Tag Archives: Piotr Ogiński

6 rzeczy które pominęliście w sprawie Sokołów kontra Kocham Gotować

piotrek kocham gotowac 2

He, he, uwielbiam takie tytuły i tym razem nie mogłem sobie odmówić tej przyjemności. A jakbym jeszcze umiał zrobić „pokaz slajdów” na blogu to nie miałbym litości :-) Dobra, żarty na bok, czas na mięso (!).

Przyznam się Wam, że uwielbiam takie sytuacje, jak afery, kryzysy, niestandardowe kampanie czy wpadki firm. I to wcale nie dlatego, że można wtedy komuś dokopać, pośmiać się z tego, że firma zatrudnia idiotów, albo nie tak obeszła się z klientami jak trzeba. Tego typu sytuacje, to doskonały moment, kiedy możemy sprawdzić swoją wiedzę, swoje reakcje (czasem spontaniczne) sprawdzić jak zachowuje się tłum, jak na to reagują media społecznościowe, jakie to jeszcze nowe kanały komunikacji okazują się skuteczne. Mówiąc okiem domorosłego socjologa – można sprawdzić jak to internety zadomowiły się w społeczeństwie.

1. Branżunia – specjaliści od F5 na fejsie
Tego typu kryzysy do dla mnie ogromna nauka, dlatego dziwie się części branży… „branży”…, chciałem napisać „branżuni”, ale to też będzie źle, może tak „dziwie się ten części specjalistów od klawisza F5 na Facebooku” który podczas sprawy z Sokołowem licytują się tym, kto ma bardziej na sprawę wyjebane. Co trzeci wpis fejsbukowego filozofa traktuje o tym jak to go Sokołów nie obchodzi – #dkjn ile można? To naprawdę lepsze od ekscytacji Kloutem czy lajkami na Facebooku. Niektórzy z nich, w komentarzach ignorując sprawę, kiedy ta nabrzmiewa do 50 tysięcy, 100 tysięcy, miliona i trafia na główne strony internetowych dzienników ciągle traktują jak jak „żale jakiegoś blogera” i ignorują jej wpływ na rzeczywistość, zapominając, że jeszcze niedawno udowadniali, że ich blogi i Facebooki oraz kilkaset wejść miesięcznie to mega wpływowe medium i warto sypnąć pieniążkiem do rączki na kampanię… ehhh. I jeszcze domowe testy zasięgu “moja ciocia podczas domowego obiadu nic nie słyszała o Sokołowie, czyli sprawa jest błaha” :-). Tak, to z branży gdzieś mi się taki komentarz przewinął :-)

2. Sąd
W całej tej sprawie i kolejnych tekstach prorokujących kto ma rację i kto co powinien uciekła jedna ważna rzecz (podkreślałem ją w poprzednim wpisie Test tatara warty 150 tysięcy złotych czyli Kocham Gotować kontra Sokołów). Zwróćcie uwagę, że sąd wydał decyzję o zabezpieczeniu roszczenia i nakazał usunięcie filmów do czasu wyjaśnienia sprawy i zakaz publikacji informacji o firmie Sokołów SA na okres jednego roku. Powodem był nieszczęsny test tatara o który toczy się sprawa… ale na usunięcie załapały się też parówki. Znajdźcie proszę w tym teście parówek element, który według Was kwalifikuje się do usunięcia tego materiału. Firma Sokołów uderzając z tematem do sądu (taka decyzja zostaje wydana bez udziału drugiej strony, jeszcze przed rozprawą) otrzymała wniosek, który nakazuje usunąć Piotrowi Ogińśkiemu wszystkie filmy związane z marką Sokołów (w jego przypadku dwa). Gdyby było ich więcej, też musiałyby zostać usunięte. Teraz przełóżmy podobną decyzję np. do innego serwisu, do którego pisują „blogery”, Antyweb, SpidersWeb – załóżmy, że Grzegorzowi Marczakowi lub Przemkowi Pająkowi zdarza się jakaś wpadka, gdzieś faktycznie poszedł tekst, w którym zbyt mocno narazili się firmie, firma idzie do sądu i wraca z decyzją o zabezpieczeniu powództwa i usunięciu z serwisu wszystkich tekstów dotyczących np. firmy Microsoft. Niemożliwe? To zerknijcie jeszcze raz dokładnie na postanowienie sądu. Tworzy się sytuacja, kiedy to w coraz ostrzejszej grze „w internetach” takie decyzje mogą okazać się bardzo niebezpiecznym narzędziem. W całym sporze i ogłoszeniu zwycięzcy pojedynku bloger vs firma interesuje mnie również ta kwestia.

Uspokajam też – firma Sokołów SA nie padnie, Piotr Ogiński nie wyląduje za kratkami, firma jak najbardziej ma prawo dochodzić swoich racji w sądzie – tutaj mam nadzieję się zgadzamy, może poza tym, że ja sądową batalię wybrałbym na samym końcu.

3. Gimbaza
Kolejna sprawa – internauci i skala. To naprawdę nie jest już pojedynek blogera z firmą, i radosne krzyki gimbusów „jebać sokołów” – tzn. ocenianie tylko sprawy przez pryzmat tego konfliktu, to zbytnie uproszczenie. Dziwne, że branża, która na co dzień mieszka w internecie, tak samo ignoruje te zachowania jak jeszcze niedawno rząd – „żadna ACTA, żadne ataki, to tylko wzrost zainteresowania naszą stroną internetową, poskaczą, poskaczą i sobie pójdą”, jak niedawno pewna firma, która potem musiała palić światła po nocach „głupi klienci, nie zrozumieli naszej oferty, będziemy do nich dzwonić tak długo aż zrozumieją”. Być może śmieszne jest, że kolejny przykład, kiedy nagle społeczność, którą już można liczyć w milionach, zbiera się aby walczyć, walczy akurat o kawałek mielonej krowy czy test parówek. Też bym chciał, żeby to była nowa ustawa, postawienia do pionu jakiegoś polityka czy nowe pendolino na torach. Na razie mamy parówki. Czy internauci szybką zapomną? O samym fakcie pewnie tak, tak jak o 30 innych, najważniejszych informacjach z dzisiejszych stron głównych portali, ale z każdym takim krokiem mieszkańcy internetu czegoś się uczą. Uczą się komunikować, wykorzystują do komunikacji serwisy internetowe nad którymi do dzisiaj siedzą specjaliści i zastanawiają się nad ich popularnością i tworzą społeczność, wspierając się wzajemnie – współtworzą i doskonale funkcjonują w swoim internetowym ekosystemie. Tak, jutuber Kocham Gotować dostał wsparcie od kilku innych twórców YouTuba, od AdBustera (kurczę, faktycznie, aż uszy bolą :-), SA Wardęgi i Martina Stankiewicza, Abstrachujów, Niekrytego Krytyka i Remigiusza Rocka Maciaszka. Czy wśród krytyków takiego wsparcia, albo wietrzących zmowę cenową są może ludzie, którzy w ramach solidarności branżowej wspierali dzisiaj naszego rodaka w walce o wystąpienie na Web Summit? Czym różni się jedno wsparcie od drugiego? A może śmieją się jeszcze z tej sytuacji ci, którzy, zgłaszają swoje kampanie reklamowe do konkursów branżowych bo nagle na fanpagu przyrosło 10 tysięcy fanów? To policzcie zasięgi tych pięciu wymienionych wcześniej kanałów – jakby ktoś się uparł to może by i przeszli zgłoszenie do nagród Effie :-)

4. Blogosfera
I nie jest to afera blogowa czy też jak słyszę kolejne argumenty „tych blogerów to trzeba w końcu utemperować, niech ponoszą odpowiedzialność za swoje słowa”. I czytam kolejną analizę polskiej blogosfery na podstawie pierdnięcia Kominka, kichnięcia Budzicha i wymachu Kurasa. #dkjn aż zęby bolą jak coś takiego się czyta – ile można zajmować się takim małym wycinkiem i nie dostrzegać tego co dzieje się gdzieś niżej, w młodszej części internetu, która napompowanych „królów” blogosfery ma głęboko gdzieś. I widać to do dawna, okiem uzbrojonym jedynie w szybkie połączenie z mózgiem. Przeanalizujcie sobie kampanie OrangeTravel z blogerami i vlogerami – są jeszcze wpisy na Facebooku. To tam widać jak na dłoni, że zasięgowo dwóch „młodych, niedoświadczonych jeszcze we współpracach” jutuberów rozniosło trójkę blogerów-starych wyjadaczy w pył, dając im takie statystyki na blogach jakich ci dawno nie mieli. A podobno tacy jeszcze początkujący, nieokrzesani – dla Krzysztofa Gonciarza była to chyba druga większa współpraca, dla Remigiusza Rocka Maciaszka chyba trzecia…w każdym razie… „amatorzy” :-)

Jakiś czas temu byłem na spotkaniu, podczas którego uczestniczyło 60-70 lubelskich blogerów. Rozmawiając potem w kuluarach, czytające relacje, wiecie co sprawiało mi ogromną radość? Że wielu z nich w ogóle o mnie nie słyszało. I nie piszę tego, żeby udając skromność pompować swojego ego, tylko zwrócić uwagę, że to raczej specjaliści od analiz blogosfery, którzy zarzucają blogerom wybujałe ego, sami zeszli ze zbyt wysokiego taboretu.

5. Pokolenie
A ta „ulubiona” przez wszystkich gimbaza rośnie, i się uczy… i w dodatku ma „wyjebane” na wszystkich, którzy grożą palcem i udają mądrzejszych niż są. Półtora roku temu na Kongresie Profesjonalistów Public Relations pokazywałem film, który zgromadzoną publiczność wprawił w lekkie oburzenie. Nie można go osadzić na blogu – obejrzycie go tutaj Katarzyna W. (Mama Madzi) – Prawdziwa Historia – Parodia.

Słyszałem potem komentarze – jak tak można nie szanować śmierci „dzieciątka” i „aniołka” i kpić z niej w tak okrutny sposób. Ja ten film odbierałem zupełnie inaczej, bo na „warsztat” młodych twórców wideo nie zostało wzięte niewinne dziecko i ludzka tragedia, ale to co z niej zostało po przemieleniu przez telewizję, tabloidy i konferencje prasowe detektywa Ostrowskiego (nie mylić z Rutkowskim :-). I właśnie ten materiał został poddany kreatywnej obróbce, okraszony humorem, który nie każdemu musi odpowiadać – tak jak kabarety w Dwójce. Czy twórcami tego filmu była zwykła gimbusiarnia? Nie wiem, dzisiaj twórcy tego filmu to jedni z najpopularniejszych ludzi na polskim YouTube, DG Show organizuje zloty polskiego YouTube na którym bywają „same fejmuchy”, każdy film Maciecioszków to kilkaset tysięcy wyświetleń, a KolorowyVlog po kampanii z mBankiem zabiera się za coraz większe komercyjne projekty. Chyba, użyłem wtedy stwierdzenia, że za moment, ta społeczność, tak jak podchodzi do kwestii „śmierci i szacunku dla zmarłych” będzie podchodziła do marek waszych klientów, łącznie z wymiotami na ich logo. I proszę, mamy Sokołów :-)

Od dawna mam wrażenie, że ten młodszy internet o wiele bardziej rozumieją twórcy dzisiejszych programów rozrywkowych, niż tacy komentatorzy jak ja i stado moich rówieśników. Wiedzieliście kiedyś dyskusje o śmierci, w której narracją jest stek przekleństw? Zobaczcie, że można – moim zdaniem to rewelacyjny materiał na zakończenie tej części wpisu.

Piątek: The Series: Rak

6. Edukacja
Można oczywiście nad tym załamywać ręce, grozić palcem, zakazać albo wyłączyć internet – na większość takim kategorycznych działań rodem pasa z szafy ta społeczność ma wyjebane, dokładnie tak, wyjebane i żaden Radek Kotarski ze swoimi Polimatami i brakiem przekleństw nie pomoże. To internet nad którym trzeba się pochylić, spróbować zrozumieć, nawiązać kontakt i rozmawiać. Czy taki internet wymaga edukacji? Oczywiście że tak, nawet chętnie ją przyjmie, pod warunkiem, że nauczyciele będą tak jak „earned media” – media pozyskane (chociaż wolę określenie „zasłużone”) na których szacunek trzeba sobie zasłużyć, zmienić metody i próbować rozmawiać. A trzeba rozmawiać, trzeba zrozumieć, bo młodzi czują coraz większą siłę, ale są też bardzo podatni na manipulacje, łatwo podlegają emocjom. Z faktu, że stoi za nimi coraz większy rząd dusz, dostają coraz dziwniejsze propozycje wykorzystania tego potencjału, sami wpadają na dziwne pomysły, bo i przy takiej skali sodówka też uderza do głowy. Nic dziwnego, kto ma ich tego nauczyć, Max Kolonko?

Uff, muszę uważać, bo wpadam w jakiś mentorski tom i za dużo zaczynam używać wyrażeń „ci młodzi”, ale tak jest, zmiana w sposobie myślenia, pozyskiwania i przekazywania informacji następuję bardzo szybko, i bardzo trudno jest dzisiaj rozumieć i trzymać rękę na pulsie. Skala sprawy Sokołowa mnie również zaskakuje, ale i najlepiej to udowadnia, że przepaść między nowym pokoleniem a starymi metodami wciąż się pogłębia.

I pamiętajcie, drodzy ignoranci i prześmiewcy całej afery – przy takiej skali nie jest ważne kto i ile osób ma na to wyjebane, ale to komu nie jest w tej sprawie do śmiechu.

#dkjn – oznacza do kurwy jebanej nędzy, postanowiłem ograniczyć przekleństwa w tekście, i wywaliłem je na końcu, ale i tak za kilkukrotne użycie słowa “wyjebane” we wpisie będę się smażył w piekle (razem z tatarem).

Posted in blogosfera, featured, media | Tagged , , , , , , | 36 Comments

Test tatara warty 150 tysięcy złotych czyli Kocham Gotować kontra Sokołów

Co prawda, w naszych okolicznych internetowych mediach sprawa Piotra Ogińskiego (autora Kocham Gotować) kontra Tatar ze stajni Sokołów odrobinę przycichła, ale tak naprawdę to dopiero początek większej rozróby. Właściwie od jedynego komentarza który wywołał wywołał lawinę komentarzy i wpisów opartych głównie na domysłach, od samego początku „afery” nie pojawił się specjalnie żaden nowy fakt.

komentarz

Za to na niedużym fanpage marki Sokołów hejt cały czas trwa. To dość zabawny widok, kiedy na fanpage pojawiają się niewinne posty o talerzach czy przyprawach, okraszone smakowitymi, profesjonalnie przygotowanymi grafikami, a pod spodem trwa walka o wolność parówek czy smak tatara :-) Wciąż też sporo użytkowników umieszcza swoje wpisy bezpośrednio na profilu (są one niewidoczne dla przeciętnego odwiedzającego). Z jednej strony rozumiem taką strategię firmy – „na przetrzymanie”, zwłaszcza w przypadku takiej marki, której głównym kanałem komunikacji nie są media społecznościowe, ale wciąż reklama telewizyjna, sponsoring, billboardy, a decyzje o zakupie klient podejmuje w sklepie, na podstawie ceny, opakowania czy też aktualnej promocji. Wielkość fanpage firmy (niecałe sześć tysięcy fanów) też świadczy o tym, że internetowa komunikacja wcale do najważniejszych (jeszcze) nie należy. Dodałem „jeszcze”, bo co tu dużo mówić – trend dla marek masowych jednak wciąż przesuwa się w stronę internetu i o wizerunek, opinie i komunikację raczej trzeba będzie zadbać, a rekomendacje algorytmów lub opinie znajomych będą odgrywały coraz większą rolę w procesie zakupowym. Dopóki firma nie rozwiąże jakoś tego problemu, zawsze znajdzie się użytkownik, który będzie bruździł marce tym nieszczęsnym tatarem albo parówkami. A kto wie, może za kilka miesięcy Sokołów będzie chciał zrobić jakąś śliczną akcję promocyjną w sieci i odkryć internet na nowo, a tutaj na pierwszych miejscach w wyszukiwarce będą wyskakiwały „Sokołów cenzuruje internet”, „Nie krytykuj tatara z Sokołowa bo dostaniesz pozew” albo „Sokołów ty pizdo” (pamiętacie? :-)

Ale od początku, bo sprawa zaczyna się jak stary dobry, podręcznikowy kryzys w social media. Na potrzeby tego wpisu i ogólnie w dyskusji pozwólcie że będę używał określenia bloger – mimo że Piotr Ogiński jest twórcą internetowego programu na YouTube – Kocham Gotować, ale sprawa dotyczy blogerów, vlogerów, jutuberów – jak zwał tak zwał. Każdy z nas w pewnym momencie ma styczność z jakąś marką i problem firmy strzelającej z prawniczych dział może dotyczyć każdego z nas.

Mamy więc blogera, który robi sobie test produktu. Test wychodzi dość kiepsko dla tego produktu a uczynny bloger (!) informuje o tym markę kilka miesięcy (!) przed publikacją podsyłając jej wynik konfrontacji. Marka milczy, mimo że wpis (vlog) jest już zapowiedziany. Czyli mamy już pierwszy sygnał, że coś się może dziać – zero reakcji – pisałem o tym szerzej w marcu Tatar firmy Sokołów – wiesz co jesz czyli anatomia kryzysu z vlogerem w tle.

Poniższy film nie pochodzi z kanału Kocham Gotować, stamtąd został usunięty, jednak w sieci nietrudno znaleźć kolejne kopie.

Film pojawia się na kanale blogera, zyskuje mnóstwo wyświetleń i tradycyjny dla tego kanału wysyp komentarzy. Warto też dodać, że Piotr Ogiński swoim programem, stylem swoich materiałów wzbudza sporo kontrowersji. Nie ma pięknie doświetlonego planu, nie ma cudownych kadrów, głębi ostrości i stylizowanych półmisków do prezentacji potraw. Ma też sposób prowadzenia swojego kanału, który mówiąc delikatnie.. nie wszystkim się podoba. Więc i komentarze nie zawsze są przychylne, a nawet pojawił się wpis, który test tatara przeprowadzony przez Ogińskiego rozjechał merytorycznie – Chemia tatara z Sokołowa.

Mamy więc wszystkie składniki do pieczenia: materiał na popularnym kanale YouTube, odpowiedni szum wokół produktu, merytoryczną ripostę podaną na talerzu, napięcie i oczekiwanie na reakcję firmy, która decyduje się walczyć z internetem za pomocą działu prawnego. Chciałbym też, żebyście mnie dobrze zrozumieli – to, że firma sięga po narzędzia prawne w obronie swojego wizerunku to jej święte prawo – cytując klasyka, „po to one są, po to są one” aby właśnie przenieść spór na niezależny teren i poddać go ocenie przez niezawisły sąd.

Pozostaje jednak jeszcze kwestia odpowiedniej rozegrania tej gry: po jednej stronie jest „biedny, uciśniony bloger” i za nim społeczność internetowa a po drugiej wstrętna korporacja, która chce cenzurować internet. W dzisiejszych czasach warto tak zaprojektować siedzibę firmy aby dział prawny był blisko działu public relations, a pracownicy tych działów mogli spotkać się od czasu do czasu na kawie, w firmowej kuchni czy chociażby przy wspólnej kserokopiarce. Wtedy byłaby szansa na rozpoczęcie dyskusji o potencjalnych korzyściach i stratach i być może mogłyby zostać podjęte inne decyzje. Zarówno sądowy proces jak i działania pr-owe to koszty dla firmy. W pierwszym przypadku firma jednak idzie na wojnę z internetem i wizerunkowo jest odbierana w ten sposób, że chce kogoś zniszczyć, w przypadku rozwiązań drogą public relations, może być to szansa na nawiązanie dialogu z internetową społecznością, ba, nawet w pewien sposób ośmieszenie blogera lub udowodnienie mu, że nie miał racji, w sposób, który będzie zaakceptowany przez „internety” – argumenty leżą na talerzu.

Mogę podejrzewać również inny scenariusz i powód wybrania drogi sądowej – Bardzo Ważna Osoba z firmy Sokołów, po obejrzeniu swojego tatara na youtube walnęła pięścią w stół, wzięła słuchawkę i „Pani Basiu! Pani woła prawników, nie będzie mi tu gówniarz krytykował naszego tatara, dojedziemy go w sądzie na 150 tysięcy, się gnojek nie wypłaci!” a dwie cichutkie z dziewczynki z ostatniej ławki co się zajmują PR nawet nie miały szans podnieść paluszka i zgłosić się do odpowiedzi :-) Dobra, koloryzuje, faktem jest, że firma faktycznie poszła do sądu, dość szybko na posiedzeniu niejawnym i bez udziału drugiej strony (normalna procedura) uzyskała postanowienie sądu o zabezpieczeniu roszczeń, czyli natychmiastowe usunięcie z kanału Kocham Gotować filmów “KG ocenia Sokołów Tatar Wołowy 230g” oraz “Test parówek”.

Test parówek wyglądał tak, sami oceńcie czy powinien być usunięty z sieci…
test parówek

A oto treść postanowienia które otrzymał Piotr Ogiński

Nie jest z pewnością komfortową sytuacją dla młodego blogera, kiedy otrzymuje takie poważne pismo pełne prawniczych zwrotów, postanowień, żądań, kwotą 150 tysięcy złotych i powoływaniem się na różne ustawy. Filmy znikają więc z kanału Kocham Kotować, ale oczywiście nie znikają z internetu. Tak to jest niestety drogie firmy, że zawsze, zawsze ktoś wpadnie na pomysł żeby zgrać sobie materiał, zrobić zrzut ekranu. A jeśli sytuacja się zaognia następuje efekt, o którym pisałem już nie raz – wielu internautów bierze sobie za punkt honoru odnaleźć “ocenzurowany” materiał, zgrać go na własny dysk i umieścić w takim miejscu w internecie do którego żadnego pozwy i roszczenia nie docierają.

To, co mnie niepokoi w tym uzasadnieniu, to zakaz publikacji przez Piotra Ogińskiego jakichkolwiek informacji o produktach spółki Sokołów do czerwca 2014 roku oraz fakt, że przy okazji usunięcia filmu z tatarem został usunięty również „test parówek”, który co prawda dla marki nie wypadł jakoś specjalnie korzystnie, ale nie ma się też do czego tam prawnie przyczepić. Po prostu bloger oceniał walory smakowe różnych marek, a niektóre jak Morliny ocenił bardzo wysoko, Zastanawiam się czy w tej sytuacji nie powinna jakoś zareagować konkurencja Sokołowa, zniknął z sieci test, który dla jednej marki jest niekorzystny, ale inne ocenia bardzo wysoko. Na miejscu Morlin bym się jednak zmartwił, bo to pod wpływem działań sądowych konkurencji znika z sieci dobra opinia o ich produkcie. Swoją drogą, to zawsze jest szansa dla konkurencyjnych marek aby na fali kryzysu innej firmy zabłysnąć kreatywnością – pamiętacie aferę zbożową na Wykopie i browar Ciechan? No właśnie :-)

Zresztą to nie pierwszy przypadek, kiedy kryzys czy też krytyczne komentarze internautów można było ograć na własną korzyść. Nie zawsze musi być to publiczne kajanie się prezesa firmy na specjalnym kanale YouTube… chociaż, zresztą zobaczcie sami jak marka produkująca podpaski Bodyform zareagowała na krytykę jednego z internautów (ponad 5 milionów wyświetleń).

A to z kolei odpowiedź firmy McDonald’s na zarzut/pytanie konsumentki dlaczego kanapki tej firmy o wiele ładniej wyglądają na zdjęciach niż w rzeczywistości (prawie 9 milionów wyświetleń)

Sami oceńcie korzyści wizerunkowe i opłacalność prowadzenia walki za pomocą sądów lub działu public relations, reklamy i marketingu.

Ok, pogdybajmy sobie trochę teraz, co się może wydarzyć.
Rozprawa sądowa między firmą Sokołów a Piotrem Ogińskim jest zaplanowana na 18 września 2013 roku w Sądzie Okręgowym w Gliwicach. Mam nadzieję, że będzie jawna, oraz że lokalne media też zainteresują się jej przebiegiem i argumentacją obu stron, bo wynik tej rozprawy jest bardzo interesujący dla całej społeczności blogerów.

Niezależenie jak się potoczy sprawa, uważam, że w każdym wypadku wygrywa bloger. Jeszcze przed samą rozprawą strony mogą dojść do porozumienia, w końcu filmy zniknęły z kanału Kocham Gotować, na fakt, że rozprzestrzeniają się dalej w sieci firma niewiele może poradzić, a prowadzenie dalej batalii o usunięcie materiału przyniesie odwrotny skutek.

Mało prawdopodobne, żeby Piotr Ogiński został ukarany tak wysoką karą (150 tysięcy złotych), nawet jeśli jakimś cudem wyrok nie będzie dla niego korzystny, prawdopodobnie zostanie obciążony kosztami sądowymi, ewentualnie jakąś grzywną, która na pewno nie przekroczy 10 tysięcy złotych. A to może być interesująca sprawa i prawdziwy test dla społeczności Kocham Gotować (173 tysiące subskrybentów). Chciałbym się dowiedzieć, czy przynajmniej jedna dziesiąta część tej społeczności byłaby skora zapłacić złotówkę na rzecz tej grzywny w imię sympatii dla blogera, którego wcześniej “lajkowali”?

W każdym razie bloger, który idzie do sądu, ponieważ dużej firmie nie spodobało się jego działanie zawsze jest swego rodzaju męczennikiem, to on zyskuje na wizerunku albo popularności, a firma traci (nie mam na myśli ewidentnych przypadków przestępstw). W tym przypadku mamy jednak blogera, który ma dość specyficzną formułę prowadzenia programu, w teście tatara czy teście parówek nie zrobił niczego specjalnie nowego czego nie można znaleźć w innych jego filmach. Należę również do tej grupy osób, której niespecjalnie podobają się te „wymiotne” motywy w odcinkach Kocham Gotować, ba, nawet uważam że podważają ich wiarygodność – ale to decyzje i problemy z którymi autor będzie musiał się sam zmierzyć. W końcu też jak traktować tego typu testy robione przez blogerów, vlogerów, którzy wcale nie muszą być ekspertami? AdBuster, Kocham Gotować to bardziej opiniotwórcze mediów czy też rozrywkowe kanały? Czy w takim razie firmy coraz częściej będą nam narzucać formułę prowadzenia blogów, testów? Jako bloger wolę być rozjechany merytorycznie przez czytelników niż bić się w sądzie z firmami. A te, jak widać przy okazji działań marki Sokołów, traktują blogerów coraz bardziej poważnie – zwraca na to uwagę Łukasz Węgrzyn w swoim komentarzu, i zgadzam się z nim w zupełności – w tym przypadku bloger został potraktowany jako wpływowe medium, jak stacja telewizyjna i takie właśnie środki zostały podjęte. Co też odczytuję jako plus i pewną formę docenienia blogosfery :-)

Łukasz Węgrzyn – prawnik z kancelarii Maruta i Wspólnicy:

Sprawa ma dwa wymiary. Pierwszy to kwestia wolności słowa i wyroku który może zapaść w tej sprawie. Rolą sądu będzie ważenie pomiędzy dwiema wartościami. Z jednej strony wolnością słowa blogera, a z drugiej prawem do ochrony dóbr osobistych marki Sokołów. Dla sprawy kluczowe znaczenie ma fakt czy materiał opublikowany przez blogera został przez niego sporządzony w sposób staranny i rzetelny. Czy okoliczności podane w materiale zostały sprawdzone, odpowiednio zweryfikowane i skonfrontowane. Ważnym jest również ustalenie celu dla którego materiał został opublikowany – czy chodziło o interes społeczny czy jedynie o „obsmarowanie” produktów danej marki.

Drugi aspekt sprawy to oczywiście wydane przez sąd postanowienie o zabezpieczeniu roszczeń w postaci rocznego zakazu wypowiadania się na temat produktów marki Sokołów. Nie odnosząc się do zasadności tego zakazu widać, że sąd potraktował blogera jako wpływowe medium, mające realne przełożenie na postawy widzów. Tego rodzaju postanowienia najczęściej wydawane są w sporach z mediami typu telewizja czy prasa. Tym razem mamy jednak do czynienia z blogerem, co jest ewidentnym dowodem na wzrost znaczenia polskiej blogosfery, a co z kolei jest być może jedyną dobrą stroną tej całej historii.

Jestem ciekaw Waszych opinii w tej sprawie, na reakcje firmy Sokołów chyba nie ma specjalnie też co liczyć, ze strony autora Kocham Gotować też będzie trudno liczyć na komentarz – Piotr Ogiński jest obecnie zaangażowany w spory projekt i ma bardzo restrykcyjne ograniczenia jeśli chodzi o pojawianie się w mediach. Pozostaje nam więc czekać na rozprawę (18 września w Gliwicach) o ile ta się odbędzie.

[AKTUALIZACJA 22 sierpnia 14:17]
Firma Sokołów na swoim profilu wydała właśnie oświadczenie w sprawie Piotra Ogińskiego

Szanowni Państwo, Drodzy Facebookowicze!

W związku z licznymi pytaniami dotyczącymi tego, czy „Sokołów” S.A. pozwała pana Piotra Ogińskiego, blogera kulinarnego prowadzącego serwis, w tym kanał YouTube, o nazwie „Kocham gotować” potwierdzamy, że sprawę przekazaliśmy do Kancelarii Adwokackiej obsługującej Grupę Sokołów.

Pan Piotr Ogiński został pozwany przez „Sokołów” S.A. w związku z naruszeniem dóbr osobistych firmy „Sokołów” S.A. w filmach opublikowanych na kanale w serwisie Youtube.com i udostępnionych w serwisie „Kocham gotować”. W wykonaniu orzeczenia sądowego pan Piotr Ogiński usunął przedmiotowe filmy, dzięki czemu nie doszło do dalszych naruszeń oraz do usunięcia treści naruszających dobra osobiste „Sokołów” S.A..

Wskazujemy, że „Sokołów” S.A. po raz pierwszy zdecydowała się na takie działanie wobec osoby publicznie krytykującej jej produkty. Powodem był fakt komercyjnego wykorzystywania Internetu przez pana Piotra Ogińskiego jako narzędzia do budowania swojej popularności poprzez niezgodne z prawem wprowadzanie konsumentów w błąd, naruszanie renomy „Sokołów” S.A. i podważanie jakości produktów. Istotne jest także, że przeprowadzone „testy” produktów były nierzetelne: porównywane były różne produkty, a obok subiektywnej oceny – do której każdy ma prawo – przedstawiane były fałszywe informacje o szkodliwości produktów.

Naprawdę uważamy, że każdy ma prawo do wyrażania swoich opinii oraz do krytyki w Internecie, ale taka krytyka nie może oznaczać łamania prawa i czerpania profitów z takiej działalności, zwłaszcza przy jednoczesnym wprowadzaniu w błąd co do ocenianych produktów. Szanujemy rzetelne testy produktu, jednak nie możemy zgodzić się na bezpodstawne i krzywdzące oskarżenia związane z naszymi produktami, które pozytywnie przechodzą rygorystyczne i regularne kontrole jakości.

Jednocześnie przepraszamy wszystkich zainteresowanych tą sprawą za to, że na naszą odpowiedź musieliście poczekać.

Z poważaniem,
Zarząd „Sokołów” S.A.

Posted in blogosfera, featured | Tagged , , , , , , | 138 Comments