141

Test tatara warty 150 tysięcy złotych czyli Kocham Gotować kontra Sokołów

kocham gotowac cover

Co prawda, w naszych okolicznych internetowych mediach sprawa Piotra Ogińskiego (autora Kocham Gotować) kontra Tatar ze stajni Sokołów odrobinę przycichła, ale tak naprawdę to dopiero początek większej rozróby. Właściwie od jedynego komentarza który wywołał wywołał lawinę komentarzy i wpisów opartych głównie na domysłach, od samego początku „afery” nie pojawił się specjalnie żaden nowy fakt.

komentarz

Za to na niedużym fanpage marki Sokołów hejt cały czas trwa. To dość zabawny widok, kiedy na fanpage pojawiają się niewinne posty o talerzach czy przyprawach, okraszone smakowitymi, profesjonalnie przygotowanymi grafikami, a pod spodem trwa walka o wolność parówek czy smak tatara 🙂 Wciąż też sporo użytkowników umieszcza swoje wpisy bezpośrednio na profilu (są one niewidoczne dla przeciętnego odwiedzającego). Z jednej strony rozumiem taką strategię firmy – „na przetrzymanie”, zwłaszcza w przypadku takiej marki, której głównym kanałem komunikacji nie są media społecznościowe, ale wciąż reklama telewizyjna, sponsoring, billboardy, a decyzje o zakupie klient podejmuje w sklepie, na podstawie ceny, opakowania czy też aktualnej promocji. Wielkość fanpage firmy (niecałe sześć tysięcy fanów) też świadczy o tym, że internetowa komunikacja wcale do najważniejszych (jeszcze) nie należy. Dodałem „jeszcze”, bo co tu dużo mówić – trend dla marek masowych jednak wciąż przesuwa się w stronę internetu i o wizerunek, opinie i komunikację raczej trzeba będzie zadbać, a rekomendacje algorytmów lub opinie znajomych będą odgrywały coraz większą rolę w procesie zakupowym. Dopóki firma nie rozwiąże jakoś tego problemu, zawsze znajdzie się użytkownik, który będzie bruździł marce tym nieszczęsnym tatarem albo parówkami. A kto wie, może za kilka miesięcy Sokołów będzie chciał zrobić jakąś śliczną akcję promocyjną w sieci i odkryć internet na nowo, a tutaj na pierwszych miejscach w wyszukiwarce będą wyskakiwały „Sokołów cenzuruje internet”, „Nie krytykuj tatara z Sokołowa bo dostaniesz pozew” albo „Sokołów ty pizdo” (pamiętacie? 🙂

Ale od początku, bo sprawa zaczyna się jak stary dobry, podręcznikowy kryzys w social media. Na potrzeby tego wpisu i ogólnie w dyskusji pozwólcie że będę używał określenia bloger – mimo że Piotr Ogiński jest twórcą internetowego programu na YouTube – Kocham Gotować, ale sprawa dotyczy blogerów, vlogerów, jutuberów – jak zwał tak zwał. Każdy z nas w pewnym momencie ma styczność z jakąś marką i problem firmy strzelającej z prawniczych dział może dotyczyć każdego z nas.

Mamy więc blogera, który robi sobie test produktu. Test wychodzi dość kiepsko dla tego produktu a uczynny bloger (!) informuje o tym markę kilka miesięcy (!) przed publikacją podsyłając jej wynik konfrontacji. Marka milczy, mimo że wpis (vlog) jest już zapowiedziany. Czyli mamy już pierwszy sygnał, że coś się może dziać – zero reakcji – pisałem o tym szerzej w marcu Tatar firmy Sokołów – wiesz co jesz czyli anatomia kryzysu z vlogerem w tle.

Poniższy film nie pochodzi z kanału Kocham Gotować, stamtąd został usunięty, jednak w sieci nietrudno znaleźć kolejne kopie.

Film pojawia się na kanale blogera, zyskuje mnóstwo wyświetleń i tradycyjny dla tego kanału wysyp komentarzy. Warto też dodać, że Piotr Ogiński swoim programem, stylem swoich materiałów wzbudza sporo kontrowersji. Nie ma pięknie doświetlonego planu, nie ma cudownych kadrów, głębi ostrości i stylizowanych półmisków do prezentacji potraw. Ma też sposób prowadzenia swojego kanału, który mówiąc delikatnie.. nie wszystkim się podoba. Więc i komentarze nie zawsze są przychylne, a nawet pojawił się wpis, który test tatara przeprowadzony przez Ogińskiego rozjechał merytorycznie – Chemia tatara z Sokołowa.

Mamy więc wszystkie składniki do pieczenia: materiał na popularnym kanale YouTube, odpowiedni szum wokół produktu, merytoryczną ripostę podaną na talerzu, napięcie i oczekiwanie na reakcję firmy, która decyduje się walczyć z internetem za pomocą działu prawnego. Chciałbym też, żebyście mnie dobrze zrozumieli – to, że firma sięga po narzędzia prawne w obronie swojego wizerunku to jej święte prawo – cytując klasyka, „po to one są, po to są one” aby właśnie przenieść spór na niezależny teren i poddać go ocenie przez niezawisły sąd.

Pozostaje jednak jeszcze kwestia odpowiedniej rozegrania tej gry: po jednej stronie jest „biedny, uciśniony bloger” i za nim społeczność internetowa a po drugiej wstrętna korporacja, która chce cenzurować internet. W dzisiejszych czasach warto tak zaprojektować siedzibę firmy aby dział prawny był blisko działu public relations, a pracownicy tych działów mogli spotkać się od czasu do czasu na kawie, w firmowej kuchni czy chociażby przy wspólnej kserokopiarce. Wtedy byłaby szansa na rozpoczęcie dyskusji o potencjalnych korzyściach i stratach i być może mogłyby zostać podjęte inne decyzje. Zarówno sądowy proces jak i działania pr-owe to koszty dla firmy. W pierwszym przypadku firma jednak idzie na wojnę z internetem i wizerunkowo jest odbierana w ten sposób, że chce kogoś zniszczyć, w przypadku rozwiązań drogą public relations, może być to szansa na nawiązanie dialogu z internetową społecznością, ba, nawet w pewien sposób ośmieszenie blogera lub udowodnienie mu, że nie miał racji, w sposób, który będzie zaakceptowany przez „internety” – argumenty leżą na talerzu.

Mogę podejrzewać również inny scenariusz i powód wybrania drogi sądowej – Bardzo Ważna Osoba z firmy Sokołów, po obejrzeniu swojego tatara na youtube walnęła pięścią w stół, wzięła słuchawkę i „Pani Basiu! Pani woła prawników, nie będzie mi tu gówniarz krytykował naszego tatara, dojedziemy go w sądzie na 150 tysięcy, się gnojek nie wypłaci!” a dwie cichutkie z dziewczynki z ostatniej ławki co się zajmują PR nawet nie miały szans podnieść paluszka i zgłosić się do odpowiedzi 🙂 Dobra, koloryzuje, faktem jest, że firma faktycznie poszła do sądu, dość szybko na posiedzeniu niejawnym i bez udziału drugiej strony (normalna procedura) uzyskała postanowienie sądu o zabezpieczeniu roszczeń, czyli natychmiastowe usunięcie z kanału Kocham Gotować filmów „KG ocenia Sokołów Tatar Wołowy 230g” oraz „Test parówek”.

Test parówek wyglądał tak, sami oceńcie czy powinien być usunięty z sieci…
test parówek

A oto treść postanowienia które otrzymał Piotr Ogiński

Nie jest z pewnością komfortową sytuacją dla młodego blogera, kiedy otrzymuje takie poważne pismo pełne prawniczych zwrotów, postanowień, żądań, kwotą 150 tysięcy złotych i powoływaniem się na różne ustawy. Filmy znikają więc z kanału Kocham Kotować, ale oczywiście nie znikają z internetu. Tak to jest niestety drogie firmy, że zawsze, zawsze ktoś wpadnie na pomysł żeby zgrać sobie materiał, zrobić zrzut ekranu. A jeśli sytuacja się zaognia następuje efekt, o którym pisałem już nie raz – wielu internautów bierze sobie za punkt honoru odnaleźć „ocenzurowany” materiał, zgrać go na własny dysk i umieścić w takim miejscu w internecie do którego żadnego pozwy i roszczenia nie docierają.

To, co mnie niepokoi w tym uzasadnieniu, to zakaz publikacji przez Piotra Ogińskiego jakichkolwiek informacji o produktach spółki Sokołów do czerwca 2014 roku oraz fakt, że przy okazji usunięcia filmu z tatarem został usunięty również „test parówek”, który co prawda dla marki nie wypadł jakoś specjalnie korzystnie, ale nie ma się też do czego tam prawnie przyczepić. Po prostu bloger oceniał walory smakowe różnych marek, a niektóre jak Morliny ocenił bardzo wysoko, Zastanawiam się czy w tej sytuacji nie powinna jakoś zareagować konkurencja Sokołowa, zniknął z sieci test, który dla jednej marki jest niekorzystny, ale inne ocenia bardzo wysoko. Na miejscu Morlin bym się jednak zmartwił, bo to pod wpływem działań sądowych konkurencji znika z sieci dobra opinia o ich produkcie. Swoją drogą, to zawsze jest szansa dla konkurencyjnych marek aby na fali kryzysu innej firmy zabłysnąć kreatywnością – pamiętacie aferę zbożową na Wykopie i browar Ciechan? No właśnie 🙂

Zresztą to nie pierwszy przypadek, kiedy kryzys czy też krytyczne komentarze internautów można było ograć na własną korzyść. Nie zawsze musi być to publiczne kajanie się prezesa firmy na specjalnym kanale YouTube… chociaż, zresztą zobaczcie sami jak marka produkująca podpaski Bodyform zareagowała na krytykę jednego z internautów (ponad 5 milionów wyświetleń).

A to z kolei odpowiedź firmy McDonald’s na zarzut/pytanie konsumentki dlaczego kanapki tej firmy o wiele ładniej wyglądają na zdjęciach niż w rzeczywistości (prawie 9 milionów wyświetleń)

Sami oceńcie korzyści wizerunkowe i opłacalność prowadzenia walki za pomocą sądów lub działu public relations, reklamy i marketingu.

Ok, pogdybajmy sobie trochę teraz, co się może wydarzyć.
Rozprawa sądowa między firmą Sokołów a Piotrem Ogińskim jest zaplanowana na 18 września 2013 roku w Sądzie Okręgowym w Gliwicach. Mam nadzieję, że będzie jawna, oraz że lokalne media też zainteresują się jej przebiegiem i argumentacją obu stron, bo wynik tej rozprawy jest bardzo interesujący dla całej społeczności blogerów.

Niezależenie jak się potoczy sprawa, uważam, że w każdym wypadku wygrywa bloger. Jeszcze przed samą rozprawą strony mogą dojść do porozumienia, w końcu filmy zniknęły z kanału Kocham Gotować, na fakt, że rozprzestrzeniają się dalej w sieci firma niewiele może poradzić, a prowadzenie dalej batalii o usunięcie materiału przyniesie odwrotny skutek.

Mało prawdopodobne, żeby Piotr Ogiński został ukarany tak wysoką karą (150 tysięcy złotych), nawet jeśli jakimś cudem wyrok nie będzie dla niego korzystny, prawdopodobnie zostanie obciążony kosztami sądowymi, ewentualnie jakąś grzywną, która na pewno nie przekroczy 10 tysięcy złotych. A to może być interesująca sprawa i prawdziwy test dla społeczności Kocham Gotować (173 tysiące subskrybentów). Chciałbym się dowiedzieć, czy przynajmniej jedna dziesiąta część tej społeczności byłaby skora zapłacić złotówkę na rzecz tej grzywny w imię sympatii dla blogera, którego wcześniej „lajkowali”?

W każdym razie bloger, który idzie do sądu, ponieważ dużej firmie nie spodobało się jego działanie zawsze jest swego rodzaju męczennikiem, to on zyskuje na wizerunku albo popularności, a firma traci (nie mam na myśli ewidentnych przypadków przestępstw). W tym przypadku mamy jednak blogera, który ma dość specyficzną formułę prowadzenia programu, w teście tatara czy teście parówek nie zrobił niczego specjalnie nowego czego nie można znaleźć w innych jego filmach. Należę również do tej grupy osób, której niespecjalnie podobają się te „wymiotne” motywy w odcinkach Kocham Gotować, ba, nawet uważam że podważają ich wiarygodność – ale to decyzje i problemy z którymi autor będzie musiał się sam zmierzyć. W końcu też jak traktować tego typu testy robione przez blogerów, vlogerów, którzy wcale nie muszą być ekspertami? AdBuster, Kocham Gotować to bardziej opiniotwórcze mediów czy też rozrywkowe kanały? Czy w takim razie firmy coraz częściej będą nam narzucać formułę prowadzenia blogów, testów? Jako bloger wolę być rozjechany merytorycznie przez czytelników niż bić się w sądzie z firmami. A te, jak widać przy okazji działań marki Sokołów, traktują blogerów coraz bardziej poważnie – zwraca na to uwagę Łukasz Węgrzyn w swoim komentarzu, i zgadzam się z nim w zupełności – w tym przypadku bloger został potraktowany jako wpływowe medium, jak stacja telewizyjna i takie właśnie środki zostały podjęte. Co też odczytuję jako plus i pewną formę docenienia blogosfery 🙂

Łukasz Węgrzyn – prawnik z kancelarii Maruta i Wspólnicy:

Sprawa ma dwa wymiary. Pierwszy to kwestia wolności słowa i wyroku który może zapaść w tej sprawie. Rolą sądu będzie ważenie pomiędzy dwiema wartościami. Z jednej strony wolnością słowa blogera, a z drugiej prawem do ochrony dóbr osobistych marki Sokołów. Dla sprawy kluczowe znaczenie ma fakt czy materiał opublikowany przez blogera został przez niego sporządzony w sposób staranny i rzetelny. Czy okoliczności podane w materiale zostały sprawdzone, odpowiednio zweryfikowane i skonfrontowane. Ważnym jest również ustalenie celu dla którego materiał został opublikowany – czy chodziło o interes społeczny czy jedynie o „obsmarowanie” produktów danej marki.

Drugi aspekt sprawy to oczywiście wydane przez sąd postanowienie o zabezpieczeniu roszczeń w postaci rocznego zakazu wypowiadania się na temat produktów marki Sokołów. Nie odnosząc się do zasadności tego zakazu widać, że sąd potraktował blogera jako wpływowe medium, mające realne przełożenie na postawy widzów. Tego rodzaju postanowienia najczęściej wydawane są w sporach z mediami typu telewizja czy prasa. Tym razem mamy jednak do czynienia z blogerem, co jest ewidentnym dowodem na wzrost znaczenia polskiej blogosfery, a co z kolei jest być może jedyną dobrą stroną tej całej historii.

Jestem ciekaw Waszych opinii w tej sprawie, na reakcje firmy Sokołów chyba nie ma specjalnie też co liczyć, ze strony autora Kocham Gotować też będzie trudno liczyć na komentarz – Piotr Ogiński jest obecnie zaangażowany w spory projekt i ma bardzo restrykcyjne ograniczenia jeśli chodzi o pojawianie się w mediach. Pozostaje nam więc czekać na rozprawę (18 września w Gliwicach) o ile ta się odbędzie.

[AKTUALIZACJA 22 sierpnia 14:17] Firma Sokołów na swoim profilu wydała właśnie oświadczenie w sprawie Piotra Ogińskiego

Szanowni Państwo, Drodzy Facebookowicze!

W związku z licznymi pytaniami dotyczącymi tego, czy „Sokołów” S.A. pozwała pana Piotra Ogińskiego, blogera kulinarnego prowadzącego serwis, w tym kanał YouTube, o nazwie „Kocham gotować” potwierdzamy, że sprawę przekazaliśmy do Kancelarii Adwokackiej obsługującej Grupę Sokołów.

Pan Piotr Ogiński został pozwany przez „Sokołów” S.A. w związku z naruszeniem dóbr osobistych firmy „Sokołów” S.A. w filmach opublikowanych na kanale w serwisie Youtube.com i udostępnionych w serwisie „Kocham gotować”. W wykonaniu orzeczenia sądowego pan Piotr Ogiński usunął przedmiotowe filmy, dzięki czemu nie doszło do dalszych naruszeń oraz do usunięcia treści naruszających dobra osobiste „Sokołów” S.A..

Wskazujemy, że „Sokołów” S.A. po raz pierwszy zdecydowała się na takie działanie wobec osoby publicznie krytykującej jej produkty. Powodem był fakt komercyjnego wykorzystywania Internetu przez pana Piotra Ogińskiego jako narzędzia do budowania swojej popularności poprzez niezgodne z prawem wprowadzanie konsumentów w błąd, naruszanie renomy „Sokołów” S.A. i podważanie jakości produktów. Istotne jest także, że przeprowadzone „testy” produktów były nierzetelne: porównywane były różne produkty, a obok subiektywnej oceny – do której każdy ma prawo – przedstawiane były fałszywe informacje o szkodliwości produktów.

Naprawdę uważamy, że każdy ma prawo do wyrażania swoich opinii oraz do krytyki w Internecie, ale taka krytyka nie może oznaczać łamania prawa i czerpania profitów z takiej działalności, zwłaszcza przy jednoczesnym wprowadzaniu w błąd co do ocenianych produktów. Szanujemy rzetelne testy produktu, jednak nie możemy zgodzić się na bezpodstawne i krzywdzące oskarżenia związane z naszymi produktami, które pozytywnie przechodzą rygorystyczne i regularne kontrole jakości.

Jednocześnie przepraszamy wszystkich zainteresowanych tą sprawą za to, że na naszą odpowiedź musieliście poczekać.

Z poważaniem,
Zarząd „Sokołów” S.A.

  • doctor

    sokołw pozwał go dlatego że ujawnuł prawde o produktach z sokolowa sokolów to szais swinstwo nawet zwieżentąm tego niepodał powiadam wam wszystkim

  • NaaRuciak

    Prawda w oczy kole ;P

  • Zbyszko74

    Dzięki temu że Sokołów rozdmuchał sprawę w sądzie, miliony osób i w tym także ja widziało tenże właśnie film przedstawiający test tatarów. Gratulacje dla tejże firmy, bo jak do tej pory nie miałem nic przeciwko produktom firmy sokołów, ale dzięki tak nie przemyślanej akcji mam teraz poważne wątpliwości co do konsumowania produktów Sokołowskich. Człowiek nie baran i nie da się mu zamącić w głowie sądowym bełkotem składającym się w większości z paragrafów i adwokackich formułek.

  • L4kii

    Ja też te filmiki obejrzałem dzięki tej aferze. Jednak u mnie nic to nie zmieni bo i tak nie korzystałem z oferty tej firmy. P.S. A te filmiki zagranicznych firm bardzo ripostujące (ciekawe co czuli autorzy tych wpisów jak je pierwszy raz oglądali ;))

  • Borys Malański

    …… i właśnie w ten prosty sposób przestałem kupować produkty Sokołowa….. i wydam na inne marki niezależnie od sytuacji bo nie o produkt tu chodzi gdyż wiadomo, że w przypadku tatara sprzedawanego w sklepie i z odpowiednim czasem spożycia musi on
    „wzbogacony” lecz o styl i klasę ( czy jej brak ). a w przypadku testu parówek to już pojęcia nie mam o co chodzi

  • Pingback: Fałszywe sztabki złota a tajemnica jubilerska | Doxa - Przemysław A. Słomski()

  • Pingback: Beef about beef()