RSS

Sponsoring

Od dawna śledzę oraz zabieram głos w dyskusjach związanych z komercjalizacją blogosfery, reklamami na blogach czy zarabianiu na nich. Przede wszystkim mam negatywne zdanie na temat wszelkiego rodzaju programów partnerskich, płatnych linków czy Google AdSense. W przypadku bloga prowadzonego w języku polskim, sensowne zarabianie na blogu jest chyba mało realne (chociaż chętnie dam się przekonać, że tak nie jest i poznam kogoś, kto zarabia w ten sposób konkretne pieniądze). Być może dobrym wyjściem byłaby kumulacja programów i reklam na blogu… ale hmm, co wtedy z czytelnikami? Dostają oblepioną banerami, widgetami stronę i tak naprawdę bloga dostosowanego do pozycjonowania słów i programów partnerskich.

Jestem ciekaw, jak sprawdzi się model programu partnerskiego proponowany przez Nexto i Netpress (Nextranet) – gubię się trochę w tych nazwach. W każdym razie proponowanie czytelnikom swojego bloga dobranych tematycznie tytułów prasowych w formie cyfrowej i ze zniżkami (w formie widgetu czy własnej strony), to chyba udany pomysł. Myślę, że czytelnicy mojego bloga nie mieliby mi za złe, gdyby pojawił się taki widget pokazujący nowości z prasy branżowej (której przegląd i tak często robię). Nie zdecydowałem się na takie rozwiązanie, raczej z powodu przeładowania bocznego paska mojego bloga.

Przyglądam się temu, co pisze Krzysztof Lis na Zarabianie na blogach i niestety w wielu sprawach nie zgadzam się z autorem, a przede wszystkim z podejściem do tematu.

Porównam to trochę do sytuacji początkującego sportowca. Młody człowiek interesujący się sportem nie wybiera dyscypliny pod kątem „która z nich jest bardziej opłacalna i na czym można lepiej zarobić”. Może golf, tenis czy wyścigi Formuły 1? Trenujesz to, co sprawia ci wielką przyjemność, w czym jesteś dobry, a jeśli będziesz konsekwentny i osiągniesz wysoki poziom – wtedy pojawiają się nagrody i sponsorzy.

Czy można inaczej? Tak jak wcześniej wspomniałem, kwestia zarabiania na blogu od dawna mnie interesowała i mam na ten temat wyrobione zdanie. Uważam, że bloger powinien skupić się na wyrabianiu swojej marki czy nazwiska (w moim przypadku chyba bardziej znany jestem jako mediafun niż Budzich), zwiększaniu atrakcyjności swojego bloga i budowaniu szacunku wśród czytelników. Od dawna zresztą uważam, że oceniać bloga można po roku jego działalności, kiedy autor wróci z wakacji, przetrwa święta i sesję i wtedy wiadomo jak traktuje blog.

Nie jest to trudne i nie trzeba tutaj stosować żadnych „50 złotych rad na blogowanie” czy „30 sposobów na zrobienie najlepszego bloga”. Według mnie wystarczy prowadzić bloga na temat, który pasjonuje autora… robić to konsekwentnie – cała reszta wyjdzie naturalnie.

Prowadzenie bloga stało się szybko moja pasją, sposobem na fantastyczne zdobywanie wiedzy. Prowadząc bloga poznałem wielu ludzi o podobnych zainteresowaniach, specjalistów z dziedziny marketingu i reklamy. Wszystko to powoduje, że ciągle się uczę i to w sposób, który mnie kręci… zdobytą wiedzę, przemyślenia, opinie czy po prostu zwykłe spostrzeżenia staram się przekazywać na mediafunie (również w formie konkursów – książki, prasa branżowa – czy chociażby organizowana z Artegence TUBA). Oczywiście zdobywane w ten sposób kontakty mają proste przełożenie na ewentualne projekty czy zlecenia, dotyczące przede wszystkim studia graficznego. Chociaż i zdobywanie zleceń nie jest tutaj priorytetem, pewnie niewielu z Was wie, że utrzymuję się z projektowania graficznego i DTP. Na blogu mediafun nie zarobiłem do tej pory ani złotówki.

Blog i wszelkie działania związane z mediafunem, których może nie widać we wpisach, kosztują przede wszystkim masę czasu. Kilka miesięcy temu doszedłem właściwie do granicy… utrzymuję się jako grafik/DTP (będąc w dwuosobowych teamie graficznym), na blogu nie zarabiam. Mediafun i DTP są moją pasją, z żadnej nie chcę rezygnować, ale sposobu na przedłużenie doby również nie znalazłem (za to zawaliłem kilka DTP-owych projektów), a stanie w takim „rozkroku” jest bardzo męczące.

Odpuściłem sobie wszelkie linklifty, programy partnerskie czy pomysły typu krytycy.pl – uważam, że dobry blog sam jest w stanie znaleźć sobie sponsora czy sprzedawać reklamy po cenach pozwalających na coś więcej, niż utrzymanie domeny. Jednocześnie zachowując niezależność i nie naginając wpisów pod kątem reklamodawcy – to sprawa, na którą zawsze zwracam uwagę.

Teraz w końcu mogę o tym pisać z punktu widzenia praktyka i teoretyka, ponieważ jako mediafun udało mi się pozyskać sponsora. Sponsora, którego wkład nie polega na przekazaniu jakiegoś tam gadżetu czy podkładki pod myszkę, ale konkretnej kwoty, która pozwoli mi na realizację kolejnych mediafunowych projektów. Od niedawna testuję videobloga (niestety na pożyczonym sprzęcie), teraz będę mógł nie tylko zorganizować sobie studio (kamery, oświetlenie), ale i poświęcać więcej czasu na mediafunowe sprawy (zresztą videoblog to straszny zabójca czasu).

Oficjalnym sponsorem (chociaż tutaj można mówić o swego rodzaju mecenacie) mediafuna został internetowy sklep Agito.pl (przy tej okazji mam nadzieję, uda mi się również spenetrować ich dział marketingu i zrobić z tego jakiś case). Dowiedziałem się przy okazji trochę o firmie… hmm, to taka cicha woda, o której ostatnio coraz głośniej… napiszę o tym trochę później. Agito.pl rusza powoli z nową kampanią reklamową i cieszę się, że postanowiło przy tej okazji poważnie potraktować blogosferę.

Oto krótka wypowiedź Jacka Gadzinowskiego (dyrektora marketingu Agito).

Blogosfera to ostatnio najprężniej rozwijające się medium, co obserwuję z ogromnym zaciekawieniem. Myślę, że dla marketera niedocenienie potencjału jaki ze sobą niesie jest błędem. Wartościowe blogi, prowadzone systematycznie z ciekawym przekazem merytorycznym – bardzo szybko i łatwo wyrabiają sobie markę, która co raz częściej staje się prawdziwą alternatywą i uzupełnieniem dla standardowych mediów. Maciek jest prawdziwym pasjonatem i to właśnie z tego faktu wynika jego sukces. Chcemy poniekąd się do tego przyczynić wspierając go finansowo przy realizacji nowych projektów. Liczę również na to, że fakt naszego sponsoringu i jasnych jego zasad, wyznaczy nowe standardy w Polsce. Że za naszym przykładem pójdą inne firmy, które staną się bardziej otwarte na tego typu inicjatywy i wspieranie wartościowych ludzi.

Sam jestem ciekaw, jak nasza współpraca wypali i jak skorzystają na tym obie nasze marki. To, z czego bardzo się cieszę, to fakt, że nie musieliśmy wcale długo pertraktować na spotkaniu, podczas którego omawialiśmy warunku naszej współpracy. Stwierdziliśmy w pewnym momencie, że doskonale rozumiemy swoje stanowiska. Nie było sytuacji, w przypadku której musimy nazywać białym coś, co jest czarne. Jasne zasady, żadnego ściemniania, pełna jawność, żadnego wtrącania się do tego, co jest na blogu… hmm, byłem zaskoczony.

Robi się z tego całkiem fajny temat, w dodatku testowany na konkretnym, żywym organizmie (mam nadzieję, że pacjent przeżyje :-)), więc na pewno będę jeszcze o tym pisał i mam nadzieję, że uda nam się wypracować jasne i naturalne zasady współpracy między blogosferą a dużym biznesem. Na pewno pozwoli nam to opracować praktyczne, sprawdzone w polskich realiach zasady prowadzenia dochodowego (mam nadzieję) bloga na niszowy temat.

Zrobił się długaśny wpis, do tematu będę z pewnością wracał… i chyba szykuje mi się temat na jakiś panel dyskusyjny. Zwłaszcza że wszystkie analizy i trendy pokazują, że coraz większy strumień pieniędzy zaczyna płynąć w kierunku blogów – pewne praktyczne zasady i wskazówki na pewno się przydadzą.

Będę oczywiście relacjonował, jak wygląda przejście z bloga hobbystycznego na komercyjny (bo skoro pojawiły się konkretne pieniądze, to chyba czas nazwać siebie zawodowym blogerem) :-).

Popularity: 5% [?]