie jest celowe działanie nastawione na wygenerowanie buzzu. Obawiam się jednak, że skoro to dzieje się w Polandii, autorzy kierowali się szczerą obawą przed nadużyciami “grożącymi” ze strony konsumentów :) a być może troską o ich zdrowie albo nawet ducha – “nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu” znajduje się na liście 7 grzechów głównych :) Taki efekt mashupu japońskiej kuchni z katolickim krajem…
Blogomotive | lutego 18, 2009 | Odpowiedz
Trzeba sobie zmyślny obrok pod szyją przyczepić i go pod ubraniem skryć. Przy odrobinie zdolności manualnych można ten obrok chłodzić, coby świeża ryba w godzinę nie skisła. Jeden pomysł, dwie godziny majsterkowania i ekskluzywne żarcie na tydzień jak znalazł. Żyć nie umierać.
sashimi | lutego 18, 2009 | Odpowiedz
w polskich realiach to bardzo smieszny pomysl.najlepszy rzeczywiscie jest ten warunek jesli nie zdazysz zjesc w godzine to zabieraj reszte do domu za doplata oczywiscie.przeciez to nie ma sensu.no chyba, ze ma zdolnosci chowania po cichu jedzenia do kieszeni.
a tak na serio to bardzo typowy system jedzenia w japonii-tabehoudai.jest ograniczenie czasowe, ale nie do jednej godziny! mozna do tego zamowic nomihoudai – picie drinkow/piwa ile sie chce. w japonii to dziala, bo juz po 2 piwach sa wstawieni, u nas knajpa chyba by zbankrutowala.
osobiscie uwielbiam jedna knajpe japonska w taipei – jesz ile chcesz, bez ograniczenia czasowego, z wielokrotnym zamawianiem, za 40 zlotych. na tajwanskie warunki to drogo. czy warto? hmm, pod wzgledem zarcia – tak – pyszne. ale ile mozna siedziec i jesc…
pozdrowienia z formosy,
ciekawy blog,
yuting
stolicaiokolica | lutego 18, 2009 | Odpowiedz
Też dostałem tę ulotkę i zeskanowałem sobie ten zapis – cudo!
Devid | lutego 18, 2009 | Odpowiedz
skorzystają najwięksi głodomorzy ;)
Krystian Cieślak | lutego 18, 2009 | Odpowiedz
A może twórca tej ulotki liczył na wygenerowanie efektu “word of mouth”? :)
futomaki | lutego 18, 2009 | Odpowiedz
Wiem że ten blog to nie gastronauci ale jeśli chcecie uniknąć widoku mało higienicznie wyglądającego właściciela podjadającego resztki z właśnie krojonych waszych “rulonów” to unikajcie odziału Łomiankowskiego tej sieci ;)
heavygunner | lutego 18, 2009 | Odpowiedz
Tylko w Polsce można takie rzeczy wyprawiać ;).
zwolin | lutego 18, 2009 | Odpowiedz
A właśnie że to bardzo amerykańskie, to właśnie tam w wielu knajpach sushi all-you-can-eat musisz płacić jak nie zjesz wszystkiego. Wzięło się to głównie z tego, że goście zamawiali mnóstwo, a zjadali np. tylko rybę albo inny drogi smakołyk a resztę (czyli głównie ryż) zostawiali. Sami rozumiecie, że takie wybiórcze jedzenie to dla knajpy gigantyczny koszt.
przemysuaw85 | lutego 18, 2009 | Odpowiedz
Hmmm… Godzina czasu na zjedzenie posiłku wartego minimum 60 zł. Mogłoby się udać. Musiałbym im przynieść chyba własne warunki do podpisu, że jeśli to zrobię to mam darmowe posiłki codziennie przez miesiąc czasu :D
A tak swoją drogą, ktoś kto redagował “tekst” tej ulotki sam chyba nie wiedział co robi i ma braki zarówno w wykształceniu jak i kulturze osobistej (wszak rozumienie tekstu jak i jego brak można podciągnąć pod oba te pojęcia)…
Julia | lutego 19, 2009 | Odpowiedz
Bez przesady, to nie jest jakieś dziwne… W Londynie w większości knajp sushi z ofertą all-you-can-eat są takie zasady – a przynajmniej, nie zdarzyło mi się, żeby było inaczej. Po prostu knajpa broni się w ten sposob przez zamawianiem gigantycznych ilości w ramach 60zł, co przy kilkuset sztukach sushi mogloby ją narazić na niezłe straty. Nie rozumiem oburzenia – wydaje mi się to raczej dość racjonalne i standardowe.
Stary Mokotów | lutego 19, 2009 | Odpowiedz
Też znalazłem na klatce ;-) Ulotka wywołała u mnie stres, oraz chwilę zwątpienie czy potrafię czytać ze zrozumieniem. Ostry rygor, czerwono-czarny kolor, podobno kelnerki to gejsze w lateksach i za złamanie zasad smagają też pejczem. Tak na serio – moim zdaniem lokal nie pociągnie długo.
AKOF | lutego 19, 2009 | Odpowiedz
Bylem tam ostatnio. I biorac pod uwage wystroj wnetrza + ubior pani ktora mnie obslugiwala + rozmowe lysych panow za lada (tych ktorzy to sushi przygotowuja) to musze stwierdzic ze oni to chyba sa glownie nastawieni na rozwozenie na wynos ;)
reklaMAN | lutego 19, 2009 | Odpowiedz
Regulowany czas jedzenia trochę trąci wojskowym drylem albo klimatem obozów koncentracyjnych.
Olcia | lutego 19, 2009 | Odpowiedz
czasem tam zamawiamy sushi, ale jest mocno średnie- gigantyczny rulon sklejonego ryżu w twardym wodoroście i z kawalątkiem ryby w środku :-) na jeden kęs się nie da zjeść, ale jest w miarę tanio i można się zapchać :-P a ulotka wywołała u nas w firmie popłoch i salwę śmiechu…
zet | lutego 19, 2009 | Odpowiedz
Nie wiem czy wiecie, ale Polska to bardzo dziwny kraj :)))
hwhj | lutego 19, 2009 | Odpowiedz
hehe… niby sushi jak sushi, ale nigdzie poza lokalem tej firmy konsumpcja nie skonczyla sie zatruciem z ostra biegunka… nigdy wiecej
Michał | lutego 19, 2009 | Odpowiedz
Dzięki Maćku za tak świetny wpis (jak i całego bloga oczywiście) :) Dawno się tak nie uśmiałem.
Tomek.Komercyjny | lutego 19, 2009 | Odpowiedz
Polak-Spryciarz sobie poradzi i z taką promocją.
Włoży do plecaka. Wcale bym się nie zdziwił gdyby za niedługo jakiś licealista wpadł na taki pomysł i chodził tam ze zgrają swoich kolegów czekających przed lokalem ;)
.Xs | lutego 20, 2009 | Odpowiedz
Fakt, ulotka absurd – przypomina mi to sytuację, kiedy pewna studentka, organizując imprezę, uprzednio rozesłała do wszystkich zaproszonych mailem “regulamin” do zapoznania się i przeczytania. Był sporządzony w podobnym tonie.
A tak bardziej optymistycznie – serdecznie polecam knajpkę sushi schowaną za Hotelem Europejskim – ceny wyjątkowo przystępne, a jedzonko dobre… no i nie wyganiają po godzinie. ;)
Jedyny minus – szatniarz-cerber.
Przemysław Żyła | lutego 20, 2009 | Odpowiedz
trza by się zmówić i iść bardzo dużą ekipą na coś takiego – ciekawe, czy daliby radę przeliczyć wszystko. inną sprawą jest zapłata – płaci się przy zamawianiu, czy przy wychodzeniu? jeśli to pierwsze – wstajesz od stolika i ziuuu:)
Mniej więcej w tym samym czasie trafiłem na tą ulotkę (chyba przez goldenline) i zdecydowanie nie planuję tam iść – straszy, a nie zachęca.
jossseeeeph | lutego 21, 2009 | Odpowiedz
ja nabieram nostwo a kumpel bierze najtansz porcje np 6 maki… i tak maksymalizujemy swoja uzytecznosc!!
Martyna | lutego 22, 2009 | Odpowiedz
Ciekawa jestem co by zrobili właściciele restauracji kiedy zobaczyliby, jak ktoś, kto po 45 minutach już nie może zjeść zamówionych przez siebie porcji jedzenia i ładuje do woreczka albo do śmieci? Zawiadomiliby policję?
PeterWWW | lutego 23, 2009 | Odpowiedz
OZKJP.. dobre
mjz | lutego 25, 2009 | Odpowiedz
sie madrzycie a to na zachodzie normalna praktyka przy all-you-can-eat: zamowione i nie zjedzone rzeczy sa doliczane do rachunku. szczegolnie przy sushi. spotkalem sie z tym juz w dobrych i slabych knajpach w holandii, belgii i niemczech.
takze nie kompromitujcie sie komentarzami ze polak potrafii albo ze tylko w polsce to mozliwe. pojezdzijcie, pojedzcie w innych miejscach niz mcdonald i zobaczycie sami. ide o zaklad ze wlasciciel zobaczyl takie cos gdzies za granica i po prostu skopiowal do swojej knajly.