Zastanawiam się, co może być dobrą miarą, że stworzony film wirusowy jest naprawdę wirusowy, a nie „popychany” przez informacje prasowe? Myślę, że jedną z takich miar jest emisja w Szkle Kontaktowym, w taki sposób, żeby prowadzący nie zorientowali się, że puszczają widzom reklamę.
Tak było wczoraj w Szkle Kontaktowym, ponadto (w to już trudniej mi uwierzyć) Grzegorz Miecugow i Krzysztof Daukszewicz potraktowali ten film poważnie i zastanawiali się nad losem skoczka… hmm, ok. Czy naprawdę tak wielu ludziom wydaje się, że taka akcja jest możliwa do przeprowadzenia w realu?
Tak naprawdę jest to film wirusowy promujący stuningowanego Mini Coopera „John Cooper Works”. A to film w pełnej wersji:
Zresztą to nie pierwszy raz, kiedy Szkło Kontaktowe daje się nabrać i emituje reklamę/film wirusowy pod pozorem „śmiesznego filmiku”. Rok temu Szkło identycznie potraktowało film wirusowy Dynamite Surfing (ten z dynamitem wybuchającym na środku jeziora i robiącym falę dla surfera). Filmem Dynamite Surfing zajęli się Pogromcy Mitów.
Wniosek. dobry film wirusowy to taki, nad którym usiądą dziennikarze lub naukowcy i zaczną się zastanawiać publicznie czy tak naprawdę da się to zrobić :-)














