Tag Archives: YouTube

Kotarski w Millennium niczym Kondrat w ING

Odcinek 1  Ławka na bank   YouTube

Próby przeniesienia internetowych osobowości do telewizji lub szerzej do off-line’u trwają już od dłuższego czasu. Miałem okazję spotkać się z projektami, które chciały wykorzystywać czy to wizerunek czy też treści blogerów/vlogerów w reklamie, felietonach, programach telewizyjnych.

Najszybciej jednak reaguje branża reklamowa – internetowych kampanii z udziałem blogerów/vlogerów/youtuberów było już mnóstwo, blogerzy na billboardach też już byli dawno. Tym razem w kwestii „blogerzy w reklamie” nastąpił kolejny duży krok i tytuł tego wpisu nawiązujący do Marka Kondrata w kampanii ING wcale nie jest przypadkowy.

W przypadku ING Bank Śląski – postać z internetu już pojawiła się kiedyś w telewizyjnych spotach. Pamiętacie Jacka Walkowiaka, który w sieci rozpędził się przy okazji swojego wystąpienia podczas TEDx WSB – pełna moc możliwośc? Też miał swój epizod w spotach obok Marka Kondrata.

Format Marka Kondrata sprawdza się od lat, ale czasy idą nowe, kolejna znana postać z kolejnym spocie kolejnego banku to za mało – czasy internetowe, bankowość internetowa, a i rynek internetowy mocno dojrzał i wytworzył rozpoznawalne postaci w sieci. Moje porównanie do banku ING nie było przypadkowe. Trudno nie dojrzeć podobieństw pomysłu w najnowszej odsłonie kampanii Banku Millennium, w której główne skrzypce gra Radosław Kotarski – twórca programu Polimaty, osoba co do której nie można mieć wątpliwości, że jej kolebką i domem jest internet. Dlaczego piszę o kolejnym dużym kroku w kwestii „internetowe tuzy w reklamie”? Ponieważ współpraca Kotarski-Milleniu zaplanowana jest na długi czas (ptaszki ćwierkają o 3 latach uzależnionych od wyników kampanii) a sama komunikacja obejmuje zarówno internet jak i mocną ekspozycję w offline. W dodatku nie będzie to tylko kampania wizerunkowa – Kotarski będzie się pojawiał w spotach i działaniach typowo produktowych. To oznacza, że Radka Kotarskiego zobaczycie na billboardach, na witrynach oddziałów Banku Millennium, pewnie na ulotkach… będziecie bali się otworzyć lodówkę :-)

Kotarski Bank Millennium

A tak wygląda teraz kanał YouTube Banku Millennium
BankMillennium   YouTube

A oto pierwszy ze spotów, który już możecie obejrzeć w telewizji

Emisji spotów towarzyszy również program Millematy – czyli specjalnych odcinków Polimatów zrealizowanych na potrzeby banku Millennium. Millematy umieszczone są na kanale YouTube Banku Millennium.

Podoba mi się fakt, że zarówno spot w telewizji jak i internetowy odcinek są ze sobą połączone tematycznie. Kolejne odcinki będą publikowane w odstępach 2-3 tygodniowych. W dodatku i jeden i drugi format da się oglądać. Tutaj zresztą też nie idzie za tym jakiś oryginalny pomysł, ale sprawdzona, bezpieczna formuła, którą Radek Kotarski „testował” przy okazji wcześniejszych kampanii dla innych marek. Product placement dla marki NesCafe naprawdę ogląda się świetnie.

Co ciekawe, w oficjalnych komunikatach nie pojawia się nazwa LifeTube – agencja zrzeszająca YouTuberów, której Kotarski jest założycielem – w kampanii Banku Millennium został więc wykorzystany wprost jako „znany z internetu” i pojawiłby się w niej niezależnie od tego czy szefowałby LifeTube, czy nie. Za kreację odpowiada agencja Change Integrated a za zakup mediów dom mediowy Initiative Media.

Posted in featured | Tagged , , , , , , , , | 37 Comments

Wielka kampania marki Hoop Cola z YouTuberami – chcę wierzyć, że „Można inaczej”

mozna inaczej hoop cola

W sieci pojawił się pierwszy oficjalny materiał z castingu akcji „Można inaczej”. To spora kampania realizowana na potrzeby marki Hoop Cola, w której popularni twórcy YouTube zebrani wokół sieci Lifetube/BrandsTube (Abstrachuje, Polimaty (Radek Kotarski), AdBuster, Red Lipstick Monster, Łukasz Jakóbiak oraz Paulina z Mówiąc Inaczej) podróżują po Polsce i w serii castingów wzorowanych na popularnych talent show przesłuchują uczestników – kandydatów na gwiazdę YouTube.

hoop cola

Byłem bardzo ciekawy jak wypali taki pomysł. Z jednej strony mamy tutaj niemałą odwagę marki, która eksperymentuje z tego typu formatem. Kampania z pewnością nie jest groszowa – uczestnicy nie tylko należą do czołówki polskiej sceny YouTuba (czytaj: stawki wyższe niż myszka do testów dla widzów), dochodzi do tego cała część logistyczna – podróże, lokalizacje castingów, zaplecze składające się z kilkunastu osób.

Dla samej agencji LifeTube to również spore wyzwanie ale i ciekawy eksperyment – nie ma nic lepszego dla „stajni dla youtuberów” niż trzymanie ręki na pulsie i wczesne wyłapanie i promowanie przyszłych talentów.

Plusy dla uczestników? Jest oczywiście wiele przykładów, w których dzisiejsze gwiazdy nie potrzebowały żadnych castingów czy wyznaczania ich popularności przez jury czy jakiekolwiek inne gremium – tutaj zawsze liczył się wybór publiczności. Ale wielu blogerów czy vlogerów miało w swojej karierze jeden lub więcej momentów od których rozpoczynał się nagły wzrost popularności albo pojawiał się czynnik, który motywował ich do „kariery w internetach”.

W 2010 roku Niekryty Krytyk zostaje zwycięzcą dużego konkursu „na śmieszne filmiki reklamowe” organizowanego przez Bank Millennium

W 2012 kanały AdBuster oraz Kocham Gotować wygrywają polską edycję NextUP YouTube – konkurs wspierający twórców YouTube w którym nagrodami jest wsparcie finansowe i szkolenie w londyńskim studiu YT.

Ale nie zawsze czynnikiem odkrywczym dla twórcy musiał być jakiś konkurs – czasem wystarczyło wsparcie – wskazanie przez innego dużego blogera, zaangażowanie się w jakąś akcję (komercyjną, charytatywną), wywołanie skandalu, zaistnienie w tradycyjnych mediach.

Akcja reklamowa Hoop Coli jest czymś pomiędzy castingiem do talent show a konkursem typu NextUP – zwycięzcy dostają sprzęt o wartości 25 tys. zł, wsparcie sieci LifeTube oraz z pewnością „lajki” popularnych YouTuberów – w teorii prosta ścieżka do sukcesu. Oczywiście zawsze nadchodzi kiedyś moment „sprawdzam”, który wydaje publiczność – nie da się, jak za starych dobrych czasów telewizji (patrz ostatni festiwal w Opolu), do nieprzytomności upychać na siłę jakieś gwiazdy. Kandydaci mają więc prostą ścieżkę do popularności, komercyjnego wsparcia – pozostaje najważniejsze – obronić się jakością treści.

Wszystko jest pięknie, idea, sam pomysł i patronat dużej, popularnej marki ładnie się spina… do czasu kiedy nie obejrzałem pierwszego materiału z castingu… zawiało starym sandałem…

Poważnie, wieje sandałem :-( Nie chcę być złośliwy i daleki jestem od uwag personalnych – umówmy się, że analizujemy ten pierwszy etap kampanii jak starzy czytelnicy bloga mediafun, starając się wytknąć wady ale i spojrzeć na problem nieco szerzej niż tylko , WTF”, „o boże!” „CTJ”. Ale żeby to obejrzeć, trzeba się niestety zmusić – całość wygląda jak smutny casting z pierwszych edycji Idola z Polsatu. Tym bardziej byłem zaskoczony, że mamy tutaj przecież przedstawicieli najpopularniejszych kanałów na YouTube, którzy wielokrotnie łamali zasady, wybijali się ponad przeciętność, tworzyli kontrowersyjne materiały – doskonale czują internet i internetową publikę. A mam wrażenie, że pierwszy odcinek reżyserowała Nina Terentiew – stosując ugrzeczniony styl w każdym kadrze odcinka (aż dziwne, że środkowe palce Sylwestra Wardęgi przeszły przez kolaudację). Nie bardzo mi się, chcę wierzyć, że ten efekt to wszystko na co stać vlogerów z LifeTube, nie wierzę, że na castingach było aż tak nudno, nie wiem co się stało, ale jest to bardzo słabe….

I ten tekst, w tej formie napisałem dzisiaj rano zanim wyszedłem na dzisiejsze spotkanie OchMyBlog w Poznaniu, gdzie w dwóch grupach dyskutowaliśmy sobie o jakości blogosfery, sposobach na blogowanie, funkcjonowaniu blogera jako marki i realizacji i planowania blogowych projektów (tematów było dużo więcej, ale to tym podczas następnego naszego spotkania).

I miał ten tekst pójść w powyższej formie, ale…

Traf chciał, że w budynku obok odbywał się właśnie ostatni casting w ramach pierwszego etapu konkursu „Można inaczej” – udało mi się więc zdążyć na ostatnią godzinę castingu. I wiecie co…. gdybym tam nie trafił, to bym nie uwierzył, ale jestem teraz przekonany, że ten pierwszy odcinek to jakiś wypadek przy pracy. Nie wiem co tutaj zadziałało, czy ostrożność i cenzura marki (co się niestety zdarza) – marka chce robić super akcję, ale „bądźmy ostrożni i nie przekraczajmy grzecznych standardów telewizyjnych konferansjerów”. Albo coś innego nie wypaliło o czym nie wiem.

W każdym razie atmosfera na castingu była świetna, propozycje i pomysły na kanały na YT zaskoczyły również jury – sami na ucho mi mówili, że był to najlepszy jakościowo casting, wybór był bardzo trudny, ale zasady twarde i trzeba było wybrać dwójkę z bardzo mocnego składu. Przewinęło się sporo ciekawych osób, wokół kilka członków ekipy LifeTube z kamerami, sporo ujęć, pomysłów na materiał – nie ma siły, musi z tego wyjść coś lepszego niż za pierwszym podejściem. Pierwszy odcinek postaram się szybko puścić w zapomnienie i czekam na kolejny, mam nadzieję zupełnie inny, niż to co do tej pory dostaliśmy. W każdym razie – marko Hoop Cola – można inaczej, naprawdę można.

Posted in featured, vlogosfera | Tagged , , , , | 15 Comments

Który youtuber zostanie posłem?

fot. Krzysztof Białoskórski

fot. Krzysztof Białoskórski

Pogdybajmy sobie przez chwilę i sami oceńcie czy pomysł jest realny.

Na start w wyborach do europarlamentu jest już za późno, ale najbliższe wybory samorządowe (radni, burmistrzowie, posłowi) są już w listopadzie, wybory parlamentarne (sejm i senat) dopiero w 2015 roku. Jest więc mnóstwo czasu na przygotowanie się do kampanii – w tegorocznych wyborach do Parlamentu Europejskiego nawet ci popularni kandydaci „ujawniają” się dopiero 2-3 miesiące przed terminem wyborów.

Zdaję sobie sprawę, że wielu popularnych youtuberów na pytanie o polityczne zamiary czy chęć kandydowania natychmiast by zaprzeczyło, czy wręcz pojawiłyby się deklaracje, że polityka ich w ogóle nie interesuje. Na potrzeby tego wpisu pomińmy na chwilę ten argument.

Kto miałby głosować na „ludzi z internetów”? Oczywiście ich społeczność, którą przez lata sobie wybudowali i która jest bardzo liczna. Co ważne, w wielu przypadkach jest też zupełnie niezagospodarowana przez „wciąż te same gęby z telewizji”. Nie byłoby tutaj przeciągania kandydatów, ale edukacja od zera. Widzowie youtuberów to w wielu przypadkach bardzo młodzi ludzie. Dla wielu z nich najbliższe wybory będą pierwszymi wyborami w życiu. Przypomnijcie sobie teraz własne 18 urodziny (lub te dni po imprezie :-) kiedy macie już wszelkie prawa obywatelskie. Można więc w pełni legalnie kupić alkohol i na pytanie ekspedientki dumnie pokazać dowód osobisty. Można też iść na swoje pierwsze wybory. W wieku 18 lat mamy mniej lub bardziej ukształtowane poglądy polityczne, ale sama możliwość uczestnictwa w wyborach jest również dla wielu młodych ludzi ważnym momentem. Poszliście na swoje pierwsze wybory właśnie dlatego, że już mogliście?

Kto ogląda najpopularniejsze kanały na YouTube? Wyróżniłbym trzy grupy – 13-17, 18-24 i 25-34 i szczególnie te dwie ostatnie są najlepiej rosnącymi, najbardziej dominującymi, chociaż i w grupach 35-44 możemy obserwować wzrosty. YouTube dojrzewa, zarówno jego twórcy jak i widzowie – dzisiejsi 16 i 17 latkowie w listopadzie 2015 roku pójdą na swoje pierwsze wybory. Czy trafią do nich spoty wyborcze dzisiejszych kandydatów? Zapewne sporo z Was oglądało niektóre wyborcze perełki rozsiane po internecie – ale spróbujcie trafić na blok komitetów wyborczy w telewizji – kilkanaście minut raz za razem kolejne spoty – niezłe wyzwanie dla mózgu. Youtuber dla swojej społeczności jest w stanie przygotować bardzo prawdziwy, szczery przekaz.

Jaka byłaby reakcja widzów, gdyby jeden z blogerów ogłosił, że startuje w wyborach i w swoich mediach społecznościowych prowadził przemyślaną kampanię? I nie mam na myśli wyborczych spotów, ale prawdziwy dialog z widzami – w końcu byłby to kandydat który jest już znany, z armią swoich widzów. Oczywiście wielu widzów głośno by protestowało „daje unsuba!”, „przestaję ciebie oglądać!”, „sprzedałeś się!” ale jestem pewien, że sprawny bloger potrafiłby obronić swoje stanowisko.

Myślę też, że wielu blogerów bałoby się nagłego zwrotu w rodzaju swojej działalności. Bloger zajmujący się grami nagle wyskakuje z polityką i startuje w wyborach? Szok dla społeczności? Niekoniecznie. Niedawno miała miejsce bardzo ciekawa sytuacja – Patryk „Rojo” Rojewski poprosił swoich widzów o internetowe głosowanie na członka swojej najbliższej rodziny w konkursie na … uwaga… „50 najbardziej wpływowych kobiet województwa śląskiego”. Reakcje społeczności były różne, samo głosowanie odbywało się przez internet i za pomocą SMS-ów. Efekt? Bożena Rojewska uzyskuje pierwsze miejsce, z niewielką przewagą nad drugą kandydatką, ale daleko w tyle 48 miejsce jest Elżbieta Bieńkowska – obecna wicepremier i minister infrastruktury i rozwoju.

Dziennik Zachodni Wybieramy 50 najbardziej wpływowych kobiet województwa śląskiego

Oczywiście można mieć zastrzeżenia co do formuły konkursu (zwycięzców wybierała również komisja) jak i głosowania przez internet – ale skoro można agitować to zarówno szef dużej firmy może w takiej sytuacji „poprosić” swoich pracowników o głosy, „Rojo” wykorzystał swoje kanały społecznościowe. Od zwycięstwa w takim konkursie do głosowania podczas konkursu na Eurowizji droga nie jest daleka. Pamiętacie Eurowizję w 2006 roku? Kto by pomyślał, że główną nagrodę zdobędzie Lordi – hard rockowy zespól z Finlandii? Ludzie zmęczeni nijakimi, kiczowatymi piosenkami zagłosowali na zupełnie coś innego.

Dlaczego nawiązuję do Lordi? Jeszcze przed ich występem miała miejsce ciekawa sytuacja – ówczesna prezydent Finlandii, Tarja Halonen była za tym aby zakazać Lordi startu w konkursie Eurowizji. Zespół odpowiedział wtedy, że zostali wybrani głosami społeczeństwa, dokładnie tak samo jak pani prezydent :-)

lordi

Oczywiście głosowanie przez klikanie, czy głosowanie przez SMS-y to spora różnica w porównaniu do aktu głosowania przez skreślanie kratek przy urnie wyborczej. Ale blogerzy mają mają jeszcze mnóstwo czasu a przede wszystkim narzędzia i już rozpoznaną społeczność z którą mogą pracować.

Start w wyborach parlamentarnych możemy jeszcze rozpatrywać w dwóch kategoriach. Na poważnie i „dla beki”.

Mam nadzieję, że Paulina Mikuła z „Mówiąc inaczej” ani Radek Kotarski z Polimatów się na mnie nie obrażą, że ich „wpycham” do Sejmu – ale wyobraźcie sobie że ta dwójka postanawia zostać posłami na Sejm RP. W programie wyborczym koncentruje się na edukacji, szkolnictwie, blablaba i całą kampanie rozgrywa bardzo poważnie. Za parę dni porównajmy sobie te dwie hipotetyczne kandydatury ze zwycięzcami wyborów do Europarlamentu – ich przygotowaniem merytorycznym i zdobytą liczbą głosów.

A teraz wariant „dla beki” – czyli Lordi na Eurowizji :-) Pomińmy na potrzeby naszych rozważań moralny aspekt takiej postawy obywatelskiej. Też bierzemy dwóch kandydatów – Sylwestra Wardęgę i kogoś z ekipy Abstrachuje. To potężne kanały, z ponad milionową liczbą subskrypcji. Prowadzą kampanię, „dla beki”, z przekazem „udowodnijmy, że to możliwe”. Czy byliby w stanie zebrać głosy w jakimś konkretnym okręgu wyborczym? Zerknijcie na zwycięzców w wyborach na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat – z jaką liczbą głosów (oczywiście zależy też od miejsca na liście) i z jakim przygotowaniem merytorycznym kandydaci na posłów dostawali się do sejmu? Przypomnę, że posłami byli już uczestnicy programu Big Brother – Sebastian Florek (zdobył ok 7,6 tys głosów – SLD) czy Janusz Dzięcioł (niecałe 20 tys głosów, PO), a aktualnym ministrem zdrowia jest Bartosz Arłukowicz, zwycięzca programu Agent (TVN) a do Sejmu dostał się zdobywając niewiele ponad 20 tys. głosów (Okręg Szczeciński, LiD).

Czy planując dobrą kampanię off-line połączoną z dialogiem ze społecznością w sieci dałoby się osiągnąć podobne wyniki? Uważam, że przekonwertowanie miliona subskrypcji z internetu na 8-10 tys. głosów w realu, w konkretnym okręgu wyborczym i na dobrym miejscu na liście jest możliwe. A jeśli jeszcze któraś z partii politycznych wyczuje możliwości to perspektywa uzyskania mandatu poselskiego przez popularnego youtubera nie jest wcale jakimś marzeniem ściętej głowy. Zagłosowalibyście na Kotarskiego, Gonciarza lub Wardęgę gdyby startowali do Sejmu RP?

Posted in blogosfera, vlogosfera | Tagged , , | 62 Comments

Wisielec w Krakowie – kolejny „śmieszny” wkręt polskich pranskterów

prank wisielec w krakowie

O pranksterach i ich YouTubowych żartach pisałem 1 kwietnia (Granica żartów na YouTube przesuwa się w niebezpiecznym kierunku) – nie tylko o niebezpieczeństwach dla nich samych i przesuwającej się granicy szokowania, ale też że są często suche i puste. Zresztą idealnie trafiłem z czasem, tego samego dnia SA Wardęga trafił do szpitala podczas kręcenia tego materiału:

Post użytkownika SA Wardęga.

Dzisiaj kolejny, „bardzo śmieszny” żart (tym razem z Krakowa) – rzucamy manekina-wisielca przed przechodniów i czekamy na ich reakcję… wybitnie śmieszne, boki zrywać. Nawet nie udało się zarejestrować nikogo, kogo by cała akcja rozśmieszyła, a wszystkie „ofiary” nie wyraziły zgody na publikacje swojego wizerunku. W słabym kierunku zmierza humor na YouTube.

Posted in featured, vlogosfera | Tagged , , | 39 Comments

Granica żartów na YouTube przesuwa się w niebezpiecznym kierunku

flame prank

Żarty i obserwacje reakcji innych ludzi na nietypowe wydarzenia istniały w telewizji chyba od samego jej początku – pamiętam jak przez mgłę jakieś czarno-białą wersję ukrytej kamery z Telewizji Polskiej. Dzisiaj, kiedy każdy ma dostęp do kamery oraz każdy może być nadawcą treści, nabieranie innych ludzi zyskało jeszcze większą popularność i filmy z żartami są jedną z najpopularniejszych kategorii na YouTube.

Dobra, zacząłem ten wpis wstępem i językiem niczym z jakiegoś suchego artykułu dla nieinternetowych odbiorców, ale fakt, faktem – „pranksterzy” (prank – wybryk, prankster – żartowniś) święcą dziś triumfy na YouTube. Przeciętny internauta zapewne kojarzy SA Wardęgę czy też Remi Gaillarda, ale w pierwszej lidze światowych pranksterów jest już całe mnóstwo postaci. Filmy ich autorstwa świetnie się klikają, mają międzynarodową publiczność, również przemysł reklamowy bardzo chętnie sięga po tę formę promocji. Dziwne, że w Polsce do tej pory praktycznie brak kampanii reklamowej z wykorzystaniem zawodowych wkręcaczy – Remi Gaillard brał udział w przynajmniej kilku akcjach sponsorskich.

Jako element kampanii reklamowej były w ten sposób promowane takie filmy, jak ponowna ekranizacja Carrie (55 milionów wyświetleń filmu)

Devil’s Due – Devil Baby Attack (44 miliony wyświetleń)

Czy telewizory LG – So Real it’s Scary (21 milionów wyświetleń)

Podejrzewam, że tło podczas wkręcania Emmy Watson też nie jest przypadkowe – Emma Watson Surprise PRANK

Nie wiem jak wy, ale czuję już lekkie zmęczenie wkrętami na YT. Chcesz zaistnieć – wkręcaj innych – teoretycznie najprostsza droga do wybicia się. Ci, którzy wkręcają innych już długo – wiedzą, że to nie wcale taka łatwa robota, ale chęć zdobycia poklasku „internetów” przyciąga. Próg wejścia do świata „pranksterów” nie jest wysoki, a wciąż wysoka oglądalność i mityczne zarobki z YouTube kuszą kolejnych twórców. Na brak kolejnych pomysłów raczej trudno narzekać, ciągle pojawia się coś nowego, może ma w sobie coraz mniej finezji, ale towarzyszy temu jeszcze jedno zjawisko – wciąż przesuwająca się granica, którą trzeba przekroczyć, aby być zauważonym. Trzeba szokować, zrobić coś jeszcze bardziej spektakularnego niż poprzednicy. Im bardziej przestraszysz innych, tym lepiej, im będzie bardziej po bandzie – zbierzesz więcej lajków.

Mało zabawny jest dla mnie gość, który w miotaczem płomieni goni spacerujących wieczorem przez park – hmm, jak myślicie, jaka może być reakcja ludzi, kiedy spotykają kogoś takiego? Pewnie zaczną uciekać, prawda? Takie odkrywcze i zaskakujące. Plansza informacyjna na początku filmu dotycząca podjętych środków ostrożności nie do końca mnie przekonuje – solidne przygotowanie środków bezpieczeństwa to z pewnością cecha doświadczonych pranksterów… czy naśladowcy mają tyle samo wyobraźni?

Flamethrower Psycho Scare Prank

W ilu krajach, taki żart może skończyć się śmiercią z rąk policji, czy też ofiar, które mogą przy sobie mieć broń. Pomijam już fakt zupełnego braku kontroli nad konsekwencjami które mogą spotkać spanikowanego, uciekającego człowieka. Jaka byłaby reakcja społeczeństwa, gdyby w ramach samoobrony albo szybkiej reakcji policji taki człowiek zostałby zastrzelony – sam sobie winien.

Kolejny przykład. Zastanawiam się czy podrzucanie „marihuany” i stawianie dzieciaków do pionu jest tak samo zabawne dla rodziców kontrolowanych jak dla samego autora tego filmu.

Podrzucanie marihuany – Bobson Prank

Nie zrozumcie mnie źle, mam poczucie humoru, bawią mnie różne, również głupie rzeczy w sieci, martwi mnie jednak wciąż ta przesuwająca się granica w szokowaniu i zaskakiwaniu innych. Jak podejrzewam, starzy wyjadacze, którzy na swoim koncie mają niejeden wkręt kalkulują ryzyko, przygotowują się od strony prawnej albo są gotowi na konsekwencje swoich żartów – autor wkrętu z marihuaną nie podaje się wprost za policjanta, ale szczerze mówiąc, słabo to dla mnie wygląda i jest na granicy balansowania. Akurat trafił na dzieciaki, które nie zrobią z tego większej afery.

Wciąż jest cała masa młodych ludzi, którzy pragną być tak popularni jak Wardęga, jak inni YouTuberzy, zdobyć poklask i kolejki fanów po autografy – nie jestem pewien, czy w pościgu za swoimi mistrzami nie przekroczą tej granicy, która będzie miała konsekwencje albo dla ofiar żartów albo dla samych wkręcających. O tym, że YouTube generuje masę fanów można było przekonać się podczas panelu dyskusyjnego z popularnymi twórcami na YouTube w czasie poznańskiego Pyrkonu.

A to kolejny, tym razem drastyczny przykład. Śmieszny żart, udajemy że napadamy człowieka wypłacającego pieniądze z bankomatu (ofiara i napadający są podstawieni). Wrażliwym na krew radzę zacisnąć zęby.

ATM ROBBERY PRANK – GONE WRONG!

I lokalny, jeszcze delikatny – Sylwester Wardęga. Czy mnie też dziwi oburzenie Sylwestra, kiedy dostaje “trzy szybkie szarpane”?
Autumn Ghost Prank 2013 (SA Wardega)

Posted in blogosfera, featured, vlogosfera | Tagged , , , , , , , | 38 Comments

YouTube i kampanie z blogerami

polimaty nescafe

Kolejna współpraca NescafePolimaty – i proszę jak ładnie oznaczona, da się słuchać, akurat w kadrze złapałem logaska co skłoniło mnie aby zajrzeć do opisu (no dobra, po tytule się domyśliłem, że to nie przypadek, bo pamiętam pierwszą odsłonę kampanii), ale opis w razie czego wyjaśnia wszystkie wątpliwości. Nie ma się co chować czy “zapominać” o opisie – to do innych vlogerów – współpraca to nie wstyd.

Posted in blogosfera, featured | Tagged , , , , | 41 Comments

Komentarze na YouTube i komentarze na blogu – eksperyment

Postanowiłem zrobić mały eksperyment i importować na bloga komentarze, które zostawiacie pod moimi filmami na YouTube. Spokojnie, nie wszystkie :-), pod wybranymi filmami, tam gdzie jest szansa na dyskusje, ciekawe obserwacje. Większość komentarzy we wpisie Mówiliśmy o ebookach, teraz pora na audiobooki, pochodzi właśnie z YouTube. Wtyczka, z której korzystam Genki Youtube Comments nie sprawdza się jeszcze idealnie (na blogu umieszcza komentarze jeden pod drugim, bez zagnieżdżania ich – bez uwzględniania odpowiedzi) ale zobaczymy, może znajdę jakieś lepsze rozwiązanie.

Po co tak robię? Podobała mi się Wasza dyskusja pod filmem o ebookach, sporo wniosków i własnych doświadczeń – mam wrażenie, że na blogu ta dyskusja będzie bardziej widoczna, pozostanie na dłużej dla kogoś kto znajdzie ten film/wpis za tydzień, miesiąc lub rok. Na Youtube komentarze szybciej znikają z pola widzenia – szkoda, żeby to uciekało. Co myślicie o takiej “dwukanałowej dyskusji”?


Miejsce akcji: miasteczko Les Diablerets, Szwajcaria

Posted in blogosfera, featured | Tagged , , , | 16 Comments

6 rzeczy które pominęliście w sprawie Sokołów kontra Kocham Gotować

piotrek kocham gotowac 2

He, he, uwielbiam takie tytuły i tym razem nie mogłem sobie odmówić tej przyjemności. A jakbym jeszcze umiał zrobić „pokaz slajdów” na blogu to nie miałbym litości :-) Dobra, żarty na bok, czas na mięso (!).

Przyznam się Wam, że uwielbiam takie sytuacje, jak afery, kryzysy, niestandardowe kampanie czy wpadki firm. I to wcale nie dlatego, że można wtedy komuś dokopać, pośmiać się z tego, że firma zatrudnia idiotów, albo nie tak obeszła się z klientami jak trzeba. Tego typu sytuacje, to doskonały moment, kiedy możemy sprawdzić swoją wiedzę, swoje reakcje (czasem spontaniczne) sprawdzić jak zachowuje się tłum, jak na to reagują media społecznościowe, jakie to jeszcze nowe kanały komunikacji okazują się skuteczne. Mówiąc okiem domorosłego socjologa – można sprawdzić jak to internety zadomowiły się w społeczeństwie.

1. Branżunia – specjaliści od F5 na fejsie
Tego typu kryzysy do dla mnie ogromna nauka, dlatego dziwie się części branży… „branży”…, chciałem napisać „branżuni”, ale to też będzie źle, może tak „dziwie się ten części specjalistów od klawisza F5 na Facebooku” który podczas sprawy z Sokołowem licytują się tym, kto ma bardziej na sprawę wyjebane. Co trzeci wpis fejsbukowego filozofa traktuje o tym jak to go Sokołów nie obchodzi – #dkjn ile można? To naprawdę lepsze od ekscytacji Kloutem czy lajkami na Facebooku. Niektórzy z nich, w komentarzach ignorując sprawę, kiedy ta nabrzmiewa do 50 tysięcy, 100 tysięcy, miliona i trafia na główne strony internetowych dzienników ciągle traktują jak jak „żale jakiegoś blogera” i ignorują jej wpływ na rzeczywistość, zapominając, że jeszcze niedawno udowadniali, że ich blogi i Facebooki oraz kilkaset wejść miesięcznie to mega wpływowe medium i warto sypnąć pieniążkiem do rączki na kampanię… ehhh. I jeszcze domowe testy zasięgu “moja ciocia podczas domowego obiadu nic nie słyszała o Sokołowie, czyli sprawa jest błaha” :-). Tak, to z branży gdzieś mi się taki komentarz przewinął :-)

2. Sąd
W całej tej sprawie i kolejnych tekstach prorokujących kto ma rację i kto co powinien uciekła jedna ważna rzecz (podkreślałem ją w poprzednim wpisie Test tatara warty 150 tysięcy złotych czyli Kocham Gotować kontra Sokołów). Zwróćcie uwagę, że sąd wydał decyzję o zabezpieczeniu roszczenia i nakazał usunięcie filmów do czasu wyjaśnienia sprawy i zakaz publikacji informacji o firmie Sokołów SA na okres jednego roku. Powodem był nieszczęsny test tatara o który toczy się sprawa… ale na usunięcie załapały się też parówki. Znajdźcie proszę w tym teście parówek element, który według Was kwalifikuje się do usunięcia tego materiału. Firma Sokołów uderzając z tematem do sądu (taka decyzja zostaje wydana bez udziału drugiej strony, jeszcze przed rozprawą) otrzymała wniosek, który nakazuje usunąć Piotrowi Ogińśkiemu wszystkie filmy związane z marką Sokołów (w jego przypadku dwa). Gdyby było ich więcej, też musiałyby zostać usunięte. Teraz przełóżmy podobną decyzję np. do innego serwisu, do którego pisują „blogery”, Antyweb, SpidersWeb – załóżmy, że Grzegorzowi Marczakowi lub Przemkowi Pająkowi zdarza się jakaś wpadka, gdzieś faktycznie poszedł tekst, w którym zbyt mocno narazili się firmie, firma idzie do sądu i wraca z decyzją o zabezpieczeniu powództwa i usunięciu z serwisu wszystkich tekstów dotyczących np. firmy Microsoft. Niemożliwe? To zerknijcie jeszcze raz dokładnie na postanowienie sądu. Tworzy się sytuacja, kiedy to w coraz ostrzejszej grze „w internetach” takie decyzje mogą okazać się bardzo niebezpiecznym narzędziem. W całym sporze i ogłoszeniu zwycięzcy pojedynku bloger vs firma interesuje mnie również ta kwestia.

Uspokajam też – firma Sokołów SA nie padnie, Piotr Ogiński nie wyląduje za kratkami, firma jak najbardziej ma prawo dochodzić swoich racji w sądzie – tutaj mam nadzieję się zgadzamy, może poza tym, że ja sądową batalię wybrałbym na samym końcu.

3. Gimbaza
Kolejna sprawa – internauci i skala. To naprawdę nie jest już pojedynek blogera z firmą, i radosne krzyki gimbusów „jebać sokołów” – tzn. ocenianie tylko sprawy przez pryzmat tego konfliktu, to zbytnie uproszczenie. Dziwne, że branża, która na co dzień mieszka w internecie, tak samo ignoruje te zachowania jak jeszcze niedawno rząd – „żadna ACTA, żadne ataki, to tylko wzrost zainteresowania naszą stroną internetową, poskaczą, poskaczą i sobie pójdą”, jak niedawno pewna firma, która potem musiała palić światła po nocach „głupi klienci, nie zrozumieli naszej oferty, będziemy do nich dzwonić tak długo aż zrozumieją”. Być może śmieszne jest, że kolejny przykład, kiedy nagle społeczność, którą już można liczyć w milionach, zbiera się aby walczyć, walczy akurat o kawałek mielonej krowy czy test parówek. Też bym chciał, żeby to była nowa ustawa, postawienia do pionu jakiegoś polityka czy nowe pendolino na torach. Na razie mamy parówki. Czy internauci szybką zapomną? O samym fakcie pewnie tak, tak jak o 30 innych, najważniejszych informacjach z dzisiejszych stron głównych portali, ale z każdym takim krokiem mieszkańcy internetu czegoś się uczą. Uczą się komunikować, wykorzystują do komunikacji serwisy internetowe nad którymi do dzisiaj siedzą specjaliści i zastanawiają się nad ich popularnością i tworzą społeczność, wspierając się wzajemnie – współtworzą i doskonale funkcjonują w swoim internetowym ekosystemie. Tak, jutuber Kocham Gotować dostał wsparcie od kilku innych twórców YouTuba, od AdBustera (kurczę, faktycznie, aż uszy bolą :-), SA Wardęgi i Martina Stankiewicza, Abstrachujów, Niekrytego Krytyka i Remigiusza Rocka Maciaszka. Czy wśród krytyków takiego wsparcia, albo wietrzących zmowę cenową są może ludzie, którzy w ramach solidarności branżowej wspierali dzisiaj naszego rodaka w walce o wystąpienie na Web Summit? Czym różni się jedno wsparcie od drugiego? A może śmieją się jeszcze z tej sytuacji ci, którzy, zgłaszają swoje kampanie reklamowe do konkursów branżowych bo nagle na fanpagu przyrosło 10 tysięcy fanów? To policzcie zasięgi tych pięciu wymienionych wcześniej kanałów – jakby ktoś się uparł to może by i przeszli zgłoszenie do nagród Effie :-)

4. Blogosfera
I nie jest to afera blogowa czy też jak słyszę kolejne argumenty „tych blogerów to trzeba w końcu utemperować, niech ponoszą odpowiedzialność za swoje słowa”. I czytam kolejną analizę polskiej blogosfery na podstawie pierdnięcia Kominka, kichnięcia Budzicha i wymachu Kurasa. #dkjn aż zęby bolą jak coś takiego się czyta – ile można zajmować się takim małym wycinkiem i nie dostrzegać tego co dzieje się gdzieś niżej, w młodszej części internetu, która napompowanych „królów” blogosfery ma głęboko gdzieś. I widać to do dawna, okiem uzbrojonym jedynie w szybkie połączenie z mózgiem. Przeanalizujcie sobie kampanie OrangeTravel z blogerami i vlogerami – są jeszcze wpisy na Facebooku. To tam widać jak na dłoni, że zasięgowo dwóch „młodych, niedoświadczonych jeszcze we współpracach” jutuberów rozniosło trójkę blogerów-starych wyjadaczy w pył, dając im takie statystyki na blogach jakich ci dawno nie mieli. A podobno tacy jeszcze początkujący, nieokrzesani – dla Krzysztofa Gonciarza była to chyba druga większa współpraca, dla Remigiusza Rocka Maciaszka chyba trzecia…w każdym razie… „amatorzy” :-)

Jakiś czas temu byłem na spotkaniu, podczas którego uczestniczyło 60-70 lubelskich blogerów. Rozmawiając potem w kuluarach, czytające relacje, wiecie co sprawiało mi ogromną radość? Że wielu z nich w ogóle o mnie nie słyszało. I nie piszę tego, żeby udając skromność pompować swojego ego, tylko zwrócić uwagę, że to raczej specjaliści od analiz blogosfery, którzy zarzucają blogerom wybujałe ego, sami zeszli ze zbyt wysokiego taboretu.

5. Pokolenie
A ta „ulubiona” przez wszystkich gimbaza rośnie, i się uczy… i w dodatku ma „wyjebane” na wszystkich, którzy grożą palcem i udają mądrzejszych niż są. Półtora roku temu na Kongresie Profesjonalistów Public Relations pokazywałem film, który zgromadzoną publiczność wprawił w lekkie oburzenie. Nie można go osadzić na blogu – obejrzycie go tutaj Katarzyna W. (Mama Madzi) – Prawdziwa Historia – Parodia.

Słyszałem potem komentarze – jak tak można nie szanować śmierci „dzieciątka” i „aniołka” i kpić z niej w tak okrutny sposób. Ja ten film odbierałem zupełnie inaczej, bo na „warsztat” młodych twórców wideo nie zostało wzięte niewinne dziecko i ludzka tragedia, ale to co z niej zostało po przemieleniu przez telewizję, tabloidy i konferencje prasowe detektywa Ostrowskiego (nie mylić z Rutkowskim :-). I właśnie ten materiał został poddany kreatywnej obróbce, okraszony humorem, który nie każdemu musi odpowiadać – tak jak kabarety w Dwójce. Czy twórcami tego filmu była zwykła gimbusiarnia? Nie wiem, dzisiaj twórcy tego filmu to jedni z najpopularniejszych ludzi na polskim YouTube, DG Show organizuje zloty polskiego YouTube na którym bywają „same fejmuchy”, każdy film Maciecioszków to kilkaset tysięcy wyświetleń, a KolorowyVlog po kampanii z mBankiem zabiera się za coraz większe komercyjne projekty. Chyba, użyłem wtedy stwierdzenia, że za moment, ta społeczność, tak jak podchodzi do kwestii „śmierci i szacunku dla zmarłych” będzie podchodziła do marek waszych klientów, łącznie z wymiotami na ich logo. I proszę, mamy Sokołów :-)

Od dawna mam wrażenie, że ten młodszy internet o wiele bardziej rozumieją twórcy dzisiejszych programów rozrywkowych, niż tacy komentatorzy jak ja i stado moich rówieśników. Wiedzieliście kiedyś dyskusje o śmierci, w której narracją jest stek przekleństw? Zobaczcie, że można – moim zdaniem to rewelacyjny materiał na zakończenie tej części wpisu.

Piątek: The Series: Rak

6. Edukacja
Można oczywiście nad tym załamywać ręce, grozić palcem, zakazać albo wyłączyć internet – na większość takim kategorycznych działań rodem pasa z szafy ta społeczność ma wyjebane, dokładnie tak, wyjebane i żaden Radek Kotarski ze swoimi Polimatami i brakiem przekleństw nie pomoże. To internet nad którym trzeba się pochylić, spróbować zrozumieć, nawiązać kontakt i rozmawiać. Czy taki internet wymaga edukacji? Oczywiście że tak, nawet chętnie ją przyjmie, pod warunkiem, że nauczyciele będą tak jak „earned media” – media pozyskane (chociaż wolę określenie „zasłużone”) na których szacunek trzeba sobie zasłużyć, zmienić metody i próbować rozmawiać. A trzeba rozmawiać, trzeba zrozumieć, bo młodzi czują coraz większą siłę, ale są też bardzo podatni na manipulacje, łatwo podlegają emocjom. Z faktu, że stoi za nimi coraz większy rząd dusz, dostają coraz dziwniejsze propozycje wykorzystania tego potencjału, sami wpadają na dziwne pomysły, bo i przy takiej skali sodówka też uderza do głowy. Nic dziwnego, kto ma ich tego nauczyć, Max Kolonko?

Uff, muszę uważać, bo wpadam w jakiś mentorski tom i za dużo zaczynam używać wyrażeń „ci młodzi”, ale tak jest, zmiana w sposobie myślenia, pozyskiwania i przekazywania informacji następuję bardzo szybko, i bardzo trudno jest dzisiaj rozumieć i trzymać rękę na pulsie. Skala sprawy Sokołowa mnie również zaskakuje, ale i najlepiej to udowadnia, że przepaść między nowym pokoleniem a starymi metodami wciąż się pogłębia.

I pamiętajcie, drodzy ignoranci i prześmiewcy całej afery – przy takiej skali nie jest ważne kto i ile osób ma na to wyjebane, ale to komu nie jest w tej sprawie do śmiechu.

#dkjn – oznacza do kurwy jebanej nędzy, postanowiłem ograniczyć przekleństwa w tekście, i wywaliłem je na końcu, ale i tak za kilkukrotne użycie słowa “wyjebane” we wpisie będę się smażył w piekle (razem z tatarem).

Posted in blogosfera, featured, media | Tagged , , , , , , | 36 Comments

Mówiąc inaczej – czyli edukacja na YouTube

To już drugi odcinek programu „Mówiąc inaczej” – bardzo dobrze zapowiada się ten kanał. Oczywiście materiały edukacyjne nigdy nie przegonią tradycyjnej prostej (czy też prostackiej) rozrywki, ale widać że jest rynek na takie treści i każda inicjatywa, która podaje wiedzę w atrakcyjny sposób jest witana przez “internety” dość dobrze. Poza tym pouczanie na ekranie zawsze przyciąga masę dyskutantów i widzów, którzy wiedzą lepiej – a to generuje świetny buzz, hejterów i sytuacje którymi można tym nieźle grać i podbijać oglądalność. Paulina – prowadząca – nieźle ogarnia temat, a sam koncept ma duży potencjał społecznościowy. Sam kanał jest podpięty pod Agorę i osadzony w jej mediach społecznościowych – będzie więc „wykręcał” bezpieczne statystyki – a w razie czego można sztucznie dopompować wrzucając na główną stronę Gazeta.pl, podpiąć pod jakąś akcję typu „dyktando” albo „walczymy o językową poprawność” i wcale nie trzeba grać cyckami. Trzymam kciuki za dalsze odcinki.

Pierwszy odcinek „Mówiąc poprawnie” dla przypomnienia

Zapraszam przy okazji na panel dyskusyjny który odbył się podczas mediafunLAB 2013 (Warszawa, kino Luna) podczas którego razem z Darkiem Hoffmanem (SciFun), Radkiem Kotarskim (Polimaty), Kubą Jankowskim (Kuba Show), Piotrem Peszko (www.blog.2edu.pl) i Adamem Drzewickim (MaturaToBzdura.tv) http://www.youtube.com/user/MaturaToB…
rozmawiamy o “samozwańczych” nauczycielach z internetu, o tym czy jest to rozrywka czy już poważny materiał edukacyjny, po który chętnie sięgają uczniowie. Pauliny wtedy nie było jeszcze na YouTube – szkoda, dyskusja byłaby z pewnością jeszcze ciekawsza :-)

Posted in featured, wiedza | Tagged , , , , , , , , , , , | 10 Comments

Hej marketerze – myślałeś, że znasz YouTube?

Poniższy film jest pretekstem, testem i jednoczesnym przedłużeniem naszych dyskusji prowadzonych podczas czerwcowego mediafunLAB-u. Wiele czasu poświęciliśmy rozważaniom o tym, że świat społeczności funkcjonującej w serwisie YouTube oraz świat marketingu i reklamy, paradoksalnie są od siebie dość mocno oddalone. Oczywiście większość marketerów oburzy się na stwierdzenie, że “o YouTube nie mają zielonego pojęcia” – przecież oglądali Gangnam style, Natanka Batmanka i najlepsze reklamy Dove.

Ale YouTube to nie tylko virale, czy też wymuszone produkcje udające vlogi (nazywam je banerami w wersji 2.0 – powrócę do tematu w jednym z kolejnych wpisów) – to również liderzy opinii, ludzie nadający trendy i wpływający na zachowania widzów, innych twórców – influencerzy – więc grupa mocno pożądana przez marketerów. YouTube to społeczność, (dość młoda, ale to się powoli zmienia), mocno zaangażowana, często z własnym językiem własną walutą (którą mogą być “suby” czy też “łapki w górę”). To w końcu wciąż dość dziewiczy teren, po którym marki jeszcze nie potrafią się poruszać, zaangażować widzów, zbudować mocną markę swojego kanału – jeszcze tutaj jesteśmy na etapie sztucznego pompowania oglądalności. Wystarczy, że porównamy najpopularniejsze profile youtubowych twórców z profilami marek. Z przeciwieństwie do Facebookua, gdzie profile firmowe funkcjonują bardzo mocno, na YouTube te cyfry wypadają zdecydowanie na niekorzyść marek.

Ok, drogi marketerze, tyle wstępu – przed Tobą prosty test – w poniższym filmie przewija się większość wpływowych i najbardziej popularnych postaci na YouTube. Podejrzewam, że potrafisz jednym tchem wymienić najpopularniejsze tytuły prasowe, media internetowe i formaty telewizyjne odpowiednie dla grupy docelowej marek z którymi pracujesz. Czy bez problemu rozpoznasz “wpływowych youtuberów”?

Posted in featured, vlogosfera | Tagged , , | 12 Comments

Próby wyłudzenia hasła i utrata konta na YouTube

Kradzież haseł, próby wyłudzenia danych to oczywiście problem dla wielu użytkowników sieci. Obserwując vlogosferę, może on być szczególnie dotkliwy, ponieważ wielu młodych twórców YouTube opiera całą swoją działalność tylko na tym serwisie, dodatkowo wspierając się komunikacyjnie Facebookiem, rzadziej Twitterem. Wielu z nich nie ma swojej własnej domeny, własnej strony, bloga czy jakiegokolwiek własnego miejsca w sieci sygnowanego własną marką. Ani Facebook ani YouTube takie gwarancji nie daje, ponieważ tożsamość na tych serwisach, budowana przez lata marka, kontent nie należy nigdy do nas – możemy łatwo stracić konto albo przez nieumyślne złamanie regulaminu, jakiś “foch” serwisu czy też przejęcie hasła.

Przypadki przejęcia konta na YouTube kończą się najczęściej skasowaniem wszystkich filmów ofiary, i ta zostaje wtedy z niczym. W dodatku nasze, przejęte konto może posłużyć szkodnikowi do rozsyłania spamu lub przejmowania kolejnych kont. Jest to szczególnie niebezpieczne, ponieważ YouTube komunikuje się ze swoimi użytkownikami m.in za pomocą maili. Typowe powiadomienie z YouTube zawiera link do filmu i nie wzbudza u nikogo podejrzeń – zupełnie inaczej niż w korespondencji z bankami – tam nigdy nie powinno być żadnego linku, który prowadzi do strony logowania.

Maila według takiego schematu dostałem dzisiaj, adres nadawcy (YouTube) nie wzbudza podejrzeń, typowe powiadomienie, że ktoś przesłał mi wiadomość w wewnętrznej poczcie YouTube.

Problemem jest link, który prowadzi do fałszywej strony logowania do Google – wystarczy spróbować się zalogować (co jakiś czas google prosi o logowanie, więc też nic dziwnego) i już tracimy kontrolę nad tym kto zna nasze hasło, nie tylko do YouTube ale do innych usług Google.

Zgłosiłem natychmiast to konto jako podejrzane, ale tutaj pojawił się jeszcze jeden problem. System zgłaszania podejrzanych użytkowników nie jest doskonały. Mogę zgłosić przemoc, spam, obrazę uczuć i inne rzeczy, ale konta które wysyła maile z próbą wyłudzenia danych mogę zaznaczyć jedynie w kategorii problemów “inne”. To trochę mało. W dodatku mój system (Windows 7, Chrome, Norton 360) nie zająknął się nawet przez moment, że otwieram podejrzaną stronę – w nazwy super, hiper narzędzi do analizy, rozpoznawania, ochrony użytkownika nawet nie będę się zagłębiał – po prostu nie zadziałały.

Przy okazji, może zrobimy eksperyment, bo przyznam szczerze, nie do końca wiem jak działają i na ile skuteczne są programy do ochrony przed stronami wyłudzającymi dane. Poniżej jest adres tej strony – specjalnie nie podaję klikalnego linku, żeby ktoś się nie pomylił, trzeba go przepisać ręcznie z obrazka. Strona nie instaluje żadnego złośliwego oprogramowania, nie próbuje nic mieszać (chyba), czeka tylko na podanie naszego loginu lub hasła. Czy jakikolwiek system, program antywirusowy, przeglądarka ostrzega przed niebezpieczeństwem?

Uwaga, adres strony, która wyłudza login i hasło do konta Google. Wpisujesz na własną odpowiedzialność.

Posted in featured, internet, vlogosfera | Tagged , , , , | 13 Comments

Nie będzie krzykliwego tytułu – to wpis na blogu branżowym którego nikt nie czyta

Dyskusji o relacjach blogerów z firmami nigdy nie będzie za dużo, a każdy tydzień potrafi przynieść nowe sytuacje. Mam często okazję konsultować, czy też po koleżeńsku doradzać firmom lub blogerom co zrobić w danej sytuacji i “jak ogarnąć blogosferę”. To często niełatwa rola, bo trzeba zachować obiektywizm, rozsądek albo poinformować obydwie strony, że właśnie spotkały się u mnie :-). I mimo, że każda sytuacja jest inna to jest kilka prostych zasad:

– pomyśl trzy razy zanim użyjesz słowa prawnik w korespondencji z blogerem. Straszenie pozwem sądowym czy pismo od kancelarii to od razu +50 do “zajebistości” każdego blogera i najczęściej wsparcie internetowej społeczności – wszystko zależy od tego, jak bloger wykorzysta daną sytuację, w każdym razie paliwo na odpalenie bomby już ma. A niezależnie od tego czy to jest laska dynamitu, petarda czy kapiszon – hałas zawsze będzie. To też generator nagłówków “firma xxx pozywa blogera”, “bloger ujawnia tajemnicę”, “xxx chce cenzurować internet” itp. A ponieważ punkty “zajebistości” nie lubią próżni, to w momencie kiedy bloger je dostaje, ktoś je właśnie traci – pytanie “kto?” jest pytaniem retorycznym.

– jeśli jesteś firmą czy agencją pr i trafiasz na wpis, który może nie spodobać się Tobie lub Twojemu klientowi – trzymaj rękę na pulsie ale czekaj niczym William Wallace w Braveheart przed szarżą konnicy z pikami ukrytymi w trawie. Wyciągasz je tylko wtedy, kiedy jest to naprawdę konieczne i najczęściej w ostatnim momencie. Tym bardziej jest to istotne, kiedy blog jest mało popularny albo mocno branżowy – takich rzeczy nikt nie czyta, rozejdzie się po kościach :-) Ocena nie zawsze jest łatwa, bo czasem dotyczy szkła w pokarmie dla dzieci czy szczura chipsach, często to tylko mniej lub bardziej trafna opinia blogera albo branżowe gdybanie.

I tak pewnie jest w przypadku wpisu na blogu Treść jest najważniejsza Łukasz Jakóbiak, jego 20 m kw i agencja PR w tle – pojawia się wpis, straszenie prawnikiem, wpis znika, a potem pojawia się z komentarzem blogera o straszeniu prawnikiem. Lont odpalony. A dzisiaj jest bardzo ważny dzień dla samego Łukasza Jakóbiaka i agencji PR, z którą współpracuje – emisja odcinka programu Kuba Wojewódzki, w którym Łukasz jest gościem. Oczywiście w komciach może się pojawić zaraz mantra facebookowych narzekaczy, że Wojewódzki to gówno, TVN to POpłuczyny i kim jest ten Jakóbiak, że się pcha to Wojewódzkiego (mój ulubiony to “od 20 lat korzystam codziennie z internetu i pierwszy raz słyszę o gościu). Z punktu widzenia człowieka, który nagrywa sobie internetowy program w kawalerce (w wcale nienajwiększymi statystykami, ale z bardzo medialnym impetem) jest to jednak ważny etap i kolejny już po nominacji do Wiktorów sukces w mediach mainstreamowych. Poza tym, Łukasz nigdy tego nie ukrywał – jest to jego cel – dostać się do telewizji. A jeśli pojawia się sukces, to zawsze ma on wielu ojców, agencje public relations za to zawsze lubią być płodne. W ewentualnych pudelkowych* tekstach zatytułowanych tytułach typu “Jakóbiak jest produktem”, “Za Jakóbiakiem stoi sztab specjalistów od wizerunku” nikt się pewnie nie pochyli nad kwestią, że podczas branżowych konferencji dla specjalistów mówi się trochę innym językiem i nawet niejednoznaczne przypadki rozpatruje się jako case study, produkty medialne i analizuje się “strategiczne działania”. I najważniejsza kwestia, normalną sprawą jest fakt, że każdy kto się tak dynamicznie rozwija jak Łukasz, obraca się w medialnym świecie musi w pewnym momencie pracować ze specjalistami. Nawet u Kominka od dawna pracują Iwonki, niektórzy vlogerzy wspomagają się stałymi współpracownikami – co w tym dziwnego kiedy internetowy byt zacznie współpracować z agencją PR, managerem, kancelarią prawną, firmą od administracji bloga czy na końcu (to będzie słabe, ale tak będzie) administrowaniem swojego profilu na Facebooku? Inną sprawą jest to, że agencja pewnie skorzystała z okazji i podczas Kongresu Profesjonalistów PR w Rzeszowie pochwaliła się Łukaszem Jakóbiakiem jak swoim projektem (szkoda, że w tym roku nie dotarłem na Kongres, może gdzieś jest nagranie z tego wykładu).

W każdym razie wpis na blogu Treść jest najważniejsza trochę popsuł Łukaszowi i jego ekipie dzień, słyszę już szelest print screenów i czekam na tytuły w serwisach plotkarskich. Pisałem wcześniej o “pudelkowych” tytułach – zobaczymy czy na samym Pudelku też pojawi się jakaś szpila dla Jakóbiaka – Pudelek ma to do siebie, że jak się lubi z gwiazdami to jest słodko, jak miłość wygasa – zaczyna się rzeźnia już w samych tytułach. Do tej pory Łukasz żyje dobrze z Pudelkiem, zobaczymy co wygra – sympatia do Łukasza czy chęć nabicia klików.

Z blogerskiego podwórka też może być to ciekawy przypadek – bo to chyba pierwsza głośna sytuacja, kiedy jeden bloger (ok, youtubowy twórca) straszy drugiego prawnikami przekazując mniejszemu swoje punktu lansu. Otwartym pozostaje pytanie, ile punktów lansu zmieniło właśnie właściciela. Ale byłbym też bardzo ostrożny w umniejszaniu tego, co Łukasz Jakóbiak osiągnął sam, bo pamiętam jego początki i nasze rozmowy związane z pierwszymi krokami w youtubowym świecie.

Dla przypomnienia, nagranie z zeszłorocznej konferencji mediafunLAB, gdzie na kanapie zasiadły “internetowe produkty” i o swoich planach i patrzeniu na media opowiadają Lekko Stronniczy, Kuba Jankowski (jeszcze jako Matura to Bzdura), Cezik i Łukasz Jakóbiak.

Posted in blogosfera, featured, media | Tagged , , , , | 7 Comments

Press o YouTube

Kolejny materiał (ostatnio był Przekrój) o YouTube w prasie branżowej – tym razem Press. Ale szału nie ma, można spokojnie odpuścić te dwie strony – kilka faktów znanych każdemu, kto chociaż trochę liznął temat. Tekst bardziej do pisma albo ogólnego serwisu o internecie niż do magazynu branżowego. Że YouTube, że pieniążki, że reklamy, że AdBuster, Niekryty i Kotlety… jedyny plus jaki widzę, to kolejny głos świadczący o tym, że YouTube rośnie.

Posted in featured, vlogosfera | Tagged , , | 3 Comments

Przekrój – o vlogerach i polskim YouTube w tekście “Vlognation”

W najnowszym Przekroju (25 marca 2013) w sekcji “Grube sprawy” (!) znajdziecie spory, bo aż na 4 strony tekstu, z niewielką liczbą obrazków, artykuł o twórcach YuoTube i polskiej vlogosferze. Jest co prawda kilka sztandarowych przykładów zagranicznych, jak Ray William Johnson czy Michele Phan ale pojawiają się również nasi :-) Rock, Rojo, Paulina i Michał z Kotlet.tv, Lekko Stronniczy, Niekryty Krytyk, Marcy Shan, Shogun1978, Szymon Majewski.

Tekst autorstwa Sywlii Kawalerowicz ma za zadanie przybliżyć czytelnikom Przekroju społeczność vlogerów i pasję tworzenia filmów na YouTube, więc nie oczekujcie branżowych analiz i wróżenia z fusów – chociaż o subach, marce i pieniądzach na YouTube dość często wypowiada się w tym tekście niejaki Budzich. Znacie człowieka? Wszędzie się pojawia, kiedy mowa o YouTube :-)

Chociaż z punktowanym poradnikiem “Jak stworzyć popularnego vloga” mocno bym polemizował a wielu vlogerów sugerowałoby dokładnie odwrotne porady, niemniej polecam całość artykułu (najszybciej j najtaniej kupicie Przekrój w serwisie eGazety.pl – 2 zł)

Posted in blogosfera, featured, media, vlogosfera | Tagged , , , , | 4 Comments

Pyrkon 2013 – mediafunowym okiem

Wróciłem właśnie z Pyrkonu. Co prawda byłem na tej imprezie od piątku do soboty, dość selektywnie wybierając interesujące mnie punkty programu – ale jakoś nie czuję, żebym mógł powiedzieć: “byłem na Pyrkonie, a oto moja relacja”. Właściwie każda inna relacja, obejrzana czy przeczytana gdziekolwiek w sieci będzie jedynie niewielkim, subiektywnym fragmentem tej wielkiej imprezy. Myślę, że rozmach i tak bogaty program Pyrkonu (samo przewijanie i wstępne przejrzenie zabiera kilka dobrych minut) powoduje, że nikt nie był w stanie ogarnąć tego całego przedsięwzięcia. Najprawdopodobniej spotkacie się z opiniami skrajnie pozytywnymi jak i skrajnie negatywnymi – i każda z nich będzie po części prawdziwa.

Ale zacznijmy od początku, od wielkiego wkurzenia, które właściwie zawsze występuje, kiedy próbuję się dostać na jakąkolwiek imprezę odbywająca się na terenie Międzynarodowych Targów Poznańskich. Tym razem do kłopotów związanych z ogromną kolejką doszedł jeszcze wywalający się system, który blokował całą rejestrację na kilkanaście minut. Mimo, że byłem zaledwie 50 w kolejce, dotarcie do kasy zajęło mi ponad 1,5 godziny. Mamy 2013 rok, smartfony, kody QR, czytniki, internet i inne rozwiązania, a przede wszystkim tabun młodych ludzi, którym nie straszne są zakupy przez sieć i naprawdę nie rozumiem, dlaczego zakup biletu, który okazywał się prostym kodem kreskowym możliwy był tylko przy kasie, osobiście… ehh, to nawet konduktor w PKP zeskanuje mi bilet prosto z ekranu tabletu.

Mimo, że jestem fanem fantastyki (dobra, umiarkowanym) to nigdy nie jeździłem na konwenty i zloty s-f, nie ganiałem z mieczami i nie przebierałem się w stroje ze Star Wars. I tym razem pojawiając się na Pyrkonie skupiłem się na tych punktach programu, które dotyczyły YuoTube – a tych było kilka.

Pierwszego dnia odbył się pierwszy panel dotyczący specyficznej, a jednocześnie najpopularniejszej kategorii filmów na polskim YouTube czyli filmów z gier – Let’s Play – internetowa droga do sławy? W panelu udział wzięli:
– Andrzej – JJayJoker,
– Jacek “Skittles” Kułakowski,
– Jan “Sou Shibo” Adryański,
– Mikołaj LordScaremonger z kanału Freaky Gamerzz,
– Bartłomiej „Tivolt” Ratoń,
– Tomasz „Gimperr” Działowy,
– Kamil „CTSG” Popielski.

Sporo tematów zostało poruszonych. Z jednej strony twórcy, zagrajmerzy to prawdziwe gwiazdy polskiego YT, wystarczy posłuchać reakcji, popatrzeć na tłumy, które chcą autograf czy zbierają się licznie w jakiejkolwiek sali gdzie przebywają te osoby. Doświadczeni YouTuberzy doskonale znają medium w którym się poruszają, potrafią zarządzać społecznościami, potrafią planować i rozwijać swoje umiejętności – są prawdziwymi specjalistami w swojej dziedzinie. Z drugiej strony mam wrażenie, że zupełnie brakuje im świadomości tego jakim mocnym i wpływowym są medium, brak im biznesowego myślenia i myślenia o sobie jako i marce, produkcie. A chcą, czy nie chcą są oni elementem ogromnej biznesowej maszyny, w której pojawia się coraz więcej pieniędzy, coraz więcej poważnych zachowań niż tylko łapkowania filmów i zbierania “subów”. Być może wynika to z młodego wieku, niewielkiego doświadczenia z pracą czy prowadzeniu interesów, twórcy wciąż żyją trochę w utopijnej wizji YouTube jako miejsca do wrzucania fajnych filmów. A przykładów, że sytuacja zmienia się coraz bardziej jest coraz więcej i przychodzą coraz szybciej. W jednym z pytań z sali pojawił się wątek twórcy YT do którego zgłosiła się firma z żądaniem usunięcie nieprzychylnej recenzji pod groźbą konsekwencji prawnych – jak na takie sygnały reagują doświadczeni youtuberzy? Padła odpowiedź, że lepiej usunąć… I teraz pojawia się pytanie, czy yotuberzy mają na tyle jaja, żeby przeciwstawić się takim cenzorskim zakusom. O czym świadczy takie żądanie od producenta gry? Że firmy traktują wciąż gameplaye czy recenzje jako “wrzucanie filmików z pasji”. Raczej szybciej niż później przyjdzie zderzenie z rzeczywistością, zwłaszcza jak młody człowiek zaczyna być samodzielny, wynajmuje mieszkanie i rezygnuje z obiadków u mamusi.

Jeśli czytają ten tekst młodzi twórcy YT, to odpowiedzcie sobie pytanie – czy bardziej sensowne jest połączenie swojej pasji z zarabianiem pieniędzy na YouTube, czy też tworzenie filmów dla idei, nagrywanie i montowanie materiału przez setki godzin (“bo robię dla idei i brzydzę się pieniędzmi”) i potem zasuwanie na 10 godzin do “normalnej” pracy. Która z tych dwóch postaw jest bardziej frajerska? Swoją drogą, jak wielu obserwuje vlogerów, którzy na wizji mówią i pasji, naturalności i robienia filmów dla widzów – poza kamerą albo swoimi działaniami w sieci udowadniają, że mają mocno spięte poślady, parcie na szkło o obsesję na punkcie lajków i kolekcjonowania widzów. Mam nadzieję, że wielu z tych, których sam subskrybuje obudzi się z tej ułudy.

Zerknijcie na 1:35 minut tego panelu, pojawia się tam wątek marki i świadomości medium – i całkiem fajne odpowiedzi JJayJokera i CTSG na moje zarzuty, komentarz Krzysztof Woźniak z PC Format oraz Remigiusza “Rocka” Maciaszka.


Wersja mp3.

Z pewnością kwestie marki i biznesowe funkcjonowanie na YouTube będziemy poruszać podczas tegorocznego mediafunLAB – ten odbędzie w drugiej połowie maja – szczegóły już niedługo na blogu :-)

Kolejny panelem dyskusyjnym, który odwiedziłem (to już w sobotę) była dyskusja o trendach w grach komputerowych. Prowadzącym był Mateusz “Arasz” Araszkiewicz a odpowiadali o pytania:
– Remigiusz “Rock” Maciaszek,
– Patryk “Rojo” Rojewski
– Kamil „Seto” Zawodny
– Tomasz „Quaz” Drabik

Właściwie dyskusja i pytania dość proste, odpowiedzi przewidywalne – od pogawędka o tym co się dzieje w świecie współczesnych gier – myślę, że dla osób zgromadzonych na sali większość tematów była dość oczywista. Było przyjemnie posłuchać doświadczonych graczy, ale nic ponadto… poza tym, że ledwo przeżyłem :-)


Wersja mp3.

Ale nie z winy dyskusji czy prowadzących panel, ale z racji organizacji. Nie wiem czy nie było większego miejsca, ale kilka godzin, w sali na której zmieści się może 100 osób, w gośćmi, których ogląda kilkaset tysięcy osób w sieci spowodowało, że ścisk na jeden metr kwadratowy sali był większy niż w stolicy Indii, nie mówiąc o braku tlenu i temperaturze.

Jest też pewną nauczką, dla organizatorów imprez, którzy zapraszając popularne postacie z YouTube i chcą prowadzić merytoryczną dyskusję, muszą się liczyć z tym, że salę, owszem da się zapełnić, ale raczej fanami, łowcami autografów i dziećmi chcących zobaczyć swoich idoli. To nie zawsze sprzyja merytorycznej rozmowie i komfortowi dyskusji

Ostatni panel dyskusyjny na którym dałem radę wytrzymać (warunki jeszcze gorsze niż poprzednio :-) dotyczył YouTubowego Show. Prowadzącym był Mateusz “Szakal” Skitek a na pytania odpowiadali:
– Marek “AdBuster” Hoffmann,
– Darek “SciFun” Homffan,
– Krzysztof Gonciarz,
– Patryk “Rojo” Rojewski
– Marek Pyrka – powiedzmy, że Pyta.pl

Dyskusji jak zwykle możecie sobie posłuchać poniżej.


Wersja mp3.

Chciałem tylko skomentować małą prowokację Pyta.pl, której przedstawiciele zostali zaproszeni do dyskusji, ale zamiast ekipy znanej z YT, do panelu usiadł pan Marek, którego zadaniem było sabotowanie dyskusji i opowiadanie suchych kawałów.
I właściwie sam pomysł prowokacji był całkiem sensowny, podobało mi się. Pyta.pl, której produkcje w większości polegają na zadawaniu żenujących pytań, prowokacji podczas demonstracji czy różnych konferencji, nagle stają przed publicznością, która lajkuje, subskrybuje ich filmy, ale ta sama publiczność chce ich po chwili tak samo wyrzucić z sali, jest zażenowana ich wystąpieniem jak “ofiary” ich filmów. Szkoda tylko, że do tej prowokacji posłużyli się panem Markiem, który pełnił rolę “żula” – i pewnie to spowodowało mocną konsternacje wśród panelistów i wkurzenie publiczności. Ale Pyta, to Pyta i właśnie takimi działaniami zapracowali sobie na swoją markę.

Niestety, ze względu na tłok i temperaturę nie dałem rady dotrwać do ostatniego panelu, na którym chciałem być – dotyczącego współczesnych mitów zarabiania w internecie. Jeśli gdzieś opisywaliście swoje wrażenie, albo macie nagrania podlinkujcie poniżej.

I ostatnia moja obserwacja dotycząca Pyrkonu, młodych ludzi i nowych mediów. Zerknijcie na frazę lub hashtag #pyrkon na Twitterze… niestety, niewiele. Jak na tak dużą, trzydniową imprezę (kilkanaście tysięcy ludzi), na której większość ludzi to internetowi bywalcy, ze smartfonami w ręku, komunikacja w liczbie kilkudziesięciu twittów to bardzo niewiele. Wbrew różnym opiniom, badaniom o Twitterze jako narzędziu komunikacji w Polsce – wyniki z Pyrkonu powinny dać wielu specjalistom od mediów mocno do myślenia przed rzucaniem kolejnych tez o popularności tego serwisu. Wciąż pozostaje on w branżowych niszach (branża SM, dziennikarze) u trudno mi się przebić do świadomości zwykłego konsumenta.

To tyle z mojego pobytu na Pyrkonie, miło było spotkać sporo znajomych twarzy, przybić sporo “piątek” i spotkać się z widzami lub czytelnikami bloga. Jeśli trafiliście na jakieś relacje i obserwacje z Pyrkonu, które chociaż trochę zahaczają o mediafunową tematykę, podrzućcie je w komentarzach. Za rok chyba jakoś bardziej sensownie zaplanuję swój pobyt na Pyrkonie.

Posted in featured, vlogosfera | Tagged , , | 5 Comments

YouTube – korporacje, zarobki i współpraca według pewnego Buraka

Mam bardzo ambiwalentny stosunek do kontrowersyjnych opinii, których autor schowany jest za maską anonima. W wielu przypadkach w ogóle się dla mnie nie liczą i trudno je poważnie traktować. Większość argumentów, dla których autor decyduje się wybrać drogę kontrowersyjnego anonima, według mnie świadczą jednak na jego niekorzyść – ale to temat, który poruszę w osobnym wpisie.

Jedną z takich anonimowych, kontrowersyjnych youtubowych osobistości jest Brzydki Burak aka Buraczek Cebulaczek aka Dupa Słonia aka wiele innych nicków, które bardziej dobiera dla zabawy, bo głos pozostaje ten sam. Z Brzydkim Burakiem jest jednak trochę inaczej. To faktycznie postać, która nie występuje pod nazwiskiem, niewielu wie jak właściwie wygląda, jednak większość znanych youtubowych twórców miała z nim kontakt, możliwość rozmowy albo była bohaterami jego filmów (w lepszym lub gorszym świetle).

Dla tych z Was, dla których Youtube to wciąż śmieszne filmiki i Niekryty Krytyk, najlepszą analogią będzie chyba porównanie do Kominka – od czasu do czasu komuś przywali, kogoś nazwie debilem lub złodziejem, ale jest też autorem wielu interesujących prowokacji, odważnych tez i ma wpływ na kierunek w jakim rozwija się polska vlogosfera. Może wpływ zdecydowanie przesadzony jak został kiedyś przedstawiony w filmie Shoguna, ale przez dobry kontakt z wieloma vlogerami Brzydki Burak ma bardzo szeroką wiedzę jeśli chodzi o polski YouTube – zarówno w zakresie wysokości zarobków, mechanizmów YouTube, umów z partnerami i wieloma, wieloma aspektami działalności w tym serwisie, które dla wielu są czarną magią. Ponieważ sporo aktywnych twórców YouTube to bardzo młode osoby, bez doświadczenia z pracą, współpracą biznesową czy nawet świadomości własnej marki czy potencjału – Burak jest dla nich swego rodzaju drogowskazem (albo batem) – to ten typ, którego można nienawidzić, ale zawsze się zagląda, żeby wiedzieć co ciekawego tym razem ma do powiedzenia.

Tym razem Brzydki Burak poruszył temat partnerstwa i współpracy z sieciami reklamowymi a właściwie pośrednikami sprzedaży reklam w tym serwisie, w YouTubowym slangu nazywanymi korporacjami. Przy okazji dla wielu youtuberów korporacja = Agora :-) W filmie pada sporo ostrych słów pod adresem firm i osób, które jednak nie są wymienione z nazwy. Nietrudno jednak się domyślać, że chodzi o Agorę (która obsługuje wielu youtubowych twórców) czy też innych pośredników jak Full Screen czy Machinima. Dostaje się też ekipie Matura To Bzdura, Lekko Stronniczym i Niekrytemu Krytykowi. I absolutnie nie chcę tutaj wywoływać do tablicy bohaterów tego materiału – anonimowe oskarżenia i zarzuty można z czystym sumieniem zignorować i nikt rozsądny nie powinien mieć pretensji do sytuacji, kiedy adresat nie będzie chciał w ogóle komentować takich zarzutów. Niestety, ale anonimowy oskarżyciel sam stawia się w takiej pozycji.

Jak zresztą podejrzewam, Brzydki Burak wcale nie chce jakiejś dyskusji czy wojny na argumenty – naświetla pewną atmosferę jaka panuje na polskim poletku video. I tak bym traktował najnowszy materiał od Brzydkiego Buraka, chociaż jestem przekonany (co sam podkreśla) ma wiele argumentów, którymi może podeprzeć swoje wnioski. Z wieloma się zresztą zgadzam, zwłaszcza jeśli chodzi o wybór między bezpośrednim partnerstwem z YouTube a pośrednikami – przynajmniej w kwestii rozliczeń. Podejrzewam też, że YouTube będzie rozwijał właśnie ten kierunek współpracy – bezpośrednie partnerstwo, a wraz ze wzrostem budżetów reklamowych przeznaczanych na kampanie w tym serwisie, walka o twórców atrakcyjnego contentu będzie coraz bardziej ostra.

Polecam poświęcić 25 minut na ten materiał.


Opis filmu od autora: Na podstawie rozmów z 60 (!) partnerami korporacyjnymi i analizie 21 umów (w 26 wariantach). W okresie dwóch lat do grudnia 2012.

Posted in blogosfera, featured, vlogosfera | Tagged , , , | 3 Comments

Tatar firmy Sokołów – wiesz co jesz czyli anatomia kryzysu z vlogerem w tle

Dla wszystkich fanów, przeciwników bądź obserwatorów kryzysów w mediach społecznościowych może trafić się ciekawe studium przypadku do obserwowania kryzysu na żywo. Może być to też ciekawa lekcja jak się rodzi kryzys, kiedy, jak i czy w ogóle, firma powinna reagować – zwłaszcza w kontekście ostatnich afer związanych z końskim mięsem czy “recyklingiem” zepsutego mięsa w jednym z zakładów mięsnych.

O co chodzi? O podejrzanie zachowujący się produkt firmy Sokołów – Tatar wołowy. Według tego co pisze producent na stronie kupując tatar wołowy z Sokołowa otrzymujemy:

Wyśmienity półprodukt przygotowany z najwyższej jakości mięsa wołowego służący do przyrządzenia prawdziwie polskiego dania, jakim jest tatar. Mięso jest już odpowiednio przyprawione. Wystarczy tylko dodać żółtko jajka, pokrojoną w kostkę cebulkę, ogórek kwaszony i ewentualnie grzybki konserwowe, wszystko wymieszać i wspaniałe danie jest już gotowe.

Pierwsze sygnały, że może się coś szykować pojawiły się 6 lutego na fanpage Sokołów. Jeden z popularnych kulinarnych youtuberów, autor serwisu Kocham Gotować wrzucił efekt swojego eksperymentu.

Zdjęcie nie wzbudziło większego zainteresowania, kilkanaście komentarzy, kilkadziesiąt “lajków” i kilka ponownych udostępnień. Sprawa warta monitorowania ale z jakąkolwiek publiczną reakcją bym się wstrzymał, dokładnie tak jak zrobiła to firma Sokołów. Dlaczego? Samo zdjęcie niewiele mówi, ot zestawione ze sobą dwa produkty, niewiadomo jakiego pochodzenia, jak przygotowane, można by je podpisać dowolną marką. Może nie wygląda to apetycznie, ale daleko jest do jakiegokolwiek solidnego testu, porównania – mnóstwo jest czegoś takiego w sieci. Dla mnie, jako konsumenta, ten obrazek nie wnosi wiele informacji, nic nie wyjaśnia – może być to jakaś prowokacja, żart internauty. Na miejscu firmy rozważałbym też, czy w ogóle kontaktować się z autorem i wyjaśniać sprawę. Nie ma co na siłę pompować uwagi, pieścić ego vlogera – pojawia się iskra, gaśnice trzymamy w pogotowiu, ale prawdopodobnie sama zgaśnie – i tak też się stało.

Temat umarł.

Aż do dzisiaj, kiedy tatar z Sokołowa powrócił w formie video. Polecam obejrzeć całość.

Autorem filmu jest ten sam człowiek od obrazka sprzed miesiąca – Piotr z Kocham Gotować – bardzo popularnego kanału na YouTube (prawie 100 tysięcy subskrybcji) – zwycięzca polskiej edycji konkursu YouTube NextUp.

Co to oznacza? Ze droga od blogera, do mediów i kryzysu wizerunkowego może przebiegać następująco (przynajmniej taką ścieżkę ostatnio obserwuję coraz częściej):
1. Film pojawia się w sieci (nie musi być popularny, byle był kontrowersyjny);
2. Trafia na Wykop.pl, najpierw do sekcji “wykopalisko” a potem na główną stronę serwisu, zyskuje popularność, ludzie klikają, rozsyłają dalej;
3. Po drodze może na niego trafić cierpiący na bezsenność bloger ale i to nie jest koniecznie, ponieważ od 6-7 rano zaczynają “czesać” wykop media workerzy w różnych serwisach internetowych;
4. Do kryzysowej ścieżki “genezy kryzysu social medial” dołączył ostatnio serwis NaTemat.pl, który dość szybko wyłapuje z sieci ciekawe sprawy i wrzuca to na główną. Jeśli to się nie uda, to albo media workerzy, dziennikarze czy też “jak donoszą czytelnicy” opiszą to na stronach gazeta.pl lub w innych popularnych newsowych portalach;
5. Duża firma, afera, produkt dla konsumentów i wizualna kontrowersja – idealny temat na wieczorne wydanie Faktów, lub przynajmniej wzmianki w dziennych serwisach informacyjnych stacji TVN24.

I spora afera gotowa, zwłaszcza że temat zepsutego mięsa, mięsa z “niespodzanką” jest ostatnio bardzo na czasie.
Piszę ten tekst o godz. 8 rano – mimo, że film został umieszczony w sieci późnym wieczorem, jest już na głównej stronie Wykopu, ma już kilkanaście tysięcy wyświetleń oraz udostępnienia na Facebooku, w tym na fanpage firmy Sokołów.

To zdecydowanie najwyższy czas na reakcję firmy a przynajmniej na zaplanowanie działań i przygotowanie na kontakt z mediami. Zwłaszcza, że media lubią podkręcać atmosferę określeniami typu “firma odmawia jakichkolwiek komentarzy” czy też nagrywając głuche telefony, zablokowane bramy wjazdowe do zakładu, drzwi do gabinetu dyrektora zamknięte na głucho czy ekipy telewizyjne przeganiane przez ochroniarzy.

Oczywiście do samego testu można by się w kilku miejscach przyczepić. Szkoda, że Piotr z Kocham Gotować nie podał składu podanego na etykiecie tego tatara. Mógł też, wiedząc, że kręci kontrowersyjny materiał, starać się wyjaśnić niektóre procesy chemiczne – być może (nie znam się) niektóre substancje które służą do zabezpieczenia surowego mięsa właśnie tak się zachowują podczas obróbki cieplnej. Jestem też przekonany, że wszystkie substancje chemiczne podane na opakowaniu mięsa (to właściwie jest półprodukt a nie 100% mięso) są dopuszczone do obrotu w Polsce, spełniają normy itp. Ale jako konsument nie znam się na tym, nie muszę się znać na procesach chemicznych, widzę tylko niepokojący obrazek (zwłaszcza, że całkiem niedawno jadłem dokładnie tatar przyrządzone z mięsa z Sokołowa) i z pewnością, to co zobaczyłem na filmie Piotra odebrało mi jakąkolwiek ochotę na dalsze eksperymenty z tym mięsem.

Nie mam możliwości sprawdzić etykiety tego produktu, ale w sieci znalazłem taki skład (będę wdzięczny jeśli ktoś z Was będzie mógł bo potwierdzić)

mięso wołowe (88%), regulator kwasowości – E325, E331, sól, olej rzepakowy, błonnik z grochu, skrobia z grochu, maltodekstryna, ekstrakty i olejki eteryczne przypraw, przeciwutleniacz – E301, hydrolizat białka sojowego, glukoza, substancje wzmacniające smak i zapach – E621, ekstrakt drożdżowy, aromat, substancja konserwująca – E250.

Reakcja firmy jest więc jak najbardziej wskazana – oczywiście pomoże youtuberowi w zyskaniu popularności, wzrostu oglądalności samego filmu nie zatrzyma, ale może złagodzić kryzys i być może planowane publikacje czy wydźwięk reportażu w telewizji. Czas start :-)

Strony które warto dzisaj obserwować:
Fanpage firmy Sokołów (5445 fanów): www.facebook.com/sokolowfanpage
Fanpage Kocham Gotować (68 444 fanów): www.facebook.com/kochamgotowac
Film KG ocenia Sokołów Tatar Wołowy 230g (11 tys. wyświetleń): http://youtu.be/QWdjYIL6hF4
Strona Kocham Gotować www.kocham-gotowac.pl
Strona firmy Sokołów: www.sokolow.pl

Posted in media | Tagged , , , , , , , , | 28 Comments

Wspólne akcje, kooperacje, dialogi – takie rzeczy tylko na YouTube

Całkiem interesująco zaczyny się robić na polskim youtubowym poletku. Mimo że jest jest o wiele mniejsze i młodsze niż polska blogosfera to znajdziemy tam mnóstwo emocji, pozytywnych i wspólnych vlogerskich projektów, inicjatyw, które pokazują jak młodzi ludzie wspólnie wykorzystują media społecznościowe. Jest też sporo negatywnych emocji, szamba i trolowania, którego nie powstydziłby się sam Arnold, ale mimo wszystko mam wrażenie, że idzie ku lepszemu.

Właściwie szybciej niż myślałem zaczną powstawać coraz większe projekty, coraz więcej uwagi i pieniędzy będą wykładać reklamodawcy – jest na tym „terenie” jeszcze mnóstwo niewykorzystanego potencjału, a wśród branży reklamowej i klientów serwis YouTube jest wciąż postrzegany jako miejsce składowania śmiesznych filmików, gdzie można wrzucić mniej lub bardziej czerstwy viral czy umieścić kopię reklamy telewizyjnej z celebrytą i modlić się aby zadziałała.

Niedawno grupa vlogerów wyprodukowała polską wersję niezwykle popularnego virala z listopada 2012 roku – Dumb Ways to Die (ponad 40 milionów wyświetleń). Polska wersja to projekt bez większego przesłania, ba, promuje akcję australijskiego metra dotyczącą bezpieczeństwa na torach – ale ważniejsza była tutaj wspólna praca, wyprodukowanie materiału, załatwienie pozwoleń i licencji i efekt końcowy.

W swoim formacie nie zamykają się też twórcy kanału Matura to Bzdura. Wspólnie z Radkiem Kotarskim autorem programu Polimaty stworzyli nowy program Historia i ciekawostki edukacji.

To program, który będzie ukazywał się co dwa tygodnie i będzie przedstawiał systemy edukacyjne, które obowiązywały w dawnych czasach, od starożytności, przez czasy edukacji Kopernika, Einsteina czy Rewolucji Przemysłowej. Wspólny projekt Matura to Bzdura i Polimaty jest zaplanowany co najmniej do wakacji – właściwie tak jak w telewizji, obowiązują te same ramy czasowe, do których przyzwyczaiły nas telewizyjne ramówki. Oprócz YouTube i wspólnej promocji w mediach społecznościowych, odcinki historycznych ciekawostek będą pojawiały się na stronach gazeta.tv

Wczoraj Patryk „Rojo” Rojewski, popularna i jednocześnie kontrowersyjna postać świata gameplayerów uruchomił projekt T@rcza, w którym udowadnia i wskazuje pozytywne elementy, które gracze mogą wynieść z korzystania z gier. To materiał mocno w kontrze do wizerunku jaki budują graczom media, zazwyczaj kiepskimi albo uproszczonymi materiałami, które powstają zazwyczaj po jakiejś strzelaninie czy innej tragedii z udziałem szaleńców. Rojo zebrał 14 T@arcz – argumentów, ale podejrzewam, że projekt będzie zbierał ich jeszcze więcej, wspólnie ze społecznością Roja, która liczy ponad 300 tysięcy (tyle osób subskrybuje kanał Roja).

Mogę jedynie żałować, że wielu vlogerów ogranicza się tylko do działalności na YouTube, wspierając się komunikacyjnie Facebookiem. Wiele interesujących rzeczy poruszanych w takich vlogach jak ten, trafiło by do szerszego grona (a przede wszystkim do grona, na którym zależy inicjatorom tej akcji) gdyby pojawiały się również w wersji tekstowej.

Jakiś czas temu nagrałem vloga komentując pojawienie się Szymona Majewskiego na YouTube. Jestem fanem i kibicuję Szymonowi od samego początku jego kariery telewizyjnej, ale jego kopia telewizyjnego show „biednie” zaadaptowanego na potrzeby YouTube nie przypadła mi do gustu.

YouTubowy Show Szymona Majewskiego nie spełnił oczekiwań innego vlogera, Remigiusza „Rocka” Maciaszka, z czym podzielił się ze swoimi widzami w swoim poranno-wieczornym vlogu.

I proszę, doczekał się odpowiedzi video od samego Szymona Majewskiego. Ehhh, gdyby tego rodzaju film pojawił się na samym początku funkcjonowania Szymona na YouTube, myślę, że zostałby on zupełnie inaczej przyjęty. Bo właśnie nie w formie show ale vlogową bezpośrednią wypowiedzią skierowana do popularnego vlogera, dialogiem z widzami – tak się zdobywa „szacun na dzielni” :-)

Gadanie z vlogerami, wspólne nagrania, (hejt też :-) zawsze pomaga, podoba mi się, widzom Rocka jak i obserwatorom YouTube również.

Podobne pozytywne reakcje zebrało nagranie Tomasza Lisa skierowane wprost do mnie. Media i blogi branżowe od razu to podłapały, że gwiazda mediów pochyliła się nad opinią autora wesołego blogaska. A wszystko to dotyczyło startu projektu Tomasza Lisa, który wtedy owiany tajemnicą i plotkami ostatecznie przyjął formę NaTemay.pl

A to odpowiedź Tomasza Lisa na moje wątpliwości.

Tego typu odpowiedzi, dialog video zawsze pozytywnie działa, w społeczności vlogerów występuję dość często, ale nie wiem czy w przyszłości będzie on główną osią kontaktów – być może wyprą go jednak spotkania i rozmowy live – stale rozwijające się serwisy do video streamingu jak i sam Google Hangout umożliwiają taką komunikację za pomocą jednego kliknięcia.

Gdybyście jednak chcieli, jako marka, firma, CEO, lub widz odpowiedzieć kiedyś vlogerowi swoim materiałem video to warto jeszcze pamiętać o jednej rzeczy. Nagranie wrzucacie na swoje konto i jednocześnie w komentarzu pod filmem adresata dodajecie ten fim jako komentarz video. Jeśli vlogera pozwala na umieszczanie komentarzy video (w większości tak jest, często jest jednak wymagana akceptacja takiej video odpowiedzi przez vlogera) to Wasz materiał pojawi się tuż pod filmem do którego się odnosicie. Tak powinien zrobić zarówno Szymon Majewski jak i Tomasz Lis, żeby ich odpowiedź miała większy efekt (bo do samego adresata i tak jakoś w końcu dotrze).

Ale to wszystko i tak dopiero początek tego co będzie się działo na YouTube i w formule przekazu video. Duże projekty, coraz ciekawsze budżety dopiero nadchodzą, polska społeczność YouTube, mam wrażenie dopiero wychodzi z wieku niemowlęcego – będzie więc jeszcze sporo upadków jak i zabawnych historii, ale wszystko idzie w bardzo dobrym kierunku – warto obserwować i trzymać rękę na pulsie.

Posted in featured, vlogosfera | Tagged , , , , , , , | 3 Comments

O Niekrytym Krytyku i jego zeznaniach – przemyślenia mediafuna

Wiedziałem, że to tylko kwestia czasu zanim dorwę książkę Macieja Frączyka „Zeznania niekrytego krytyka”. Kibicuję i śledzę wszelkie pozainternetowe aktywności ludzi, których spotykam w internecie, więc ucieszyła mnie wiadomość, że kolejna internetowa osobowość wydała książkę.

Ale muszę Wam się na początku przyznać, że po książce Niekrytego nie spodziewałem się wiele, kupiłem ją trochę z obowiązku oraz żeby przekonać się, że miałem rację co do jej słabej jakości (i oczywiście ponarzekać na nią na blogu). Kiedy zamówiona książka w końcu do mnie dotarła, na miesiąc powędrowała na półkę w oczekiwaniu na swoją kolej. W tym czasie przed oczami, na różnych portalach mignęło mi kilka opinii i krótkich recenzji – specjalnie się w nie nie wczytywałem aby się nie sugerować, ale generalnie, na pierwszy rzut oka były to bardzo dobre recenzje, wręcz pełne zachwytu.

W sumie nic dziwnego, dzisiaj Niekryty Krytyk to nie tylko najpopularniejszy kanał na polskim YouTube, to również księgarnia, sklep z koszulkami oraz własna audycja (nie wiem czy wciąż, nie słucham radia) na antenie Radia Zet. Mimo tego, że (odnoszę takie wrażenie) formuła programu Niekrytego Krytyka trochę się już przejadła w sieci. Nic nowego, po prostu kolejne przewidywalne odcinki – pojawia się kolejny popularny mem w stylu mięsnego jeża czy chytrej baby z Radomia Niekryty robi o tym odcinek. Ale wciąż jeśli chodzi o oglądalność mamy Niekrytego Krytyka i długo, długo nic. To olbrzymi potencjał i wciąż liczne grono oddanych fanów (i hejterów) również – książka jest więc kolejnym etapem rozwoju postaci którą stworzył Maciej Frączyk oraz prostym sposobem na monetyzację popularności.

Z Niekrytym mam jeszcze jeden problem. Jest postacią, która doskonale wie jak wykorzystać media społecznościowe, od zera zbudował swoją olbrzymią popularność – z drugiej strony jest jakby niedostępny, oddalony trochę niczym gwiazdy telewizji oddzielone szklanym ekranem. W swoich produkcjach zwraca się bezpośrednio do widzów, namawia do aktywności itp. ale nie widzę tam człowieka. Nie wiem czy to popularność, liczba durnych propozycji, maili od fanów i hejterów (pamiętajcie, że Niekryty pracuje na innej skali niż jakikolwiek znany polski „youtuber”) powoduje, że Niekryty jest taki wycofany. Może to po prostu jakaś niechęć do ludzi, cecha charakteru albo przemyślana strategia (z książki wynika, że strategia, ale może jest coś tam więcej). Być może, na żywo Niekryty nie jest już taki zabawny, z książki wynika, że po prostu skupia się na swojej robocie i nic innego go nie interesuje. I nie chodzi mi wcale o lansowanie się na konferencjach branżowych, organizowanie zlotów fanów czy występowanie w telewizjach śniadaniowych, ale jeśli spojrzycie na Krzysztofa Gonciarza, który wykreował kilka postaci, Sylwestra Wardęgę czyli Superbohatera, który również kręci vlogi czy robi live z widzami czy w końcu Lekko Stronniczych do zrozumiecie o jaki rodzaj relacji mi chodzi. U Niekrytego tego nie ma. Szanuje ten wybór i podziwiam konsekwencje, ale jednak w całej postaci Niekrytego brakuje mi takiego ludzkiego, kumpelskiego pierwiastka.

Ale miało być trochę przecież o książce :-)
Z książką „Zeznania Niekrytego Krytyka” mam ten sam problem co ze współczesnymi grami fps – wystarczają na jeden wieczór. Z książką właściwie jest jeszcze gorzej a moje pojęcie „czyta się jednym tchem” zostało przewartościowane – niecałe 2 godziny później (z przerwą na herbatę) i byłem na ostatniej stronie. Zresztą pierwsze wrażenie też nie było najlepsze… zaledwie 130 stron w cenie ok. 30 zł, pisane dużą czcionką ze sporymi odstępami. Brakowało jeszcze takiego dmuchanego papieru stosowanego często aby książka sprawiała wrażenie grubszej. Dopiskiem do tytułu, sugerującym, że zeznania Niekrytego są „nieocenzurowane” nie ma co się przejmować – zupełnie nic nie oznacza. Trochę dziwny język, chyba młodzieżowy (a niech to dunder świśnie, wiedziałem, że w pewnym wieku napiszę coś takiego… młodzieżowy – nie rozumiem) przez pierwsze dwa rozdziały nie wiedziałem do końca co czytam, wspominki, sugestie, przemyślenia, jakiś dialog z czytelnikiem, chaotycznie i bez składu. Ale przebrnąłem, dalej było trochę lepiej.

Z książki dowiemy się trochę o początkach Frączyka, o powodzeniach i niepowodzeniach w szkole – wspominki podane są jednak w dość oszczędnej formie. Przeplatane trochę ni to felietonami ni to przemyśleniami, a to na sprawy edukacji młodych ludzi, relacji damsko-męskich (stary dowcip – a teraz rozdział o kobietach – puste strony), o hejterach, piratach i pomaganiu szczęściu. Ciężko w sumie powiedzieć o czym jest ta książka… może zabrakło jakiejś redaktorskiej dyscypliny.

Plusem, który jednak szybko został przeważony przez minusy są kody QR, które pojawiają się w kolejnych rozdziałach. W książce gwiazdy internetu przeniesienie czytelnika do treści video to moim zdaniem niezbędny dodatek – brakowało mi tego w książce Krzysztofa Gonciarza. Kody QR lub proste odnośniki typu www.mediafun.pl/film1 to nienajgorsze rozwiązanie. Niestety, w książce Frączyka odnośniki przenosiły głównie to teledysków lub fragmentów filmów do których odnosił się w treści, odnośniki do jego własnych produkcji można policzyć na palcach jednej ręki. A szkoda, bo to doskonała okazja, żeby zaszyć w książce, jakieś video specjalnie dla czytelników – w końcu to dla nich książka.

Swoją drogą, jestem ciekaw, dla ilu czytelników tej książki taki obrazek z informacją „zeskanuj kod” jest zupełnie nieczytelny. Jaki kod? Zeskanować? Czym? Skanerem?

Szybko się przekonałem, że to nie jest książka dla mnie… ale czy jest w niej coś ciekawego, oprócz możliwości zbliżenia się do postaci Niekrytego Krytyka i dotknięcia go na chwilę przez papier? Jest kilka fragmentów, które szczególnie chciałbym polecić młodym ludziom, zanim sięgnięcie po książki amerykańskich miliarderów i innych byznesmenów piszących o sukcesie i myślących dolarami. Świetny jest list dzisiejszego Frączyka do młodego Frączyka, zaczynający się od słów „Ty debilu”. Warto przeczytać. Bardzo motywujący jest rozdział o poznawaniu poznawania czyli o edukacji, nauce, własnym rozwoju – również szczerze polecam. Podobała mi się również konsekwencja i stawianie warunków podczas negocjacji z Radiem Zet (przez wielu widzów Niekrytego i chyba przez niego samego też porównywane do tego jakby złapało się boga za nogi) – jest olbrzymią satysfakcją móc robić swój program dokładnie tak jak się chciało w medium, które nie raczej wolałoby co nieco sformatować. Pewnie sporo młodych ludzi odnajdzie dla siebie sporo takich smaczków. Ja je wypisałem tutaj trochę na siłę.

Dla kogo więc jest książka Maćka Frączyka? Wiem, że pewnie niektórzy z Was się na mnie obrażą, ale, szczególnie polecam ją:
– fanom Niekrytego Krytyka, którzy nie skończyli jeszcze 18 lat (albo 16);
– wszystkim tym, którzy w 2012 nie przeczytali żadnej książki lub kartkowali tylko streszczenia lektur – być może wyzwanie w postaci „Zeznań Niekrytego Krytyka” pozwoli wam wrócić na ścieżkę poznawania świata poprzez książki. Jeśli dotarliście do tego miejsca to tak jakbyście przeczytali 1/20 książki Niekrytego (poważnie, policzyłem).

Wszyscy pozostali – kupujecie tę pozycję na własne ryzyko i pod warunkiem, że jesteście gotowi na książkę trochę bez pomysłu, niepoukładaną i napisaną dla pieniędzy. Możecie ją kupić tutaj za 28 zł… albo za 69,99 zł za książkę z autografem. Nie, to nie żart, za autograf Niekrytego Krytyka trzeba dopłacić ponad 40 zł, sprawdzałem dwa razy jak to zobaczyłem. To jest mega słaby ruch, nie podoba mi się to zupełnie. Cztery dychy można zainwestować w coś zdecydowanie bardziej sensownego. Świat, w którym kupuję w sklepie książkę bez autografu, a ten ewentualnie mogę zdobyć na spotkaniu z autorem, targach książki czy jakiejś inne okazji i możliwości uściśnięcia dłoni jest dla mnie bardziej zrozumiały.

Maciek Frączyk zapowiedział właśnie kolejną książkę, szkoda, że już na początku prosi o pomysły od widzów – nie wróży to niestety poprawy jakości (obym się mylił) ale że sprzeda się dobrze, to tego jestem pewien.

Posted in featured, vlogosfera | Tagged , , , , | 3 Comments

Webshows – recenzja, wrażenia, przemyślenia o książce Krzysztofa Gonciarza

Nie wiem jak to się dzieje, ale wśród ludzi, których znam jest coraz więcej autorów książek. Ciężko mi określić ile punktów lansu za takie znajomości przydziela Paweł Tkaczyk i jak to odznaczyć w Kloucie. W każdym razie, gdybym był złośliwy, mógłbym powiedzieć, że zapanowała moda na pisanie książek. Mógłbym też powiedzieć, że autorom to się już w dupach poprzewracało, już autolajkowanie, znajomi na fejsie czy lans na konferencjach nie wystarcza i trzeba napisać książkę.

Chcesz być social media guru – pisz książkę – jestę autorę!

Można mieć więc obawy, że dzisiejsze książki o mediach społecznościowych to tylko autoerotyka autorów – wrzucone między okładki mądrości z fejsa i blogów i frazesy zasłyszane na konferencjach brandzlowych (!).

Najnowszą pozycją na liście książek autorów których znam jest „WEBSHOWS: Sekrety Wideo w Internecie” Krzysztofa Gonciarza. I jest to zdecydowanie najciekawsza i najbardziej obszerna książka z dziedziny nowych mediów jaką ostatnio czytałem. Jednocześnie pozycja, z której najwięcej się nauczyłem – rzetelnie opracowana i przemyślana.

Trudno sklasyfikować jednoznacznie „Webshows” – czy jest to poradnik, przewodnik czy też podróż razem z autorem po świecie internetowego video. Chyba skłaniałbym się do tej trzeciej formy, którą zresztą najbardziej lubię i uważam, że jest najbardziej przydatna dla początkujących.

Gonciarz kreśli pewną wizję tego jak postrzega fenomen internetowego video – opowiada o nim z perspektywy prezentera, producenta, redaktora. Tak też jest podzielona książka – na trzy główne części opisujące role i wyzwania przed jakimi staje ktoś, kto zajmuje się tworzeniem „filmików na jutube”. Ten „trójkąt” ról twórcy webshows bardzo mi się podoba – dokładnie pokazuje, że jest to schemat zależności, który trzeba zrozumieć, zaplanować i dopiero potem zająć się realizacją.

Dobrze, że nie jest to poradnik „krok po kroku” albo „sieciowe video w weekend”, w którym czytelnik bez szerszej perspektywy wrzucany jest na ścieżkę, gdzie niczym małpa punkt po punkcie realizuje plan, którego specjalnie nie rozumie. Gonciarz uniknął takiej pułapki, ale też nie ma tutaj ślizgania się po temacie gdzieś wysoko w chmurach. Autor często schodzi do szczegółów – jak np. rodzaje żarówek potrzebne do prawidłowego oświetlenia planu czy filtry w Adobe After Effects. Przyznam, że czasem mnie to irytowało, bo w niektórych rozdziałach zabrakło mi takiego poziomu szczegółowości, przydałoby się też kilka rysunków (np rodzaje planów, ustawienie studia) czy też odnośników do konkretnych materiałów video. Ale to też pokazuje, jak jest to obszerny temat – po przeczytaniu „Webshows” czytelnik będzie dokładnie wiedział w którym kierunku udać się na kolejne poszukiwania wiedzy.

Z mojego punktu widzenia najbardziej istotną częścią „Webshows” jest część ostatnia – „Być redaktorem”. Właściwie z tych rozdziałów Krzysiek mógłby robić całkiem osobne, kilkugodzinne szkolenia, w których mowa jest o formatach, video jako produkcie i właściwie całych mechanizmach które charakteryzują dobre lub popularne produkcje – tę część książki przeczytałem jednym tchem i z pewnością będę do niej często wracał. Wizja, koncepcja, strategia – ci z Was którzy są już zaznajomieni z tematach internetowego video albo sami próbowali coś robić, pewnie odnajdą wiele rad i przemyśleń autora, które sami podskórnie czuli – takie przynajmniej ja odniosłem wrażenie podczas lektury. Nie była to wiedza, która przewróciła mój świat do góry nogami – ale uporządkowała czy też potwierdziła sporo z moich obserwacji. Dużą część z nich z pewnością wprowadzę do swoich wesołych vlogasków.

Wady książki?
Jest ich oczywiście kilka. Przede wszystkim czuć przez całą książkę, że autor pochodzi ze środowiska ludzi zajmujących się grami i video poświęconym grom. Nawiązania, przykłady czy też goście, którzy wypowiadają się w książce pochodzą głównie z tej branży. Zawiedzeni mogą być czytelnicy, chcący robić poważne programy w internecie – w „Webshows” zostaną sprowadzeni na ziemię, być może załamią się, tym, co tak naprawdę jest popularne na polskim YouTube. Ale nie rezygnowałbym z tego powodu z przeczytania „Webshows” – to na razie jedyna, sensowna pozycja traktująca o tym temacie a ci, którzy myślą o „poważnych” produkcjach a nie o sieciowej rozrywce bardzo dużo nauczą się z „Webshows”.

Mam zresztą nadzieję, że kolejne pozycje o video w sieci, o ile się pojawią, będą odnosiły się do książki Gonciarza rozwijając czy uzupełniając pewne tematy. Po lekturze książki można też odnieść wrażenie, że polska scena twórców sieciowego video jest niewielka, przewija się ciągle kilka tych samych postaci – dźisas – to jeszcze gorzej niż w polskiej blogosferze – więc ostrzegam :-).

Zabrakło mi też w „Webshows” odnośników do filmów, linków czy też kodów QR – obojętnie, byle czytelnik podczas lektury mógł od razu obejrzeć przykłady do których odnosi się Krzysztof Gonciarz. Zresztą treść książki idealnie nadaje się na jej wydanie w formie multimedialnej – nie wiem czy autor ma takie plany. Nie wiadomo też czy „Webshows” pojawią się w formie ebooka. Popularni twórcy sieciowego video, którzy swoją pozycję zbudowali na młodych odbiorcach jak ognia boją się elektronicznej wersji swoich książek („Zeznania Niekrytego Krytyka” również istnieje tylko na papierze) – nic dziwnego. Często jedynym „sklepem” jaki znają ich odbiorcy jest serwis z chomikiem w tle lub spisy torrentów.

Szkoda też, że zupełnie po macoszemu zostały potraktowane kwestie związane z marketingiem „przychodzi marketing do vlogera” i budowania marki – sporo vlogerów i twórców sieciowego video ma z tym ogromny problem – jest to więc wyzwanie na kolejne książki.

Dobra, pochwaliłem, ponarzekałem – czas podsumować. Warto czy nie warto? Zdecydowanie warto, nawet jeśli wydaje się Tobie, że rozumiesz na czym polega internetowe video – ponad 300 stron lektury książki Krzysztofa Gonciarza uporządkuje Twoją wiedzę z tego tematu. A doświadczenie i podejście autora do tematu gwarantuje że nie jest lanie wody skopiowane z zagranicznych infografik, amerykańskich poradników osiągania sukcesu i zarabiania w internecie. Polecam bez dwóch zdań.

Więcej o książce przeczytacie tutaj, a na koniec książkowa infografika.

Posted in featured, internet | Tagged , , , , , | 10 Comments

Nie rozumiem polityki YouTube

Przyznam, że nie do końca rozumiem kierunku w jakim rozwija się YouTube. Niby ciągle coś zmieniają, ulepszają – niedawno wyszła nowa wersja aplikacji na iOS, teraz mamy nowy odświeżony wygląd serwisu www. Od dłuższego czasu są to wciąż kosmetyczne zmiany, trochę jest eksperymentów technicznych (np. jakiś czas temu zostały ukryte tagi w opisach filmów – chociaż wciąż można je dodawać), ale jeśli chodzi o funkcjonalność. nowe funkcje – niewiele się poprawia.
Edytor filmów, czyli wsparcie dla twórców stoi w miejscu – jedyną dodatkową opcją która pojawiła się jakiś czas temu to opcja zamazywania twarzy :-)

Wsparcie dla mobilnych twórców filmów od dawna leży, właściwie nie istnieje. YouTube ze swojej strony nic właściwie w tej kwestii nie oferuje, szczególnie na iOS, gdzie trudno z poziomu aplikacji czy chociażby strony www jakkolwiek sensownie zarządzać swoimi treściami.

Ale najbardziej irytującą rzeczą, jest mała drobnostka, która mam wrażenie, spychana jest na dalszy plan z premedytacją. Chodzi o odpowiedzi na komentarze. Od dawna jest problem z jakością komentarzy na YT, ilość agresji i nieuporządkowanej dyskusji mocno utrudnia jakąkolwiek pisemną formę dialogu z widzami. Powoduje, to, że twórcy wrzucają swoją produkcję a ewentualną aktywność i dyskusje przenoszą np. na Facebooka. Nie rozumiem tej polityki, może w przyszłości komentarze w ogóle znikną z YouTube.

W każdym razie na obecną chwilę, mają iPada czy iPhone nie da się odpowiedzieć na komentarze korzystając z oficjalnej aplikacji YouTube. Nie ma tam po prostu takiej funkcji.

Sprytny internauta uruchomi serwis przez przeglądarkę na iPadzie i tam spróbuje działać. Nic z tego, o ile większość przycisków w serwisie działa, to funkcja „odpowiedz” w komentarzach za cholerę. Aż chce się zacytować klasyka „przypadek?”.

Co ciekawe, niezależne aplikacje do obsługi YouTuba mają taką funkcję i tam dodanie odpowiedzi do komentarza nie sprawia żadnego problemu.

McTube (wystarczy przytrzymać palec na komentarzu)

Jasmine (mały dymek przy komentarzu – wystarczy kliknąć i już piszemy odpowiedź)

Posted in featured, internet | Tagged , | 6 Comments

Internetowa pomoc dla animatora Reksia – ostrożne WOW!

Pewnie tak jak ja jesteście pod wrażeniem efektów zbiórki pieniędzy dla Mariana Wantoły – jednego z animatorów kultowych dobranocek pt. „Reksio” i „Bolek i Lolek”. Podawać ilości zebranych pieniędzy nie ma sensu, ponieważ z każdym odświeżeniem strony indiegogo licznik się zmienia a kwota stale rośnie. W ciągu 24 godzin planowany cel 10 tysięcy dolarów został osiągnięty, a kiedy czytacie ten tekst, prawdopodobnie został już co najmniej dwukrotnie przekroczony.

To oczywiście miłe uczucie móc osobiście odwdzięczyć się panu Marianowi za tyle lat radości (sam wychowałem się na Reksiu i przygodach Bolka i Lolka) – dobrze jest też wiedzieć, że nasza pomoc trafia w ręce konkretnego człowieka. W ciągu kilku najbliższych dni media będą informowały o tym, że „internauci” (moje ulubione słowo, internauci, czyli kto?) pomogli, zebrali pieniądze.

Jest przy całej tej pozytywnej w swoim wydźwięku akcji jednak kilka kwestii na które chciałbym zwrócić Waszą uwagę. Daleki jestem od krytykowania całej inicjatywy, wręcz przeciwnie, sam ją chętnie wsparłem – ale wraz z sukcesami i popularnością takich form pomocy warto pamiętać o kilku rzeczach.

Impuls
Jeśli ktoś zna procedury zakładania zbiórki pieniędzy na indiegogo i przejdzie pomyślnie weryfikację to taką akcję może zainicjować bardzo szybko. Jest co prawda polski odpowiednik SiePomaga.pl, ale tam procedury i weryfikacja trwa znacznie dłużej. Poza tym, polski serwis funkcjonuje w ramach polskiego prawa, indiegogo zupełnie poza – więc prywatna osoba może zorganizować publiczną zbiórkę pieniędzy właściwie pod wpływem impulsu. I tak było w przypadku akcji dla pana Wantoły. A impulsem był reportaż telewizyjny – odpowiednio zmontowany, nie wiemy tak naprawdę kiedy nagrany. A przecież ogólnie wiadomo, że „telewizja kłamie!” – czy w tym przypadku również? Nie poddaje w wątpliwość zamiarów inicjatorów akcji czy szlachetnych pobudek – zwracam tylko uwagę na samo zjawisko. Czy inicjatorzy akcji i wspierający jak i wpłacający pieniądze zadali sobie trud zweryfikowania obecnej sytuacji pana Wantoły? Pewnie jak wielu innych, ja również tego nie zrobiłem – po prostu zaufałem i wpłaciłem pieniądze.

Kto jest „winien”?
Społeczeństwo dowiedziało się o trudnej sytuacji legendarnego rysownika dzięki programowi telewizji publicznej Sprawa dla reportera. Swoją drogą – piękny symbol, jeden z najstarszych, emitowanych do tej pory programów w TVP (stare media) nakręcił jedną z najciekawszych internetowych akcji ostatnich miesięcy (nowe media) Ale aktywna społeczność internetowa nie dowiedziałaby się o całej sprawie gdyby ktoś nie wrzucił fragmentu tego programu na serwis YouTube. Z punktu widzenia YouTube, ten materiał nie powinien tam się znaleźć, autor nie ma do niego prawa i każdej chwili, zgodnie z regulaminem serwisu lub na wniosek TVP, właściciela praw autorskich film może być usunięty. W czyim interesie będzie działa Telewizja Polska wysyłając żądania usunięcia tego programu do serwisu YouTube? Swoim, naszym (publiczna!) pana Wantoły czy przeciwko YT, bo przecież amerykański prywatny serwis korzysta na popularności materiałów video.

Ten „kradziony” materiał tak naprawdę uwiarygodnił całą sprawę i był głównym impulsem wpłat pieniędzy. Spróbujcie odnaleźć zapis tego programu na stronach TVP. Nie jest to łatwe, ale możliwe. No to spróbujcie obejrzeć. Jeśli nie korzystaliście do tej pory z tego serwisu prawdopodobnie musicie zainstalować specjalną wtyczkę do przeglądarki, o obejrzeniu na urządzeniach mobilnych możecie zapomnieć. No i dostaniecie do obejrzenia cały program, a interesuje Was tylko ten fragment poświęcony Marianowi Wantole. Jest więc tutaj mnóstwo przeszkód, aby oryginalny materiał mógł szybko i łatwo rozprzestrzeniać się po sieci. Właściwe na chwilę obecną nie jest to możliwe. Wszystkie serwisy internetowe, blogi pisząc o akcji pomocy dla pana Mariana posługiwały się również „kradzionym” materiałem. Kradniemy więc i rozpowszechniamy dalej w imię ważniejszego celu.

Efekty
Zebrane pieniądze po odliczeniu prowizji serwisu zostaną przekazane bezpośrednio panu Wantole. Pomijając procedury o ew. kłopoty prawne, jest jeszcze sprawa kontroli – czy inicjatorzy takiego społecznościowego zrywu są w stanie monitorować czy pieniądze są faktycznie wydawane na pomoc dla pana Mariana? To starszy, poczciwy człowiek, z pewnością nie będzie sam zarządzał taką ilością pieniędzy – ktoś to będzie musiał zrobić za niego. Kto?

Porażką zakończyła się podobna akcja sprzed kilku tygodni, zainicjowana przez KolorowyVlog – młodego, niepełnoletniego vlogera, który postanowił pomóc bezdomnemu „Jasiowi” (również za pomocą serwisu indiegogo). Film, który nakręcił całą akcję został obejrzany ponad 300 tysięcy razy (niestety autor usunął film, więc linkuję do jednego z artykułów, tam możecie go obejrzeć). Akcja trafiła na Wykop, poruszyła wielu internautów, sam a film swoim zasięgiem mógłby zawstydzić niejedną agencję reklamową, która swoje o wiele mniejsze wyniki zgłasza do nagród branżowych. W kwestiach prawnych (konto, weryfikacja) pomagała młodemu vlogerowi jego mama, a cała historia zakończyła się niestety tak:

Czy w przypadku pomocy dla Mariana Wantoły zebrane pieniądze faktycznie zostaną wykorzystanie zgodnie z przeznaczeniem. Mam nadzieję że tak. Ale gdyby podobny internetowy zryw nastąpił kilkanaście miesięcy wcześniej na pomoc np. na Wioletty Villas to jako wpłacający bylibyście pewni, że pieniądze dotrą tam, gdzie faktycznie mają dotrzeć?

Jest przy całej tej pozytywnej sytuacji jeszcze kilka rzeczy, które warto mieć z tyłu głowy – bo z pewnością to nie ostatnia tego typu akcja. Jako bloger, który uczestniczył i obserwował wiele tego typu przykładów pospolitego ruszenia jestem jak najbardziej za tym, aby takie akcje można było inicjować łatwo i szybko. Aby mógł taki ruch wykonać każdy internauta, który poczuję taką potrzebę i będzie potrafił przekonać do tego inne osoby. Mam jednak obawy, że wkrótce nastąpi jakiś smutny przypadek, który skończy się nagłówkami „tysiące internautów oszukanych przez…” i cały fun, zaufanie i możliwość pomagania i realnego wpływania na świat za pomocą kilku kliknięć legnie w gruzach.

Posted in featured, internet, media | Tagged , , , , , , , , | 2 Comments

mediafunLAB w Teatrze Kamienica – ruszamy od 10:00! Zobacz komentarze na żywo

Ok, mediafunLAB czyli konferencję poświęconą YouTube i video w sieci czas zacząć. Startujemy o godz. 10 w Teatrze Kamienica i zobaczymy jak długo będą trwały dyskusje. Tematów jest sporo, zacnych gości również. Oto szczegółowy plan:

10:00 Rozpoczęcie

Pitu, pitu wstępnej gadki czyli co mi leży na wątrobie – Maciej Budzich – blog.mediafun.pl

Krzysztof Gonciarz, “Zastosowanie wideo w pr i kreacji wizerunku w sieci – jakość vs specyfika medium” – krzysztofgonciarz.com

Ilona Patro – Kampanie z udziałem vlogerów – Rock&Rojo w Ameryce z Żywioł Riders

Panel: Video w sieci, blogerzy i vlogerzy jako kanał marketingowy
Ilona Patro – Heureka, Blogostrefa.com
Krystian Cieślak – CityBell Consulting
Roman Jędrkowiak – ADHD Warsaw
Tomasz Sulewski – Orange Polska

Gry komputerowe – zagrajmerzy, Minecraft, pasja, obsesja i kult vlogera
Remigiusz Maciaszek – RockAlone2K
Patryk Rojewski – Rojo
Kamil Scheicht – kamilscheicht.com
Karolina Bernat – KinaCzewa
Adam Cioszek – Maciecioszki

Prowokacje, anonimowość i agresja w sieci a konsekwencje w realu
Marek Obtułowicz – zegmarek
Bartłomiej Szkop i Grzegorz Cholewa (twórcy projektu Gr@żyna – Grażyna Żarko)
Małgorzata Nowastowska – socjolog

ok. 13:00 – 14:00 PRZERWA


ok. 14:00
Nie tylko rozrywka
Marcin Czerczak – pihont
Broszka – ImTalkingJBrooch
Radek Kotarski – Polimaty

Prezentacja: Michał Brański – Wrzuta, Lajk.tv, o2 – program partnerski Wrzuta.pl
Prezentacja: Małgorzata Krasowska – Google UK – program partnerski YouTube i konkurs Next Up

Panel dyskusyjny
Programy partnerskie i wsparcie dla twórców – nowa jakość, możliwości czy komercja i pogoń za pieniędzmi
Tomasz Czudowski – Google Polska
Michał Brański – Wrzuta, Lajk.tv, o2

Wideo w sieci – teraźniejszość, przyszłość i nie tylko YouTube
Michał Brański – Wrzuta, Lajk.tv, o2
Krzysztof Gonciarz – krzysztofgonciarz.com
Adam Drzewicki – MaturaToBzdura.tv
Paweł Tutka – 4vod.tv

Własne show w sieci – przeciwwaga dla telewizyjnej papki?
Łukasz Jakóbiak – 20m2 Łukasza
Włodek Markowicz, Karol Paciorek – LekkoStronniczy.tv
Kuba Jankowski – MaturaToBzdura.tv
CeZik, jego Szajka i KlejNuty – Cezik.com

Vlogerzy z Karaibów – Kuba Górnicki i vlogerzy na krańcu świata
Kuba Górnicki – podrozniccy.com
Vlogerzy z Australii, Dubaju, Bangkoku, Szanghaju, Norwegii i wszystkich innych krańców świata zagoszczą na mediafanLABie. Opowiedzą o tym jak tworzą swoje vlogi, jakie problemy mają z mobilnym vlogowaniem w podróży i czemu vlogują z tak daleka.

Zakończenie: ok 17:30

 

W poniższym oknie możecie śledzić komentarze, relacje, zdjęcia na żywo – trafiają tu wszystkie “twitnięcia” z tagiem #mediafunLAB. Po zalogowaniu poniżej możecie dodawać również swoje własne uwagi, pytania, komentarze.

Posted in featured, internet | Tagged , , , , | 2 Comments

vlog: mediafunLAB – kto będzie, co się będzie działo i o co zapytać YouTube?

Na warszawski balon wybierałem się już od czerwca – wtedy firma Orange przysłała mi zaproszenie, ale wciąż nie było okazji. Wrażenia? Sam nie wiem, niby wysoko ale bez emocji, miasto, stadion, Wisła – fajnie jest zobaczyć z tej wysokości, przy świetle zachodzącego słońca. Ale 40 zł za bilet wolałbym przeznaczyć na zupełnie inne przyjemności.
A ponieważ w balonie nie było wiele emocji, to postanowiłem nagrać vloga o tym co mnie teraz emocjonuje – czyli mediafunLAB – 17 września w Teatrze Kamienica.

Jednym z elementów programu będzie panel z przedstawicielami różnych programów partnerskich, podyskutujemy sobie też z publicznością. Będzie też przedstawiciel YouTube/Google – jeśli macie jakieś pytania, które chcecie zadać – wpiszcie je w komentarzach lub w odpowiedziach video – postaram się aby przynajmniej kilka z nich padło (zostało wyświetlonych) podczas dyskusji.

Posted in featured, internet, vlog | Tagged , , , | 1 Comment

vlog: iOS i YouTube – stoimy w miejscu czyli śliczny krok do tyłu

Google wypuściło nową aplikację YouTube na systemy iOS (na razie iPhone). Niestety, tylko kosmetyka i szybsze działanie – wciąż nie można sensownie komentować i toczyć dyskusji, nie ma mowy o zarządzaniu swoimi filmami. Nie wiem dlaczego Google jest tak oporne we wprowadzaniu sensownych i potrzebnych funkcjonalności w swoim produkcie.

Posted in featured, internet, vlog | Tagged , , , , | 1 Comment

Zapraszam na konferencję mediafunLAB: Jak się wybić na YouTube, zrozumieć vlogi i video w sieci

Uff, jeszcze jest mnóstwo roboty, ale już dzisiaj mogę Was wszystkich zaprosić na 17 września do Warszawy do Teatru Kamienica na konferencję: mediafunLAB: Jak się wybić na YouTube, zrozumieć vlogi i video w sieci.

Uwaga: wejściówki na konferencję będą dostępne na stronie mediafunLAB.pl od piątku 7 września od godz. 16:00. Decyduje kolejność zgłoszeń.

MediafunLAB to cykl konferencji podczas których dyskutujemy o mediach społecznościowych, trendach w internecie, nowych technologiach i ich wykorzystaniu w reklamie, marketingu. Nie jest to konferencja stricte branżowa czy typowe szkolenie – to spotkanie pasjonatów mediów społecznościowych, gdzie oprócz wysłuchania prezentacji, paneli dyskusyjnych można się spotkać i porozmawiać w luźnej, przyjaznej atmosferze. Pojawiają się na nich ludzie z agencji reklamowych, interaktywnych, twórcy aktywnie działający w sieci, ludzie, dla których nowe media są chlebem powszednim, blogerzy, vlogerzy, ludzie zajmujący się biznesem w sieci.

Partnerzy konferencji:
Teatr Kamienica
Orange
AXN – Sony Pictures Television Networks

Przy współpracy z:
Stowarzyszenie Branży Eventowej
Lajk.tv
myTaxi

Aby być na bieżąco, dołącz do wydarzenia na Facebooku.

Zaproszeni goście – to popularni blogerzy, vlogerzy, twórcy internetowych show, m.in. pomysłodawcy jednej z najgłośniejszej prowokacji tego roku w sieci – autorzy projektu Gr@żyna – finał projektu obejrzało ponad milion internautów.
Będziemy rozmawiać o popularności w sieci, agresji, wolności słowa, odpowiedzialności i możliwościach i zagrożeniach jakie młodym ludziom dają dzisiejsze media.

Miejsce:
Teatr Kamienica
Wirtualna wycieczka po teatrze z komentarzem Emiliana Kamińskiego
Al. Solidarności 93, 00-144 Warszawa

Czasowy plan konferencji mediafunLAB:
17 września 2012
10:00 – 13:00 – część pierwsza (prezentacje i panele dysusyjne)
13:00 – 14:00 – przerwa obiadowa (obiad we własnym zakresie)
14:00 – 18:00 – część druga (prezentacje i panele dyskusyjne)

Szczegółowy plan mediafunLAB będzie dostępny wkrótce.

Tematy, które będziemy poruszać podczas wystąpień i paneli dyskusyjnych:
– show i video w sieci
– kariera na YouTube,
– zarabianie na vlogach,
– gameplaye i Minecraft,
– fani i hejterzy,
– własne media – własna telewizja,
– vlogi podróżnicze
– odpowiedzialność, prowokacje i eksperymenty,
– współpraca reklamowa z firmami,
– wiarygodność,
– partnerstwo – fakty i mity,
– walka o suby i łapki,
– widzowie vs gimbusy,
– kobieca strona YouTube,
– ego i ewolucja vlogerów

Prelegenci i uczestnicy paneli dyskusyjnych:
Krzysztof Gonciarz (krzysztofgonciarz.com)
Jakub Górnicki (podrozniccy.com)
Bartłomiej Szkop i Grzegorz Cholewa (twórcy projektu Gr@żyna)
Remigiusz Maciaszek – RockAlone2K
Patryk Rojewski – Rojo
Kamil Scheicht (kamilscheicht.com)
Marek Obtułowicz (zegmarek czyli “szeryf internetu”)
Ilona Patro (www.blogostrefa.com, Heureka)
Łukasz Jakóbiak (20m2 Łukasza)
MaturaToBzdura.tv
Krystian Cieślak (Citybell Consulting)
Lekko Stronniczy
Łukasz Skalik (tosiewytnie.pl)
Broszka (ImTalkingJBrooch)
Marcin “pihont” Czerczak – www.youtube.com/user/pihont bezdomni.org
Przedstawiciele YouTube Polska (Google Polska)
i inni… ponieważ cała sprawa jest wciąż rozwojowa…

Mam nadzieję, że będzie ciekawie, inspirująco, integracyjnie i na luzie. Najświeższe aktualności będę wrzucał na Facebooka – zerknijcie na wydarzenie i do zobaczenia 17 września w Teatrze Kamienica.

Posted in featured, internet, media, mediafunLAB, social media, vlog | Tagged , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Leave a comment

YouTube i syndrom psa ogrodnika

Zamiast wstępu:

Mediafun: Zastanawiałem się jak zacząć naszą rozmowę, bo nie chcę aby to była „spowiedź Rocka” czy jakiś sąd nad Tobą. Cała sytuacja, która wydarzyła się w ciągu ostatnich dni napawa mnie smutkiem i przyznam, że trochę się pogubiłem w tym wszystkim.

Jestem bardzo pozytywnie nastawionym do świata człowiekiem, wierzę w młodych ludzi, wierzę w nasz kraj, czuję że się zmienia, że rośnie młode pokolenie, która będzie pozbawione balastu ludzkiej nienawiści, zazdrości jaka funkcjonowała w nas przez kilkadziesiąt lat komunizmu. Teraz w końcu jesteśmy wolni, cały świat stoi przed nami otworem. Wszyscy niedawno byliśmy razem, kibicując naszym podczas meczów EURO 2012, śpiewając hymn na stadionie, rozwieszając flagi i słuchając Zimocha.

Z dumą patrzyliśmy jak zagraniczni goście chwalą nasz kraj, słaliśmy sobie nawzajem podziękowania, dowody dumy i filmiki, w których irlandzcy kibice wyznają miłość policjantce. Jednocześnie byliśmy oburzeni i reagowaliśmy, kiedy banda idiotów atakuje rosyjskich kibiców, kiedy rząd chciał przejąć kontrolę nad internetem i wprowadzić ACTA, kiedy TVP usunęło piękny trailer przed meczem Polska-Czechy, który wszystkich motywował do walki.

To wszystko powodowało, że czuliśmy się razem, że idziemy w stronę normalnego kraju, w którym każdy ma szansę robić to, co sprawia mu przyjemność, że może w końcu swoją pasję przekuć na zawód, pozbyć się szefa, samemu decydować o tym kiedy, z kim i jak pracuje. Mieć czas na rozwijanie swoich pasji, mieć czas dla rodziny – po prostu funkcjonować normalnie.

Obserwując Twoje ostatnie kłopoty w internecie (i jak się okazuje, również poza nim) przypomina mi się kilka smutnych obrazów. Stary kawał o piekle, w którym diabeł nie musi pilnować kotła z Polakami – i tak nikt nie ucieknie, każdego, który chciałby to zrobić, rodacy ściągną w dół i zagryzą niczym psy ogrodnika. Przypomina mi się historia, która wciąż trwa – historia pana Marka z małego sklepiku z Poznania, który walczy ze złodziejami (pisałem o nim tutaj) i pewna scena z filmu Dzień Świra, która chyba oddaje więcej niż to co napisałem na wstępie – modlitwa Polaka:

Przeglądając archiwum znalazłem naszą rozmowę sprzed roku, kiedy odnosiłeś pierwsze sukcesy i opowiadałeś o swojej przygodzie z YouTube. W youtubowej skali do było kilkadziesiąt tysięcy „subów” temu – miałeś wtedy z 10-15 tysięcy subskrybentów. Dzisiaj masz ich ponad 150 tysięcy, nagrywasz mnóstwo filmów – vlogi, gameplaye z najnowszych gier. Właściwie świat YouTube i funkcjonowanie jako „youtuber” stało się Twoim zawodem.

Komu i w jaki sposób można się narazić aby sprowokować w swoją stronę falę nienawiści, działań, które nie tylko uprzykrzają życie, ale chcą wyeliminować Ciebie z internetu. Nie jest to już zwykły trolling, złośliwe komentarze, ale dość poważne działania podchodzące pod stalking, wchodzące do świata realnego i takie, na które znalazłoby się kilka innych paragrafów?

Rock: Może powiem Ci od czego to się wszystko zaczęło?
Niewinnie, przynajmniej w internetowej skali. Na jednym z kanałów pojawiła się informacja, że pewien gość nie pracuje, że rzucił wszystko na rzecz YouTube i to jest jego jedyne źródło utrzymania. Głos nie mówił oficjalnie o mnie, ale nie trzeba być wyjątkowo przenikliwym, żeby się tego domyślić.

Tę informację potraktowałem jako żart, bo pracuję od dawna, zawsze radziłem sobie nieźle także przed YouTube, a moje dochody z pozostałych źródeł, po rozpoczęciu publikowania filmów wcale nie uległy zmniejszeniu. Nic nie robiłem w tej sprawie, bo nawet mi do głowy nie przyszło, że ktoś może się domagać ode mnie raportu na temat zarobków.

Ta informacja została powielona przez kolejnego człowieka, który już oficjalnie stanął przed swoja publicznością wygłaszając teorię na temat mojej pracy i tego czym zajmuję się w życiu. Nie miał oczywiście żadnych dowodów potwierdzających te tezy, ale co tam, kogo interesują fakty, nie?

W międzyczasie zrobiłem film opisujący dokładnie mechanizmy zarabiania na YouTube, czynniki które zmieniają uzyskane kwoty, a także własną średnią stawkę. Ten film spotkał się z niezbyt przychylnym odbiorem, chociaż w większości został oceniony pozytywnie. Oferuje fakty, ale nie podaje dokładnych kwot, co jednym może się podobać, innym już niespecjalnie. Chyba wiele osób chciało zobaczyć moje wydruki z konta.

W ciągu kilku dni cała sprawa zrobiła się odrobinę żenująca, zwłaszcza dzięki temu filmowi:

Nagle stało się jasne , że żądanie od kogoś raportów na temat jego dochodu, jest poniżej krytyki.

Skoro jednak trudno się już przyczepiać do pieniędzy, to może wybierzemy inny temat, a najlepiej dwa. Po pierwsze Rock oszukuje ludzi, kłamiąc na temat swoich zarobków informując o tym, że zarabia grosze i śmieszne pieniądze. Po drugie na początku swojej kariery posłużył się nieuczciwie tagami, które zagwarantowały mu wybicie się i zdobycie rzeszy widzów.

Co do pierwszego zarzutu to piekielnie trudno jest mi się do niego odnieść. Wiem, że zdarzyło mi się powiedzieć, że “stawki polskie w porównaniu do amerykańskich to grosze”. Jest to oczywiście prawda, ale można sprytnie wykorzystać to zdanie, żeby mnie w jakiś sposób pogrążyć. Można wspomnieć o groszach, ale pominąć Amerykę i już jest cacy.

Mogłem również powiedzieć, chociaż nie potrafię tego teraz znaleźć, że na “tych vlogach zarabiam śmieszne pieniądze”, ale nadal gubi się kontekst, datę w której to zostało powiedziane, częstotliwość vlogów w danym momencie, kanał do którego odnosiło się to stwierdzenie, czas trwania wspomnianych publikacji (przy krótkich rodzaj reklam jest inny, niż przy długich). Mnóstwo detali, które niespecjalnie kogokolwiek interesują. Oczywiście mogłem to powiedzieć, ale nikomu nie chciało się szukać dowodów. Nic dziwnego, nakręciłem grubo ponad 1000 filmów i nawet sam nie wiem gdzie to jest. Moi oponenci jednak najwyraźniej wiedzą, nie chcą co prawda tego wskazywać, bo przecież “wszyscy wiedzą, że mówimy prawdę, nikt nas przecież nie złapał na fałszu już kilka razy wcześniej”.

Nie bronię się tutaj za bardzo, bo zostałem wychowany ze świadomością, że nie należy opowiadać o swoich zarobkach, a jeśli już to je zaniżać, więc kto wie co powiedziałem? Ludzie mają fatalny stosunek do pieniędzy innych osób i każdy rozsądny człowiek, z rodziną i dzieckiem oraz kręcącymi się w pobliżu kanału osobnikami, którzy chcą te informacje zdobyć i ujawnić, jest w kwestiach finansowych ostrożny.

Mediafun: Wśród wielu vlogerów jak i zwykłych użytkowników YouTube sporo dyskusji wzbudza zarabianie i “pakt z Agorą” – układy, korporacja, “agorowa mafia” itp. Mogłbyś pokrótce wyjaśnić przeciętnemu, początkującemu vlogerowi co oznacza umowa z Agorą i jakie korzyści, ewentualnie obowiązki, generuje taka współpraca.

Rock: Według mojej wiedzy między partnerem YouTube, a partnerem Agory różnica jest niewielka, przynajmniej jeśli chodzi o jakość pracy i wymagania. Pojawiają się pewne różnice finansowe, ale nie mam dostępu do wystarczającej ilości danych, by móc powiedzieć, gdzie płacą lepiej, a gdzie gorzej.

Jeżeli o mnie chodzi, to od początku współpracowałem wyłącznie z Agorą. Stało się tak dlatego, że moment rozwoju mojego kanału przypadł na czas, kiedy YouTube nie rozstrzygał podań o partnerstwo. Nie wiem czym było to spowodowane i nie jest to specjalnie istotne. Tak czy inaczej moja wiedza na temat różnic jest, siłą rzeczy, mocno ograniczona. Jeśli zaś chodzi o korzyści i obowiązki, to nie dostrzegałem żadnych do momentu, w którym mój kanał został zaatakowany.

Wówczas otrzymałem wsparcie i propozycję pomocy prawnej. Równocześnie zostały uruchomione działania mające na celu jak najszybsze przywrócenie mojego kanału do stanu używalności. Osoby bez partnerstwa Agory muszą sobie radzić na własną rękę, co w wielu przypadkach stawia ich na przegranej pozycji. Wymuszenie działań administracji YouTube, to pracochłonny proces, który wymaga czasu i bardzo dokładnej wiedzy do kogo się zwracać i jak to robić.

Przy tym wszystkim trzeba pamiętać, że określenie korporacja jest w Polsce negatywnie rozumiane i każde działanie takich organizacji jest do pewnego stopnia podejrzane i nie wzbudza zaufania, stad określenia “mafia, pakty i układy”. Osobiście nie mam żadnych podstaw by posługiwać się takim językiem. Przyznam że czasami załatwianie pewnych spraw potrafi się mocno przeciągać, ale w tej chwili jest to jedyny zarzut jaki przychodzi mi do głowy.

Mediafun: O ile jestem w stanie pojąć, że młody, kilkunastoletni człowiek niespecjalnie musi rozumieć, jak się zarabia pieniądze, ogarniać sprawy dotyczące praw autorskich, sprawy biznesowe, umowy i całe to zaplecze logistyczno-papierkowe, które stoi za każdym, który funkcjonuje w biznesie. Zdarza mu się zadać niedyskretne pytania, trzeba mu powoli tłumaczyć, że biznes to nie kończy się na nowej myszce kupionej przez rodziców na urodziny czy za za dobre stopnie. Wszystko to rozumiem.

Ale materiał “ujawniający całą prawdę” o Tobie, nagrany przez Shoguna jest nagrany przez dorosłego człowieka, który z radosnym uśmiechem, przy grillu i kaczuszkach, zagląda ci do kieszeni, posługuje się mało wiarygodnymi plotkami, bazuje na niesprawdzonych danych, błędnych wyliczeniach i powtarza, rzeczy, które przy odrobinie wysiłku intelektualnego nie bronią się nawet logicznie. Mam na myśli kwestię tagów, które podobno nieprawidłowo stosowałeś opisując swoje filmy. Według tego, co mówił Shogun, niektórzy twórcy YouTube chcieli podać Ciebie do sądu, za to, że posługujesz się ich nickami w tagach opisujących film No, cóż, chciałbym widzieć na jakich zarzutach miałoby bazować takiego oskarżenie, jakie szanse miałby taki proces i czy Shogun opowiadając te “rewelacje” chociaż przez chwilę zastanowił się nad sensem tego co mówi. Mógłbyś wyjaśnić o co chodzi z tymi tagami?

Rock: Tutaj brak mi słów, bo setki razy mówiłem, że nigdy tagów nie używałem. Po pierwsze dlatego, że teraz praktycznie nie działają, a po drugie także wcześniej nie były skuteczne. Gdyby było inaczej, to na liście najpopularniejszych youtuberów byłby teraz Ray William Johnson i 40 rozbójników wpisujących sobie jego nazwisko w tagach.

Mediafun: Ale zaraz. Tutaj się nie zgodzę. Umieszczam filmy na YouTube od długiego czasu. Takie “zwykłe” moje materiały mają kilkaset, czasem kilka tysięcy wyświetleń – niedużo w skali YouTube. Ale wystarczy, że nagram rozmowę z Tobą lub LekkoStronniczymi czy chłopakami z MaturaToBzdura – oglądalność natychmiast rośnie. Nie są to jakieś kosmiczne liczby, na których można zrobić karierę, ale jednak. Nasza wspólna rozmowa ma ponad 40 tysięcy wyświetleń – czy to kwestia opisu, tytułu czy tagów, “robię karierę” Twoim kosztem, “wybijam się na Twoich plecach” – jednak jakiś algorytm tutaj działa.

Rock: Zgadza się, ale nie tagi tutaj decydują, ba mają minimalny wpływ na wyświetlenia. Decyduje użycie słów kluczowych, przede wszystkim w tytule, tu siła pozycjonowania jest największa. Po drugie w opisie, gdzie siła jest także spora. W porównaniu do tego tagi są kompletnym żartem i poleganie na tej metodzie jest objawem słabej orientacji. Zarzucanie mi tego typu praktyk razi mnie nie dla tego, że w ten sposób próbuje mi się udowodnić cwaniactwo, ale bardziej brak wiedzy, którą dawno posiadłem w zakresie zadowalającym. Z tego też powodu nie podejmuję na ten temat dyskusji w komentarzach, bo jeśli ktoś czyni zarzut tego typu, to jego wiedza na temat sprawy jest na tyle mała, że eliminuje szanse poprowadzenia jakiejkolwiek rzeczowej dyskusji. O ile sobie przypominam, to za tego typu insynuacje Shogun dostał u mnie bana. Nawet nie wiedziałem wtedy kim jest, co zresztą nie miałoby wielkiego znaczenia. O detalach dowiedziałem się długo po fakcie.

Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że stary film, który udowadnia, iż zarzut o tagach jest nieprawdziwy, jest przedstawiany, przez moich oponentów jako dowód winy. Może dlatego, że trwa 50 minut i nikomu nie będzie się chciało tego oglądać? A może dlatego, w co ciężko mi uwierzyć, że są ludzie którzy do dzisiaj nie potrafią rozróżnić okna tagów od okna opisu, tagów od słów kluczowych, oraz nie rozumieją różnic i zasad na jakich opiera się pozycjonowanie filmów na YouTube.

Mediafun: Nietrudno było przewidzieć efekt, jaki wywoła film Shoguna, w którym mówi, że ktoś z naszych rodaków śmie zarabiać inaczej i więcej niż zwykły robotnik harujący na taśmie przed 12 godzin. Mechanizm psa ogrodnika i wspomnianych wcześniej współwiężniów z piekielnego kotła został uruchomiony. Ale chyba sama skala zjawiska, które wywołał Shogun swoim filmem chyba przestraszyła również jego, bo nie pojawiają się zapowiadane przez niego wcześniej filmy “ujawniające całą prawdę” o innych twórcach YouTube. I nie chodzi tylko o komentarze pod jego i Twoimi filmami, które już nijak się mają do ich treści – falę nienawiści, oskarżeń, prowokacji i fantastycznych teorii na Twój temat – pewnie można byłoby przeczekać i jakoś zignorować. Ale działania wymierzone w Twoją osobę zataczają coraz szersze kręgi, utrudniając nie tylko fukcjonowanie w internecie ale również w realnym życiu.

Rock: Prawdę powiedziawszy, to nadal są tylko działania zaczepne, dużo gorzej wygląda sytuacja różnych firm, których produkty masowo trafiają pod moje drzwi. Ja oczywiście odmawiam przyjęcia i zachęcam firmy do składania zawiadomienia na policji i wiem, że przynajmniej kilka osób się na to zdecydowało.

Do tego dochodzi nękanie, liczne telefony z krzykami, groźbami i nieustający potok smsów. Są to rzeczy, z którymi można sobie oczywiście radzić, ale niepokoi mnie fakt, że ktoś taki zna mój adres, bo nigdy nie wiadomo, kto jeszcze zostanie sprowokowany i do jakich działań. Czy osiągnęliśmy już granicę prześladowania, czy może powinienem się spodziewać ataków bardziej bezpośrednich, może fizycznych? Mam przecież rodzinę, czteroletniego syna i jestem rozpoznawalny. Czy mogę sobie teraz pozwolić na to, by wyjść z najbliższymi na spacer, wybrać się z synem na plac zabaw? Obawiam się, że nie bardzo.

W kwestii filmów, które szkalują moją rodzinę i mnie, to już przywykłem, chociaż akurat ta sytuacja zgłoszona na policję wywołała zawroty głowy osoby przyjmującej zgłoszenie. Skala tych zjawisk jest ogromna, ja do tego przywykłem, ale policjant nie mógł zrozumieć dlaczego zgłaszam to dopiero teraz, no cóż internet uodparnia.

Mediafun: Nie masz wrażenia, że jesteś sam sobie winien. Swoją olbrzymią masę widzów i wpływ na polską społeczność YouTube i vlogerską rozpoznawalność zbudowałeś na bazie bardzo młodych widzów, często złośliwie nazywanych gimbusami. Łatwo nimi manipulować, działają impulsywnie, nie sprawdzają faktów, wierzą z “faktoidowe” tytuły i chętnie komuś dokopią, ot tak dla draki. Szybko wielką miłość i szacunek dla kogoś można u nich zmienić w nienawiść.

Rock: Pewnie, że jestem sobie winien, ale nie żałuję. Poprzedni rok był dla mnie wspaniały, zorientowałem się, że w internecie funkcjonuje cała masa młodych, dobrze wychowanych ludzi, którzy chcą słuchać o przeróżnych rzeczach. Nie tylko o grach, ale także o życiu, o wspomnieniach z dzieciństwa, a nawet edukacji, czy czytaniu książek.

To jest fantastyczny świat i problemem nie jest wiek widzów, ale ludzie, którzy z zawiści manipulują młodszymi, bo wiedzą, że mogą skorzystać skłaniając ich do reakcji. To jest bardzo agresywna forma reklamy i są tacy, którzy nie potrafią się temu oprzeć.

Osobiście mam 150 tysięcy widzów i nigdy na kanale nie powiedziałem nic złego na czyjś temat. Zdarzało mi się polemizować z różnymi zarzutami, teoriami, ale nigdy nie wskazywałem ich autorów. Odnosiłem się także do wcześniejszych masowych ataków w moim kierunku, ale także nie wskazywałem miejsca, z którego te ataki nadchodzą. Nie próbowałem wykorzystać swojej siły w internecie żeby komuś zaszkodzić. Często prowokowany, do komentarza w określonej sprawie nie zabierałem głosu, co spotykało się z liczną krytyką.

Moim celem nie jest znajdywanie wrogów, wskazywanie celu i ogłaszanie komendy “do ataku!”. Moi oponenci nie mają natomiast z tym żadnych skrupułów, bez problemów pokazują swoim widzom gdzie mają atakować, dlaczego i jak mocno. Wspominając oczywiście przy tym, że to ja jestem największym manipulatorem polskiego internetu i mieszam młodzieży w głowach.

Mediafun: Czy nie jest tak, że rewolucja zjada własny ogon. Jestem przekonany, że wielu z tych ludzi, którzy jeszcze niedawno bronili i skakali na ulicach wielu miast w obronie wolnego internetu i przeciwko ACTA, teraz sami stosują bandyckie metody, próbując usunąć Ciebie z internetu i ograniczać wolność jednemu “ze swoich” – obrażając, niszcząc internetowy dorobek, wykorzystując wizerunek innych, prywatnych osób. Nie jesteś przecież kimś, kto złamał jakieś prawo, skrzywdził kogoś. Nie jesteś politykiem czy urzędnikiem państwowym wobec którego obywatel ma prawo żądać transparentności i rozliczenia z zarobionych i wydawanych pieniędzy. Czy tylko ja mam wrażenie, że komuś zupełnie pomyliły się role?

Rock: Są ludzie, którzy tracą kontakt z rzeczywistością i zamiast zając się swoimi sprawami, zajmują się cudzymi, angażując przy okazji do tego celu swoich widzów. Młodzi ludzie przyszli oglądać filmy, a nie uczestniczyć w idiotycznych starciach. Dlatego zawsze usuwałem komentarze, które prowokowały do tego typu działań i to ostatnie się raczej nie zmieni. U mnie widzowie mają się dobrze bawić, a nie ostrzyć noże na innych youtuberów.

Ostatnio doszło nawet od wyjątkowo absurdalnej sytuacji. Młody człowiek wykorzystał mój własny film. Zrobił z niego paszkwil, dosyć zabawny w moim mniemaniu, ale jak mówię wykorzystał materiały, bez mojej zgody, a w tym względzie działam szybko i boleśnie. Wykorzystałem zatem te same ujęcia (należące do mnie), poprosiłem o zgodę na użycie fragmentów cudzego filmu, który też pierwotnie został wykorzystany bez zgody autora i umieściłem paszkwil na swoim sąsiednim kanale. Pewnie zapytasz co dalej? Otóż zostało to uznane jako kradzież i jako takie napiętnowane w internecie. Umieszczenie fragmentów mojego własnego filmu, na moim kanale jest karygodne, ale jak ktoś ten film pierwotnie ukradnie, to należy go poklepać po głowie i dać mu cukierka. Powiem więcej, po pierwszych reakcjach umieściłem nawet w opisie odnośnik do autora pomysłu na film, chwaląc jego pomysłowość, ale krytykując metody działania. Jak się pewnie domyślasz, to raczej sytuację zaogniło.

Mediafun: Jak na Twoje problemy reaguje, nazwijmy to, polska społeczność YouTube, mam na myśli tych popularnych vlogerów, którzy mają już jakiś staż na YouTube. Na pewno są zalewani mnóstwem maili od widzów “proszę wypowiedz się w kwestii Rocka i Shoguna”. Ale czy czujesz z ich strony jakieś wsparcie, bo mam trochę wrażenie, może mylne, że trochę stoją z boku i patrzą jak kopany jest jeden z nich. Może mają jakiś żal albo cichą satysfakcje bo, cytuję jednego z pamięci “kiedyś to moje filmy były na glównej stronie YT, a teraz to tylko Rock i Rojo”?

Rock: Nie chcę ich oceniać. Myślę, że się boją i nie winię ich za to. Lepsze to niż przyłączać się do kopania, a i takie przypadki mają miejsce. Myślę także, że wiele osób nie potrafi znaleźć się w całej sprawie, bo gdzie właściwie leży prawda? W tej chwili nie sposób tego stwierdzić, a kto ma czas przeszukiwać te wszystkie filmy, sprawdzać dowody, interesować się szczegółami? No i przede wszystkim konkurencji naprawdę nie zaszkodzi jeśli moje filmy nagle znikną z internetu, każda nisza szybko się zapełnia.

Mediafun: Ok, masz sporo kłopotów i ści. Jak wygląda Twoja współpraca i pomoc ze strony, administracji YouTube, Agory, prawników, policji i innych ludzi, służb, które nagle zostały zaangażowane w sprawę “gościa co kręci filmy na YouTube”. Jak podejrzewam, kosekwencje i działania które podejmujesz nie będą już odbywały się w błyskach fleszy. Wiem, że nie możesz mówić o wszystkich działaniach, ale słyszałem, że zgłosiło się do Ciebie kilka kancelarii prawnych, współpraca z policją coraz bardziej się zacieśnia, nie będzie wesoło kiedy trzeba będzie odpowiadać prawnie, płacić grzywny czy ponosić bardziej dotkliwe konsekwencje. Walczysz czy odpuszczasz?

Rock: Otrzymałem duże wsparcie i przyznam, że nawet się tego nie spodziewałem. Nie mogę podawać szczegółów, ale jest to zarówno wsparcie korporacyjne, ze strony kancelarii prawnych, ale i samej policji. Ku mojemu zaskoczeniu skontaktował się także ze mną człowiek – właściciel jednej z oszukanych restauracji – dając mi do zrozumienia, że przy okazji jest także informatykiem i wykona pewne kroki w ramach swojej wiedzy, by ustalić źródła zamówień i dostarczy policji odpowiednie dane. Pomoc nadchodzi z zupełnie niespodziewanych miejsc.

Przy okazji bądźmy ostrożni w kilku kwestiach. Działam w internecie i jeżeli ktoś się do mnie zgłasza oferując pomoc, przedstawiając się jako kancelaria, to ja biorę to pod uwagę, ale zachowuję dystans. Kiedyś zdarzyło mi się rozmawiać z jedną osobą, podczas gdy myślałem, że rozmawiam z trzema różnymi. Człowiek próbował wciągnąć mnie w wielowątkową dyskusję dokumentując ją na bieżąco i prawdopodobnie licząc na jakąś moją wpadkę.

Czy walczę? Ktoś musi, jeżeli ja odpuszczę, to następny atak, przypuszczony, być może, na kogoś innego może być znacznie bardzie opłakany w skutkach. Poziom szamba jakim potraktował mnie internet sprawił, że pewne rzeczy już mnie nie dotykają. Z drugiej strony nie raz widziałem, że w internecie są ludzie, dla których warto zrobić coś pozytywnego. Czy cokolwiek zmienia fakt, że przy tym zarabiam? Według jednych bardzo, według innych nie ma to znaczenia. Ja pracuję dla tych drugich.

Mediafun: Widzę, że trzeba być czujnym na każdym kroku. Lekka paranoja, rozumiem, po takich doświadczeniach zaczynasz traktować każdego podejrzliwie. Sytuacja przestaje być normalna.

 

Rock: Normalna? Taki jest internet, taki jest YouTube , już dawno nie rozpatruję spraw w tych kategoriach. To są po prostu zjawiska, do których trzeba się dostosować.

 

Mediafun: Chciałbym jeszcze poruszyć sprawę kasowania komentarzy i blokowania niektórych użytkowników. Przez wielu vlogerów kasowanie i blokowanie jest dobierane bardzo negatywnie. Moje doświadczenia z komentarzami, sposób w jaki do “hejtu” i wulgaryzmów podchodzi Kominek, bezlitośnie banując szkodników okazuje się skuteczny. Efekt – na blogu Kominka toczą się dyskusje, funkcjonuje społeczność, nie mam odbiegania od tematu, szczucia brzozą, PiSem i Smoleńskiem. Kominek wręcz chwali się tym, że wyeliminował trolling ze swojego bloga, wulgaryzmy i nienawiść – ci wszyscy idioci przenieśli się na inne blogi. Jak to jest u Ciebie?

Rock: Mam podobną zasadę co Kominek. Zupełnie mnie nie interesuje sprzedawanie poglądów na temat polityki, innych ludzi czy przeróżnych pokręconych zjawisk. Jeżeli kogoś interesują pyskówki, to internet jest ogromny, na pewno znajdzie gdzieś miejsce dla siebie. Jedyne co jest dla mnie ważne to publikowanie dobrych materiałów o grach. Uważam przy okazji, że robienie tego rzetelnie wymaga przedstawienia siebie widzom, stąd vlogi. Jeżeli ktoś będzie mi utrudniał robienie filmów o grach, wprowadzał dyskusje nie na temat, to zostanie zbanowany, a jego posty będą usunięte. Widzowie mają się czuć dobrze na moim kanale, muszą mieć gwarancję prowadzenia sensownej rozmowy. Oczywiście nie będę się rzucał na każdą sprzeczkę, ale wymagam zachowania pewnego poziomu kultury. Przyznam, że w tej kwestii przez ostatnie pół roku straciłem czujność, ale obecnie smutna rzeczywistość przywróciła mnie na właściwy tor.

Mediafun: Twoja sprawa i kłopoty pokazały również jak dziurawy i nieskuteczny jest system ochrony praw autorskich na YouTube. Wystarczy skopiować jakiś Twój film, wrzucić na swój kanał i zgłosić Twoje konto jako naruszające prawa autorskie. YouTube z automatu traktuje Ciebie jak złodzieja, usuwa sporne filmy do wyjaśnienia, blokuje konto. Podobną niemiłe przygody ma Martin Lechowicz i kilku innych YouTuberów. Jak wygląda proces wyjaśniania tych spraw i dlaczego według Ciebie YouTube tak słabo dba o interesy twórców – tych, którzy przynoszą im oglądalność i zyski.

Rock: Widzisz tutaj sprawa nie jest taka prosta, ataków tego typu nie może dokonać byle kto. Kanały na YouTube mają pewien poziom zaufania zależny od wielu czynników. Aby zorganizować taki atak na mój kanał, trzeba mieć wyjątkowe uprawnienia. Taką informacje otrzymałem z administracji YouTube, więc jest to dla mnie świeża wiedza, ale wiem, że zwyczajny użytkownik zakładając kanał nie będzie w stanie tego zrobić. Przynajmniej nie mi, ale kto wie, nie testowałem tego, więc polegam na niedawno nabytej wiedzy.
YouTube ma tutaj poważny problem. Pewna automatyczna bezwlęgność w egzekwowaniu praw autorskich jest zabezpieczeniem prawnym wobec roszczeń firm zewnętrznych. Zastosowano zatem bardzo dziurawy system z naiwną nadzieją, że nikt go nie będzie nadużywał. Lepiej stracić drobną kwotę (w skali googla) niż narażać się na milionowe roszczenia potężnych korporacji.

Interes poszczególnych użytkowników stawiany jest znacznie niżej niż serwisu i wiesz co? Po rozważeniu kwestii finansowych i ewentualnych strat wcale się temu nie dziwię. Chociaż jest to wiedza bolesna.

Mediafun: Czego nauczyła Ciebie ta cała sytuacja, jakie lekcje z całego zamieszania może wyciągnąć młody człowiek, pragnący zacząć swoją przygodę z YouTube, z vlogami.

 

Rock: Chyba tego, że pewnych rzeczy nie wolno ignorować, trzeba reagować szybko i gwałtownie. Jeżeli ktoś kłamie na twój temat i przy okazji piekielnie łatwo to udowodnić, to trzeba podejmować natychmiastowe działania. Pozostawienie takiej sytuacji bez echa może mieć opłakane skutki. Każdy internetowy dramat przyciąga sępy i należy sobie zapewnić taką pozycję, by wszelkie ataki wiązały się ze sporym ryzykiem.

Nie wiem czy taki status można w ogóle osiągnąć w ramach systemu (mam na myśli YouTube) całkiem prawdopodobne, że trzeba sięgać po środki prawne. Najbardziej niepokojące jest to, że ludzie przywykli do myśli, że uciekając od telewizji do YouTube, przenieśli się z krainy obłudy, do oazy prawdomówności. Nikomu do głowy nie przyjdzie, że vloger może stanąć przed kamerą i z premedytacją kłamać na temat innego człowieka. Przecież w normalnym świecie spotyka się to z błyskawicznym procesem. W YouTube trzeba machnąć ręką, bo każda reakcja prowadzi do eskalacji zjawisk.

Chociaż z drugiej strony sam nie wiem czy można z tym walczyć. Nie chcę zniechęcać do YouTube, bo to wspaniałe miejsce, trzeba mieć jednak świadomość, że w każdej chwili ktoś może Cię zaatakować, bez żadnego powodu, a im jesteś lepszy, tym prawdopodobieństwo ataku rośnie, bo można na tym bardziej skorzystać.

Komentarz Krzysztofa Gonciarza:

Dziennikarzy obowiązuje prawo prasowe oraz zasady etyki dziennikarskiej, i każdy doświadczony pracownik mediów wie, że otwarte krytykowanie innej osoby bądź konkurencji musi być kuloodporne merytorycznie – a i tak nasyłanie na kolegów po fachu bojówek gniewnych czytelników uważane jest za niegodne. Vlogerzy nie czują nad sobą żadnego obowiązku, ich twórczość nie podpada żadnej regulacji, etyka jest całkowicie umowna, dla niektórych nieistotna.

Może obecna sytuacja to znak, że najwyższy czas żebyśmy popatrzyli na osoby publiczne w Internecie jak na dziennikarzy następnej generacji – i zaczęli wymagać od nich rzetelności i dojrzałości. Manipulacja niewiedzą widzów w wykonaniu Shoguna – w retoryce nazywana “argumentum ad ignorantiam” – to ruch którego nie powinno się stosować w publicznej dyskusji, chyba że chcemy pogrążyć ten piękny, “nowoczesny” Internet w bagnie rodem ze świata polityki. Dyplomatyczny i elegancki język Rocka, pozbawiony jakiegokolwiek jadu i sprytnie unikający konfrontacji, w oczach zahipnotyzowanego tłumu jawi się jako mniej szczery niż ewidentny trolling – to bardzo zła wiadomość, świadcząca o tym jak niedojrzały jest polski Internet.

Jestem zdania, że twórca internetowy nie może pozwalać sobie na podburzanie swoich widzów przeciwko koledze po fachu. Vlogerzy są autorytetami dla nowych pokoleń Internautów, Polaków. Nie możemy naszych młodych widzów wychowywać w atmosferze zawiści, podejrzliwości i chęci deptania cudzego sukcesu. Jeśli pójdziemy w tę stronę, nie będziemy lepsi od polityków i starych mediów – od których przecież uciekliśmy w świat Internetu.

Krzysztof Gonciarz (ur. 1985) – dziennikarz internetowy od 12 lat związany z branżą gier wideo, od 4 lat główny producent telewizji internetowej tvgry.pl (będącej własnością GRY-OnLine.pl). Na YouTube znany z kanałów Wybuchające Beczki oraz TheBeeczka. Autor książek „Wybuchające Beczki: Zrozumieć gry wideo” oraz „WEBSHOWS: Sekrety wideo w Internecie” (premiera: lato 2012). Szczyci się tym, że potrafi tego samego dnia poprowadzić wykład na uczelni i nagrywać wygłupy w Internecie.

Komentarz Jakuba Górnickiego:

Na co dzień bardzo dużo podróżuję – wiąże się to głównie z moją pracą, która polega na trenowaniu i wdrażaniu w krajach rozwijających się – w oparciu o nowe media – projektów dla dziennikarzy, mediów i blogerów. Aktywnie współpracuję z ludźmi z Gruzji, Turcji, Jemenu oraz Afryki Zachodniej. Mediafun poprosił mnie, abym postarał się nakreślić komentarz z szerszej perspektywy, co niniejszym czynię.

Dyskusje o zarabianiu na blogach zawsze są w Polsce gorące. Przewijają się w nich dwa hasła – “sprzedajne dziffki” oraz utrata niezależności przez blogera. Dwa lata temu u boku polskich blogerów zasiadła Arzu Geybullayeva, blogerka z Azerbejdżanu, na co dzień mieszkająca w Istambule, gdyż do kraju powraca z problemami.

Spotkałem ją ostatnio i wróciliśmy do tamtej dyskusji z Gdańska. Wtedy to (na Blog Forum) rozmowa potoczyła się w takim kierunku, że Arzu zamilkła, bo nie wiedziała, co powiedzieć – reklama na jej blogu nie istnieje, propozycji nie ma. Są tylko anonimowi hejterzy, którzy w wulgarny sposób zarzucają jej, że zdradza swoją ojczyznę. Azerbejdżan, w którym prawa człowieka nie są szanowane, ma bardzo silną grupę ludzi nowych mediów, którzy w Internecie walczą o zmianę systemu politycznego, sięgając po najróżniejsze rozwiązania. Po zrobieniu prześmiewczego nagrania z fikcyjnej konferencji prasowej, której bohaterem był osioł.

Dwóch z nich zostało pobitych i potem skazanych na więzienie za wszczęcie tejże… bójki.

Naszą rozmowę Arzu skwitowała uśmiechem – chciałabym mieć takie problemy jak zarabianie na blogu. Tak, dobrze nam tu – nie piszę tego, żeby powiedzieć – ej, chłopaki, dziewczyny a w innych krajach naszych biją, więc cieszmy się z tego, jak jest. Wręcz przeciwnie. Otóż do zaistnienia czynnej i aktywnej blogosfery potrzebne jest spełnienie kilku warunków. Pierwszy, to ten powyższy – czynnik negatywny, wspólny wróg, schodzimy do podziemia i zakładamy blogi/vlogi. W takich krajach dominują blogi polityczne i opozycyjne. Próżno szukać innych – na nie przyjdzie czas potem.

Jeżeli natomiast mamy do czynienia z normalnym ustrojem i nie mamy tego czynnika negatywnego to rozwój blogosfery przechodził wszędzie zbliżony do siebie proces:
– 2005/2006/2007 – pojawiają się pierwsi geecy, fani technologii, którzy zaczynają blogować
– po 2/3 latach zapraszały ich do siebie telewizje – nastała era “fanów komunikatorów”
– pojawia się aktywna blogosfera drugiego planu.

A potem? No właśnie, w okolicach 2009 roku robiłem wywiad z blogerami z Gruzji, kraju, który sąsiaduje z Azerbejdżanem, ale nie jest to system autorytarny a kulawa demokracja, czyli nie ma tej blogosfery wojującej. Dziś, po dwóch latach, ta trójka pracuje gdzieś w firmach, bloguje tylko po to, by powstrzymać ulatniające się wspomnienie.

Czemu? Zapytałem ostatnio.
Po co? Padło kontrpytanie.

Rozeźlony nakreśliłem długi i pasjonujący obraz polskiej blogosfery z jej dominującymi kategoriami, z postaciami pierwszego, drugiego i trzeciego planu. Z firmami i agencjami, które aktywnie otwierają się na współpracę, a blogerzy idą do przodu. Padło tylko krótkie – u nas tego nie było i nie będzie.

Zapytałem więc, czy gdyby pojawiły się istotne możliwości profesjonalizacji podparte komercjalizacją (rozumianą normalnie, nie po hejtersku) – to szliby dalej.
Tak, tak, tak.
Czy sama pasja wystarczy?
Tylko jednostkom, nie *sferze.

Obserwuje i czytuje kilka blogsfer – kenijską, kaukaską i chilijską – tak się złożyło, że w tych krajach poznałem blogerów. Pierwsza i trzecia, genialnie, rozwijają się – dlatego, że weszły w fajny tandem z drugą stroną – tą znienawidzoną komerchą. Ale to ona daje jednym możliwość dalszego rozwijania pasji a aspirującym blogerom – motywację, a może kiedyś i mnie się uda.

Życzę wszystkim, aby problem dla blogera, jakim stało się zarabianie na blogu, przerodził się w siłę napędową i motywował nowe osoby do blogoi vlogowania. Konkurencja zawsze jest dobra.

Kuba Górnicki – pracuje dla Sourcefabric, organizacji która tworzy wolne oprogramowania dla mediów oraz obecnie nadzoruje wdrażanie nowych portali dla mediów w Gruzji, Turcji, Jemenie oraz Ghanie. Współtworzy także Fundację ePaństwo, wydawcę portalu Sejmometr.pl. Poza tym – dziennikarz oraz bloger. Pisze dla Huffington Post i Global Voices. W Georgian Institute of Public Affairs w Tbilisi prowadził zajęcia z multimedialnego dziennikarstwa. Wraz z żoną prowadzi bloga: podrozniccy.com.

Komentarz Łukasza Skalika:

Trzeba pamiętać, że trolling istniał jeszcze przed powstaniem Internetu. Pamiętam, jak na murach mojej szkoły w ramach konstruktywnej, acz anonimowej krytyki, ktoś wysmarował sprayem „Klasztor Szaolin”. Jednak dopiero głośna sytuacja z RockAlone2k brutalnie odsłoniła patologię, z którą boryka się polska cyberprzestrzeń. Do tej pory sklejanie warg anonimowym krzykaczom dokonywało się na dwa sposoby: efektami własnej pracy (wtedy troll ginął w gąszczu pozytywów) lub blokowaniem bez wdawania się w dywagacje z impertynentem, który jak mówi stare porzekadło – zawsze sprowadzi cię do swojego poziomu i pobije doświadczeniem.

Niemniej gdzieś po drodze hejting zaczął wyciekać z ekranu, i ze zwykłych pogróżek oraz inwektyw w kodzie zerojedynkowym – zmaterializował się, przybierając postać realnego nękania, podlegającego pod paragraf. W tym kontekście wybitnie podły i żenujący był rykoszet, który uderzył w bliskich Remigiusza.

Do nagonki swoje 5 groszy dorzucił pewien emigrant z USA, który imo – jawnie zabawił się w sofistę. Półgłupek na ćwierćgłupku zawsze zrobi wrażenie, dlatego na efekty nie trzeba było długo czekać. Rock to nie Brzydki Burak albo Peja, na których hejterstwo połamałoby sobie zęby – stąd łatwiej i chętniej przyszło torpedowanie. W spokojnym i pokojowym community rodzimych youtuberów zaczyna dziać się coś niedobrego. Z wyścigu już odpadło kilku vloggerów.

Damianero zniszczono ogłaszając jego śmierć w wypadku (podjęły to nawet media mainstreamowe). Ten żyje i ma się dobrze, ale nie tworzy. Z kolei firma rodziców GrizzMK o mały włos wpadłaby w bankructwo od masowych zamówień bez pokrycia. Od kilku miesięcy nie publikuje. Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że większość atakujących odsłania swoją mentalną hipokryzję. Kontestując sztandarowe hasło wolności w Internecie – próbując jednocześnie ograniczyć ją innym. Sieć sama się nie ureguluje, tak samo jak rynek. Alternatywą jest anarchia, ale jako punkowiec-neofita nie polecałbym tej drogi. Z czegoś trzeba żyć.

Wine za stan rzeczy ponosi tez zbytnie zawierzanie twórców w YouTube, jako jedynego słusznego obszaru działalności wideo w Sieci i odcinanie się od alternatyw. Pluralizm jest zdrowy i nie warto rezygnować z publikowania (nawet symultanicznie) w oparciu o player Facebooka (pozwalający na szersza kontrolę i moderację), czy będących ‘bliżej’ użytkownika DailyMotion oraz Vimeo. Summa summarum przy sporej ilości subów, w różnych kanałach social mediowych – łatwiej ‘pompować’ ruch, bez względu na obszar w którym docelowo umieszczamy nasz kontent.

Łukasz Skalik – Kierownik Działu WP.TV i Multimedialnego Wsparcia Portalu (Wirtualna Polska S.A.). Przygodę z mediami zaczął od pracy w TVP (2003 r.), gdzie realizował autorski program młodzieżowy „Strefa Zrzutu”. Twórca czołowych internetowych platform telewizyjnych: Interia.tv (2006), WP.TV (2007) oraz nagradzanego w międzynarodowych konkursach (m.in. Webby Awards 2010) serwisu ToSieWytnie.pl (2009). Obecnie szef programowy platform wideo Wirtualnej Polski odpowiedzialny m.in. za zarządzanie multimedialnymi projektami IT oraz rozwój i ekspansję kontentu wideo Wirtualnej Polski. W wolnym czasie kapitan drużyny siatkarskiej i zapalony fan kinematografii polskiej lat 55′-84′.

Posted in featured, internet | Tagged , , , , , , , , , , , , | 202 Comments

Reklamy na YouTube – przed reklamodawcami jeszcze trochę nauki

Jeśli spędzacie trochę czasu oglądając filmy na YouTube, z pewnością zauważyliście spory zalew reklam. O ile małe bannerki wyskakujące w dolnej części video niespecjalnie są uciążliwe, to reklamy video przed samym filmem z pewnością trudno zignorować. Formatów video i możliwości reklamowania jest kilka, niektóre ustawienia pozwalają emitować całą klip reklamowy w całości, bez możliwości wyłączenia.

Niektóre z nich można wyłączyć już po 5 sekundach, co dla mnie, z punktu widzenia widza, jest bardzo kompromisowym rozwiązaniem. Spot przed właściwym materiałem video jest zawsze emitowany z wyciszonym dźwiękiem. Jeśli reklama mnie zainteresuje, mogę włączyć dźwięk i oglądać ją dalej lub kliknąć w nią – wtedy zostanę np. przekierowany do oryginalnego klipu, na kanał reklamodawcy, gdzie może nastąpić dalsza interakcja. Tych reklam video jest ostatnio najwięcej. Bardzo dużo marek, również polskich, korzysta z tej formuły, robiąc niestety jeden podstawowy błąd. Zapominają, że widz ogląda pierwsze 5 sekund bez głosu, i to zazwyczaj zniecierpliwiony, w oczekiwaniu na właściwy film. Niestety większość klipów, które widzę, to po prostu konwersje z telewizji, lub przygotowane w ten sposób, że to właśnie dźwięk ma skłonić widza do zwrócenia uwagi.

W ciągu całego przeglądania YouTube udało mi się znaleźć zaledwie kilka dobry przykładów, np. jak ten poniżej – dobra, wiem, wiem, seksistowski, ale zwrócił moją uwagę, nic nie poradzę.

Reklamodawca traci w ten sposób sporo wejść i pełnych wyświetleń swojej reklamy. Oczywiście, doskonale rozumiem, że większość z nich dopiero testuje nowe medium jakim są reklamy video, „przetestujemy, ocenimy efekty, zobaczymy jak będzie”. Testując jednak możliwości za pomocą nieskutecznych metod, trudno liczyć na zadowalające wyniki.

A może to i dobrze, że nie ma jeszcze totalnego szturmu na reklamy video… i tak jest ich sporo. Radość konsumentów z tej liczby reklam nie będzie jednak trwała długo – wszystkie badania, trendy i statystyki przewidują, że będzie ich więcej :-(

Posted in featured | Tagged , | 9 Comments

Krzysztof Gonciarz o Vlogersach i video w sieci

poprzednim wpisie poruszałem temat związany z programami typu talk-show w internecie. Pozostając w temacie video w internecie, tym razem zapraszam do zgłębienia tematów vlogów, a właściwie Vlogersów – nowego projektu na serwisie YouTube uruchomionego właśnie przez Krzysztofa Gonciarza, z którym miałem okazję podyskutować za pomocą telełącza i klawiatury :-)

Krzysztof Gonciarz (ur. 1985) – dziennikarz internetowy od 12 lat związany z branżą gier wideo, od 4 lat główny producent telewizji internetowej tvgry.pl (będącej własnością GRY-OnLine.pl). Na YouTube znany z kanałów Wybuchające Beczki oraz TheBeeczka. Autor książek „Wybuchające Beczki: Zrozumieć gry wideo” oraz „WEBSHOWS: Sekrety wideo w Internecie” (premiera: lato 2012). Szczyci się tym, że potrafi tego samego dnia poprowadzić wykład na uczelni i nagrywać wygłupy w Internecie.

Lista vlogerów zaangażowanych w projekt Vlogersi:
www.youtube.com/wybuchajacebeczki
www.youtube.com/VlogMateusz
www.youtube.com/mmmcbl
www.youtube.com/PoCzytajMy
www.youtube.com/zimnykuba
… i kolejni, którzy zostaną ujawnieni niebawem!

Maciej Budzich: Twój projekt właśnie wystartował. Na kanale Vlogersi pojawiają się kolejni vlogerzy. Jaka jest idea tego pomysłu, przecież każdy z zaproszonych vlogerów ma swój własny kanał i swoją publiczność – „Jeden, by wszystkimi rządzić, jeden, by wszystkie odnaleźć, Jeden, by wszystkie zgromadzić i w ciemności związać.”?

Krzysztof Gonciarz: Vlogersi.com to projekt o dwóch twarzach. Z jednej strony jest wspólny kanał – miejsce, gdzie widzowie znajdować będą coraz więcej ciekawych vlogów i poznawać nowe, interesujące osoby. Z drugiej strony jest zaplecze: „grupa wsparcia”, w której początkujący vloger może dostać know-how od bardziej doświadczonych kolegów. Szkoleniowy aspekt projektu jest dla mnie najważniejszy – badamy potrzeby początkujących twórców internetowego video i szukamy sposobów, by ułatwić im wzrost.

Maciej Budzich: Mniej więcej w tym samym momencie, kiedy zapowiedziałeś start z Vlogersów, została zawieszona podobna inicjatywa – kanał Collabpl, który właściwie miał polegać na podobnej zasadzie (może bez nacisku na edukację). Nie znam dokładnych przyczyn zawieszenia tego projektu, są głosy, że to po prostu fochy uczestników lub właściciela kanału, kłótnia o kasę, której nie było, czy też niechęć vlogerów do mówienia na narzucony temat według określonego harmonogramu. Odnosząc się do moich doświadczeń jako bloger, jestem przekonany, że vlogerzy to jeszcze bardziej wrażliwi ludzie jeśli chodzi o niezależność, jeszcze bardziej emocjonalni (w końcu pokazują siebie, wnętrze swojego domu). Nie czujesz tutaj zagrożenia dla powodzenia projektu? Że będzie spora rotacja, albo po „przejęciu” widzów od popularnego na YT Gonciarza sami będą klonowali kolejne pomysły. Wizja zyskania sławy i „subów” pozwala im na chwilę przymknąć oko na robienie filmów nie na swój kanał?

Krzysztof Gonciarz: Nie widzę tutaj układu „vlogersi kontra vlogerzy”, ani konkurencji między kanałem „zbiorczym” a kanałami poszczególnych osób. Celem, który obejmujemy, jest znajdowanie nowych talentów i ułatwianie im rozwoju, przy jednoczesnym zapewnianiu widzom rozrywki. To nie jest model biznesowy, ale eksperyment na żywym organizmie. Nie patrzę na ten proces w kategoriach przekierowywania ruchu z jednego kanału na drugi – bo chcę, żebyśmy byli w stanie dać vlogerom przede wszystkim „niepoliczalne” korzyści. Jestem bardziej vlogerem/osobą kreatywną niż organizatorem/przedsiębiorcą, więc wiem jakich swobód oczekują ludzie nadający na tych falach. Nie będziemy robić żadnej formalnej „redakcji”.

Maciej Budzich: Ale chcesz czy nie, model biznesowy u vlogerów będzie się coraz częściej pojawiał. Zresztą temat „zarabiania” i „sprzedawania” się funkcjonuje w polskiej vlogosferze już od jakiegoś czasu i jest często zarzewiem konfliktów, zaglądania do kieszeni i takim polskim piekiełkiem znanym z innych sfer życia. Z biegiem czasu część vlogerów będzie musiała zmierzyć się z tym problemem – zarabiania na swojej pasji (moim zdaniem najpiękniejsza rzecz na świecie) a „hejtem” widzów i innych vlogerów. Zresztą coraz mocniej widać to już teraz, coraz częściej spotykam się z komentarzami „kiedyś moje filmiki były na głównej, a teraz to tylko ci spamerzy Rock i Rojo i cała sitwa od Agory”. Vlogersi to moim zdaniem świetna inicjatywa, taka szkółka (no dobra, uniwersytet) edukujący blogerów, ale i tak zaraz spotka się z tymi samymi problemami i wspomnianym „polskim piekiełkiem” co inne kanały.

Krzysztof Gonciarz: Włodek Markowicz z Lekko Stronniczych powiedział kiedyś w wywiadzie dla Pressa, że wyświetlenia w YouTube to w Polsce nie jest model biznesowy – i taka prawda, stawki są zbyt niskie a wartości zbyt małe. Monetyzowanie działalności vlogerów czy nawet autorów webshows to rozległy temat ale nie na nim koncentruję się przy „vlogersach”. W tym względzie ciekawsze rzeczy dzieją się np. na tworzonym przeze mnie we współpracy z istv.pl kanale TheBeeczka.

Maciej Budzich: Wyświetlenia na Yotutube w Polsce nigdy nie będą modelem biznesowym (ok, dla bardzo nielicznych), ale patrząc na młody wiek vlogerów mam wrażenie, że 1000 zł przychodu z reklam YouTube to już złapanie boga za nogi. Ale rozumiem, że nie zarabianie na vlogach będzie celem Vlogersów… chociaż vlogerzy cały czas pytają się „jak się wybić na YouTube” :-).

Krzysztof Gonciarz: Pewnie, każdy mówi że stawki niskie, ale tak naprawdę ogromny rozwój polskiej vlogosfery po uruchomieniu w Polsce programu partnerskiego to nie przypadek. Nie możemy jednak wrzucać do jednego worka nastoletniego vlogera z własnym kanałem oraz np. tego, co na YouTube robi Wirtualna Polska (a przecież też ma po prostu „kanał”).

Maciej Budzich: Jak sobie wyobrażasz Vlogersów za pół roku?

Krzysztof Gonciarz: Chciałbym, żeby ten projekt stał się miejscem, do którego przychodzisz z dobrymi chęciami i pomysłem – i znajdujesz środowisko, które ułatwi ci pracę. Będziemy systematycznie poszerzać grono autorów, zobaczymy jak będzie reagować publiczność. Jestem zwolennikiem takiego „minecraftowego” modelu prowadzenia projektów w Internecie – wypuścić wczesną betę i kształtować ją pod potrzeby użytkowników :)

Najbardziej zależy mi na współpracy z młodymi i początkującymi autorami. Nie do wiary, ilu jest obiecujących autorów, których średnia oglądalność to 200-300 odsłon, a subskrybentów mają poniżej 50. Oni są najważniejsi dla tego projektu – więc raczej nie będzie u nas znanych i popularnych już YouTuberów, chyba że przy jakiejś specjalnej okazji.

Maciej Budzich: Zapraszasz każdego, kto chce się podzielić swoimi doświadczeniami, czy też poszukiwaniami w temacie vlogowania? Jakie kryteria trzeba spełnić aby dołączyć do Vlogersów? Idol, X-Factor czy Mam Talent?

Krzysztof Gonciarz: W tym momencie w projekt angażujemy autorów, którzy są w stanie samodzielnie produkować materiały i posiadają już swoje vlogi. Docelowo chciałbym poszerzyć działalność o ludzi, którzy mają „tylko” potencjał – każdy z nas zna przecież tych kilka osób, których vlogi chętnie byśmy oglądali. Ale albo tym osobom się nie chce, albo nie mają śmiałości, albo nie wierzą jak tę kwestię ugryźć. Rozwój vlogosfery da się przyspieszyć, w ramach vlogersów będziemy szukać na to skutecznych sposobów.

Swoją drogą często mam takie wrażenie, że niemal każdy polski vloger (w odróżnieniu od autorów webshows) musi być od razu jakimś wielkim ewangelistą vlogów jako formuły treści w internecie: bo zamiast słyszeć uwagi na temat swojej pracy, słyszy krytykę pod adresem samego faktu robienia vloga. Trochę tak, jak o dziennikarzach internetowych czy blogerach pisało się, kiedy media papierowe były jedynymi słusznymi nośnikami opinii (nowa, „niższa” forma przekazu, pójście na łatwiznę itp.). Czas już założyć, że vlogi są, mają się dobrze, będą się rozwijać – i szukać dróg tego rozwoju.

Maciej Budzich: Czy tak widzisz typową ścieżkę ewolucji vlogera (vlog >> show)?
– najpierw oglądanie, subskrybowanie, komentowanie innych vlogów;
– potem pierwszy vlog, często nagrany kamerką z laptopa;
– kolejne vlogi, podnoszenia jakości, lepsza kamera, mikrofon, oświetlenia, dbanie o formę;
– lepszy montaż, własna czołówka, fanpage, spotkania z „moimi fanami”;
– i nagle mamy profesjonalnego twórcę show, z własną publicznością, własnym medium i potencjałem, który w przyszłości będzie mógł śmiało konkurować z tym co serwuje nam telewizja.

Krzysztof Gonciarz: Wielu twórców przechodzi taką drogę, ale myślę że ten proces można w wielu punktach kwestionować. Dużo ludzi uważa – a ja wciąż się nie mogę co do tego zdecydować – że podnoszenie „production value” (lepszy aparat, mikrofon, realizacja zmierzająca do telewizyjnych standardów) zabija autentyczność przekazu, i że vlogi powinny być czymś więcej niż po prostu poczekalnią dla przyszłych osobowości telewizyjnych. Lubię eksperymentować na tym polu: czasami kręcę vlogi „profesjonalnie”, czasami telefonem. Badam jak ludzie reagują, zwłaszcza pod kątem „docieralności” przekazu. Nie wchodząc w szczegóły – okazuje się, że „telewizyjność” wcale nie jest jedyną słuszną drogą.

Maciej Budzich: Podobnie mylnie wciąż uważa się, że blogerzy to tacy niespełnienii dziennikarze :-) i blog to szkółka, przed pracą w redakcji.

Krzysztof Gonciarz: Związek „osobowości internetowych” z telewizją to faktycznie podobny układ. Wiele gwiazd telewizyjnych nie odnalazłoby się w sieci – sam pisałeś ostatnio artykuł o próbach stworzenia w Polsce youtube’owego talk-show, przy których widać brak skutecznego wykorzystania kanałów komunikacyjnych jakie daje Internet. Oczywiście to działa też w drugą stronę: radząc sobie w Internecie łatwo odnieść wrażenie, że świat telewizji stoi otworem. Tymczasem to zupełnie różne światy.

Ciekawostka – kiedyś jako tvgry.pl prowadziliśmy nocną premierę Call of Duty na żywo dla pewnej stacji telewizyjnej. Mieliśmy wóz transmisyjny, liczną ekipę, sprzęt warty jakieś bazyliony. Kompletnie obce środowisko pracy dla ludzi „z Internetu”. Program okazał się być jedną z najsłabiej oglądanych rzeczy, pod jakimi się podpisałem przez ostatnie lata – a dla wspomnianej stacji i tak był sukcesem oglądalnościowym. To są naprawdę różne światy.

Maciej Budzich: Czego przede wszystkim powinni nauczyć się polscy vlogerzy. Czego im brakuje w porównaniu do anglojęzycznych produkcji?

Krzysztof Gonciarz: „Jesteś gorszy niż anglojęzyczni” to zarzut, który każdy polski vloger słyszy przez całe życie. Widmo mitycznej zagranicy wisi nad każdym twórcą sieciowego video – i niech wisi, ale też nie dajmy się zwariować. Działamy w innym środowisku: potencjalnych widzów jest nieporównywalnie mniej, ale z drugiej strony konkurencja jest póki co dużo mniejsza. Polskie video w Internecie musi dojrzeć po swojemu, nie idąc ślepo torem wytyczonym przez USA.

Maciej Budzich: Ile czasu spędzasz oglądając YouTube? Subksrybujesz dużo kanałów? Jak to procentowo wygląda polskie kanały/zagraniczne.

Sieciowe video to moja praca od 4 lat, więc myślę że mam za sobą setki, może tysiące godzin gapienia się w okienko playera. Od pewnego czasu oglądam głównie polskich twórców, bo chcę ogarniać co się u nas dzieje w tym temacie – no a oczywiście w związku z vlogersami wciąż poszukuję nowych talentów. Zresztą vlogersi to nie wszystko: w ramach tvgry.pl uruchomiliśmy ostatnio projekt GeeksUtd, w ramach którego znani z YouTube’a gracze mogą pojawić się w naszej ramówce.

Moim YouTube’owym idolem jest Dem. Polecam go każdemu. I mam nadzieję, że kiedyś zrobimy coś razem.

Maciej Budzich: Dzięki za rozmowę.

Posted in featured, internet, vlog | Tagged , , , , , | Leave a comment

Vlog, show, talk-show – tym ostatnim nie jest łatwo w internetowej rzeczywistości

Często słyszę, że na YouTube jest mnóstwo kiepskiej jakości treści, albo że króluje tam tylko prosta rozrywka dla gimbusów, gameplaye albo faile. I jest to po części prawdą – wystarczy do tego zestawienia dołożyć jeszcze malujące się vlogerki, Minecrafta i mamy już komplet tego co pojawia się codziennie na YouTube w najwyżej ocenianych lub najpopularniejszych filmikach. Czasem „najpopularniejsze dzisiaj” dominują bieżące wydarzenia – nie jest trudno przewidzieć, że jutrzejsze „najpopularniejsze dzisiaj” zdominują klipy związane z EURO 2012 (czy to komentarze Zimocha, czy strzelone bramki i wiwatujący kibice).

YouTube - popularne dzisiaj

YouTube - najlepsze (najwięcej łapek w górę) dzisiaj

Z promocją bardziej interesujących, ambitnych treści jest już trochę gorzej. Nie twierdzę, że ich tam w ogóle nie ma, ale zdecydowanie trudniej je odnaleźć – zwłaszcza początkującym odbiorcom. Mając na myśli „ambitne treści” nie chodzi mi od razu o recytację poezji Stachurskiego, tfu, Stachury czy filmowanie monodramów połączonych z performance i jedzeniem psiej sierści – raczej o takie materiały, które można w spokoju obejrzeć, podyskutować o nich z żoną czy też bez wstydu odtworzyć na telewizorze podpiętym do netu. Coś, co przekonałoby „nieinternetowych”, że oprócz TVP1 i TVP2 coś ciekawego się w sieci dzieje.

Powoli, powoli powstają w Polsce kolejne projekty. Z jednej strony czuję rosnącą siłę vlogerów i nadchodzący czas profesjonalizacji tej sfery wyrażania siebie. Przyjdzie na to jeszcze trochę poczekać, ale to właśnie YouTube będzie kopalnią samorodków, nowych talentów, a przede wszystkim ludzi, którzy inaczej będą definiowali pojęcie telewizji. Z jednej strony, sami będą ją tworzyli, a mając w jednym palcu nowe technologie, serwisy społecznościowe, odwagę do eksperymentów, będą mieli dwukierunkowy kontakt ze swoimi odbiorcami – zarówno w formie video, pisanej (czaty, Facebook, Twitter) czy spotkań w realu. W tej chwili, w Polsce funkcjonuje dosyć krótka lista takich postaci, ale będzie się ona stopniowo powiększać.

Część vlogerów pozostanie przy formule vloga (gadania do kamery) część będzie ewoluować w stronę show – przemyślanych programów, z ustaloną formułą, konkretnym targetem i w końcu ze strategią promocji, współpracy czy sprzedaży powierzchni reklamowej. Takie „show” oczywiście nie muszą być wynikiem ewolucji vlogera – powstają też od razu jako projekty na starcie.

Przyglądam się od samego początku dwóm takim internetowym show – programom. Obydwa to formaty typu „talk-show”: 20m2Łukasza (talk show w kawalerce kręcony iPhonami) oraz Bez Maski – Rozmowy Moniki Jaruzelskiej.

Ok, pewnie zaraz pojawią się głosy, czy pogaduchy z celebrytami to naprawdę takie ambitne treści i w czym to jest lepsze od vlogerek chwalących się nową szminką. Przyjmijmy więc, że na potrzeby tego wpisu obniżyłem poprzeczkę „wartościowych treści” bo chcę się skupić raczej na kłopotach, liczbach i wynikach tych dwóch programów, będących odskocznią od śmiesznych filmików na YouTube.

20m2Łukasza to bardzo młody projekt, wystartował na początku maja – zerknijcie na krótki wywiad Łukaszem na SpidersWeb. Pod wywiadem, zobaczycie kilkanaście komentarzy „miszczów” wszelakich od produkcji video, profesjonalnych kadrów i odpowiedniego sprzętu. Oczywiście program Łukasza jest be, wstyd kręcić iPhonem, zły profil i sukcesu nie będzie, obwieścili „znawcy”.

Przyjrzyjmy się więc Bez Maski Moniki Jaruzelskiej. To również talk-show, z nieco dłuższym (6-cio miesięcznym) stażem, na pierwszy rzut oka wyżej aspirujący, zaglądający do duszy gościa itd (wpiszcie sobie co tu chcecie). Kręcony i montowany prawie według standardów telewizji, odpowiednim wnętrzem i ekipą techniczną – tutaj chyba „miszczowie” ze Spidersweb nie powinii się do niczego przyczepić (he, he, nie wierzę) – ale chyba przyznacie – produkcyjnie i jakościowo – o wiele wyżej.

Niestety patrząc na cyfry obydwu programów, można stwierdzić, że do sukcesu jeszcze dlatego, a wyniki oglądalności rozmieszą do łez ludzi siedzących w branży telewizyjnej.

Odcinki Bez Maski ogląda średnio 1000-2000 widzów, mimo takich nazwisk w tytułach, które bez problemu napędzają sprzedaż prasy brukowej i królują w portalach plotkarskich – Tymochowicz, Korwin-Piotrowska, Kupisz).

Łukasz radzi sobie trochę lepiej – ok. 7 tys. wyświetleń na odcinek, ale też i nazwiska gości są popularniejsze w sieci (Rutkowski, Jacyków, Lesz, Kazadi).

Każdy z tych programów stoi bardzo słabo w liczbie subskrypcji, czyli osób, które postanowiły „zaprenumerować” następne odcinki, otrzymując powiadomienia na swój profil YouTube lub mailowo. A właśnie subskrypcje powinny być najważniejszą wartością dla cyklicznych programów – upraszczając, działa to jak lista adresowa. Twórca na YouTube, który posiada ok. 100 tys. subskrypcji, może liczyć prawie z automatu na 30-50 tys. wyświetleń każdego odcinka – stała widownia.

O ile vlogerzy, czy też ludzie tworzący rozrywkowe treści dla młodszych użytkowników YouTube nie mają problemu z subskrybentami i rozumieją jak to rozgrywać (młodzi widzowie klikają w „łapki w górę”, „łapki w dół”, komentują, subskrybują) to odbiorców dwóch omawianych programów trzeba tego nauczyć – żaden z autorów tego nie robi. Efektem tego jest zaledwie 52 subskrybentów Bez Maski (jak na 6-ciomiesięczny kanał, to właściwie porażka) i nieco lepiej, ale to wciąż mało, u Łukasza – 840 widzów (subskrybentów). Myślę, że wielu widzów obydwu programów ucieszyłoby się na możliwość powiadomienia mailowego o nowym programie – wystarczy im tylko pokazać jak to zrobić.

Co jest dla mnie dziwne, talk show Łukasza nie posiada swojej strony internetowej – funkcjonuje przede wszystkim na YouTube ze wsparciem komunikacyjnym na Facebooku. Zgodziłbym się z wieloma argumentami, że to właściwie wystarczy – treści video na YouTube, interakcja z widzami na Facebooku. Proste i szybkie do ogarnięcia. Są niestety też zagrożenia. Żadne z wymienionych wcześniej medium nie należy do autora show – więc kaprys, błąd, włamanie, nieszczęśliwy przypadek lub foch Marka Zuckerberga i nie już mamy swojego miejsca w sieci. Własna domena, strona pozwala trochę uporządkować treści, przybliżyć program nowym widzom oraz ułatwić nawiązanie kontaktu potencjalnym partnerom. Są jeszcze inne plusy, typu SEO, rozwiązania dla reklamodawców, miejsce do wrzucania treści które nie pasują do Facebooka lub YouTube, a w razie awarii własna domena to miejsce gdzie można odsyłać widzów i reagować na nieprzewidziane sytuacje. Swoją własną stronę ma od dawna MaturaToBzdura.tv czy Lekko Stronniczy, Bez Maski Moniki Jaruzelskiej swoją własną stronę również posiada.

Brak strony to był pierwszy mój zarzut – tutaj wygrywa Bez Maski. Drugi zarzut do komunikacja i brak zrozumienia medium jakim jest internet. O ile show Łukasz nawiązuje kontakt z fanami, prosi o pytania, niektóre pojawiają się w programie, o tyle Bez Maski komunikacyjnie praktycznie leży. Widać dobre produkcyjne rzemiosło, ale przez ludzi tworzących dla telewizji – zrobić, wyemitować, zapomnieć. Zero reakcji na komentarze pod odcinkami. Strona na Facebooku jest, również Twitter, ale obydwa przekierowują do profili Moniki Jaruzelskiej. Tam też, jeśli chodzi o interakcję w kwestii programu i promocji tytułu jest raczej słabo, no i przede wszystkim mieszają się aktywności pani Moniki, która jest stylistką, projektantką, felietonistką. Po to YouTube ma tyle funkcji społecznościowych, możliwość oceniania, komentowania i udostępniania innym użytkownikom, żeby dystans między nadawcą a odbiorcą zmienić w dwukierunkową komunikacje – Bez Maski nie wykorzystuje tego potencjału w ogóle.

Zastanawia mnie również fakt, że Bez Maski nie jest jeszcze partnerem YouTube (sam nawet niedawno zgłosiłem ten profil, podobnie jak kanał Łukasza do rozpatrzenia). Przystąpienie do programu partnerskiego pozwala oprócz zarabiania na reklamach (co w tym przypadku może nie jest istotne) wrzucanie filmów dłuższych niż 15 minut. W tej chwili każdy odcinek pocięty jest na dwie lub trzy części – niezbyt wygodne to w oglądaniu, ale można przy okazji zaobserwować oglądalność poszczególnych części wywiadów. A ta nie jest najgorsza – spada, wraz z kolejnymi częściami, ale to przyzwoitego poziomu – do końca wytrzymuje jakieś 50% widzów.

Brak partnerstwa z YouTube to jeszcze jeden minus wizerunkowy – brak możliwości wstawiania własnych miniatur i zdanie się na los i wybór miniatury przez YouTube. Dobrze zaprojektowana miniatura, właściwie okładka, zachęca do kliknięcia i obejrzenia. W przypadku show Łukasza podejrzewam, że jest to kwestia czasu kiedy dostanie taką możliwość, a producenci Bez Maski chyba jeszcze nie wpadli na to, żeby o program partnerski się starać, teraz YouTube szybciej przyjmuje i weryfikuje takie zgłoszenia.

Te kilka minusów powodują, że obydwa porównywane programy jeszcze słabo przędą na YouTube. Zdecydowanie 20m2Łukasza jest tutaj na wznoszącej, będzie się rozwijał i coraz sprawniej zdobywał widzów. Taki projekt też łatwiej spiąć biznesowo. Zagadką jest dla mnie przyszłość Bez Maski, bo finansowo zupełnie to się nie spina, a nawet jeśli nie jest robiony dla pieniędzy to ktoś, kiedyś porówna korzyści do wydawanej kasy na produkcje i jestem pewien, że przez 6 miesięcy zrobił to już nie raz.

Ok, miałem napisać krótką notkę a wyszedł mi jakiś długaśny poradnik ze studium przypadku, mam jednak nadzieję że wydał Wam się interesujący i na pewno będę często wracał do tematów video w sieci.

Jestem bardzo ciekawy, czy znacie, oglądacie omawiane przeze mnie talk-show, czy subskrybujecie te kanały i czy zgadzacie się z moimi obserwacjami i zarzutami?

Bez Maski rozmowy Moniki Jaruzelskiej znajdziecie tutaj i możecie tam też zasubskrybować ten program.

To jest profil 20m2 Łukasza i tam również znajdziecie przycisk do subskrypcji.

A to mój profil na YouTube, przycisk do subskrypcji znajduje się dokładnie w tym samym miejscu co na wyżej wymienionych kanałach, Po jego kliknięciu pojawi się opcja – „Gdy pojawi się nowy film wyślij mi też maila” – nie wszystkie video które wrzucam trafiają na bloga :-)

Posted in featured | Tagged , , , , , | 4 Comments