
No właśnie z kim? Z internetem chyba. Kilka dni temu TVN znowu zrobiło czystkę swoich filmów na serwisach wideo (i tym razem chyba regularnie monitoruje). Zniknęło sporo filmów otagowanych „tvn” czy nazwami programów nadawanych przez stację. Rozumiem ochronę praw autorskich i własność producenta do emitowanej własności, ale tym razem poszli hurtowo i trochę się zapędzili.
Podejrzewam, że takie „czystki” spowodowane są startującymi projektami grupy ITI, wielkie czyszczenie miało miejsce tuż przed startem serwisu Plejada.pl. Ale zastanawiam się, czy w niektórych przypadkach nie jest to strzał w kolano. I ci kochani internauci, którzy są tacy ważni przecież, bo przysyłają filmy z wypadków na kontakt@tvn24.pl, gdzie indziej traktowani są jak złodzieje.
O ile jest dla mnie zrozumiałe, że wrzucanie filmu, całego programu na YouTube to zwykła kradzież, to w przypadku fragmentów programów mam wątpliwości. Zwłaszcza, jeśli chodzi o te materiały, które są ilustracją jakiegoś tekstu, czy służą jako video-cytaty do treści umieszczanych na blogach i serwisach. Nie będę się wypowiadał w kwestiach prawnych, ale mam na myśli sprawy związane z promocją i obecnością marki w sieci i świadomością wśród internautów – tutaj wg mnie TVN koncertowo psuje sobie wizerunek.
Reakcje stacji są ostatnio błyskawiczne – np. w przypadku serialu „39 i pół”. Rafał na swoim blogu wrzucił 25 sekundowy fragment filmu ilustrujący product placement w tym serialu – parówki Jedynki.









